Najnowsze orzecznictwo w sprawach frankowych

W sprawach dotyczących kredytów frankowych doszło do istotnej zmiany w linii orzeczniczej. W postanowieniu z dnia 9 lipca 2025 r. (sygn. akt I CSK 652/25) Sąd Najwyższy zasygnalizował możliwość odejścia od sztywnego stosowania teorii dwóch kondykcji w rozliczeniach stron nieważnej umowy kredytowej. W konsekwencji strony sporu – zarówno kredytobiorcy, jak i banki – muszą zrewidować swoje dotychczasowe strategie procesowe.

Orzecznictwo w sprawie kredytów frankowych -odejście od teorii dwóch kondykcji

Impuls do zmian dało orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z 19 czerwca 2025 r. w sprawie C-396/24. W przedmiotowym wyroku Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej odniósł się do konieczności dokonania wzajemnych rozliczeń stron i określenia wysokości świadczeń spełnionych przez strony, tak aby ustalić, która z nich dokonała największej spłaty w wykonaniu umowy. W uzasadnieniu Trybunał podkreślił, że sąd krajowy powinien zapewnić, aby stwierdzenie nieważności umowy nie prowadziło do nałożenia na konsumenta nadmiernych obciążeń, a eliminacja nieuczciwego warunku umownego służyła realizacji celu w postaci przywrócenia równowagi kontraktowej między stronami.

Następnie, Sąd Najwyższy w postanowieniu z dnia 9 lipca 2025 r. o sygn. akt I CSK 652/25 wskazał, iż Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej zakwestionował dotychczas dominującą w judykaturze sądów krajowych koncepcję rozliczania nieważnych umów kredytowych w oparciu o zasadę dwóch kondykcji, zgodnie z którą każdej ze stron przysługuje odrębne roszczenie o zwrot nienależnego świadczenia. Zdaniem Sądu Najwyższego z przedmiotowego orzeczenia Trybunału Sprawiedliwości można wyprowadzić wniosek, iż teoria salda ma zastosowanie zarówno do roszczeń banków względem konsumentów, jak i do roszczeń konsumentów względem banków. Sąd Najwyższy podkreślił również, że przyjęcie działania teorii salda wyłącznie na korzyść konsumenta prowadziłoby do poważnych komplikacji procesowych i materialnoprawnych. W sytuacji, gdy konsument uzyskałby prawomocny wyrok oparty na teorii dwóch kondykcji, mógłby prowadzić egzekucję, podczas gdy bank – dochodząc zwrotu kapitału – byłby zobowiązany do potrącenia kwoty zasądzonej na rzecz konsumenta, nie dysponując w tej części tytułem egzekucyjnym. Koniecznym dla banku byłoby wówczas podniesienie zarzutu potrącenia i wytoczenie powództwa przeciwegzekucyjnego, co generowałoby dodatkowy proces i koszty.

W świetle tych orzeczeń, istotnego znaczenia nabierają działania mające na celu zabezpieczenie interesów konsumenta w razie ewentualnego odejścia sądu od ścisłego stosowania teorii dwóch kondykcji. Strategie dotyczące zmiany orzeczeń frankowych muszą zatem obejmować możliwość zastosowania przez Sąd teorii salda w sprawach z powództwa konsumenta przeciwko bankowi.

Strategie zmiany orzeczeń frankowych

Strategia sądowa którą mogą zastosować Frankowicze aby zredukować ryzyko kontrpowództwa banku oraz zwiększyć szanse na szybsze i mniej kosztowne zakończenie postępowania to ograniczenie wysokości roszczenia, tak aby obejmowało ono wyłącznie nadpłatę ponad kwotę udzielonego kapitału. Rozwiązanie to może być również korzystne pod względem kosztów procesowych jakie musi ponieść kredytobiorca w związku z wniesieniem pozwu w sprawie frankowej.

Inna strategia sądowa jaka może być zastosowana w sprawie dotyczącej umowy kredytu we frankach szwajcarskich, to złożenie oświadczenia o potrąceniu przez kredytobiorcę. Potrącenie kwoty udzielonego kapitału kredytu przez Kredytobiorcę umożliwia stronom jednorazowe rozliczenie, jednocześnie ograniczając ryzyko finansowe związane z ewentualnymi roszczeniami banku o zwrot nominalnie wypłaconego kapitału.

W sytuacjach, w których istnieje możliwość zastosowania przez Sąd teorii salda – zwłaszcza w przypadkach, gdy suma wpłat kredytobiorcy nie przewyższa wartości udzielonego kapitału – rozważenia wymaga zawarcie ugody. Ugoda może stanowić korzystne rozwiązanie w świetle potencjalnie niejednolitych rozstrzygnięć oraz długiego czasu trwania postępowań sądowych. Rozwiązanie to może być szczególnie korzystne dla kredytobiorców, którzy dążą do minimalizacji kosztów procesowych bądź nie przewidują udziału w długotrwałym sporze sądowym.

Najnowsze orzecznictwo frankowe – podsumowanie

Postanowienie Sądu Najwyższego z 9 lipca 2025 r. może oznaczać odejście od dotychczasowych schematów rozliczeniowych i szersze zastosowanie teorii salda w sprawach frankowych. W nowej rzeczywistości procesowej kluczowe stanie się zatem odpowiednie przygotowanie strategii procesowej – tak, aby uwzględniała zarówno dominujące dotąd rozwiązania, jak i możliwość zmiany kierunku orzecznictwa.

Za patostreaming do więzienia?

Zmiany w kodeksie karnym miałyby pomóc w ściganiu patostreamingu, ale eksperci ostrzegają, że mogą też uderzyć w zwykłych internautów, ograniczyć wolność słowa, a także spowodować dublowanie norm.

Patostreaming to prawdziwa plaga naszych czasów. Niestety, wciąż brakuje skutecznych przepisów, które pozwalałyby szybko reagować na tego typu treści, usuwać je z internetu i surowo karać sprawców. Od dawna apelują o to m.in. rzecznik praw obywatelskich oraz rzecznik praw dziecka.

Raport Państwowego Instytutu Badawczego NASK podkreśla, że patostreamy są szkodliwe dla młodych odbiorców, którzy często nieświadomie wchodzą z nimi w kontakt. Zjawisko to wprowadza wzorce destrukcyjnych zachowań, sprzyjające normalizacji przemocy i nihilizmu moralnego. Aż 56,6 proc. dorosłych i 76,6 proc. młodzieży w Polsce zna zjawisko patostreamingu, a 29,4 proc. dorosłych i 48,4 proc. nastolatków natrafia na te treści regularnie.

Jedną z pierwszych, choć mocno niedoskonałych prób rozwiązania tego problemu jest projekt nowelizacji kodeksu karnego autorstwa posłów PiS. 9 października odbyło się pierwsze czytanie tego projektu. Poparły go wszystkie grupy parlamentarne. Zarówno posłowie, jak i prawnicy wytykają jednak projektowi liczne błędy. Ostrzegają, że zamiast skutecznie zwalczać patostreaming, może on wywrzeć efekt mrożący wobec tych, którzy próbują z nim walczyć.

Pięć lat więzienia za przemocowy film

Projekt noweli kodeksu karnego przewiduje karę więzienia od trzech miesięcy do pięciu lat za publikowanie w internecie filmów lub nagrań dźwiękowych pokazujących popełnianie przestępstw takich jak: przemoc, znęcanie się nad zwierzętami czy naruszanie nietykalności cielesnej (art. 255b k.k). Taka sama kara ma dotyczyć osób, które udostępniają w sieci treści udające prawdziwe nagrania przestępstw, choć w rzeczywistości są one upozorowane.

Surowsza kara – od sześciu miesięcy do ośmiu lat – ma grozić wtedy, gdy ktoś robi to dla pieniędzy, np. zarabia na wyświetleniach lub darowiznach podczas transmisji.

Osoby, które pokazują takie nagrania w celu obrony ważnego interesu społecznego (np. ujawnienia przemocy lub nieprawidłowości), nie będą podlegały karze.

Odpowiedzialność osób trzecich

Jednym z problemów jest to, że projekt zbyt szeroko zakreśla granice odpowiedzialności karnej osób trzecich, które nie uczestniczą bezpośrednio w tworzeniu patostreamu.

– Może to prowadzić do nadmiernej penalizacji, co zwiększa ryzyko, że osoby przypadkowo powiązane z transmisją będą podlegały ściganiu. Co może również wywołać efekt mrożący wobec działalności dziennikarskiej, edukacyjnej czy artystycznej. Obawa przed odpowiedzialnością karną może zniechęcać do podejmowania tematów społecznie istotnych. Klauzula niekaralności, odwołująca się do interesu publicznego, jest zbyt ogólna, by stanowiła realną ochronę. Dlatego należy rozważyć wyłączenie odpowiedzialności karnej w przypadkach, gdy prezentowane treści stanowią działalność dziennikarską, artystyczną, edukacyjną, sportową lub naukową – ostrzegała podczas pierwszego czytania posłanka Katarzyna Ueberhan z klubu Lewicy.

W uzasadnieniu projektu brakuje twardych danych wskazujących, że organy ścigania mają realne problemy z przeciwdziałaniem patostreamingowi

– Zastanawiam się, co powiedziałby Szekspir, gdyby się dowiedział, że będziemy tutaj dywagować nad tym, iż jeżeli w teatrze ktoś wystawia „Hamleta”, to wszystko jest w porządku, ale jeśli ktoś inny zechce w domu nawiązać do tego, co robił Hamlet na deskach teatru, to można to zinterpretować inaczej i będziemy mieli z tym problem – wtórował jej poseł Łukasz Osmalak z Polski 2050.

Z kolei posłanka Koalicji Obywatelskiej Magdalena Małgorzata Kołodziejczak poddała pod rozwagę, czy przepisy dotyczące patostreamingu powinny znaleźć się w kodeksie karnym. Zapytała również, czy nie należałoby w pierwszej kolejności przeanalizować innych gałęzi prawa, m.in. prawa administracyjnego. – Czy właściciel bądź administrator platformy, na której umieszczane są gorszące treści i filmy, nie powinien ponosić daleko idących konsekwencji administracyjnych, np. bardzo wysokich kar finansowych? – pytała posłanka.

Karać patostreamerów, a nie internautów

To, że projekt jest niedopracowany i może uderzyć w zwykłych internautów, podkreśla również część prokuratorów.

– Proponowana zmiana nastawiona jest na karanie nie tyle wytwórców patostreamingu, ile osób oglądających te treści w internecie. Tymczasem patologię należy zwalczać u źródła, a nie rozciągać konsekwencje działania patostreamerów na setki internautów, którzy z różnych powodów i w odmiennych okolicznościach mogą mieć styczność z „patomateriałami” – tłumaczy dr Paweł Opitek, prokurator, dyrektor Biura Prawnego Związku Zawodowego Prokuratorów i Pracowników Prokuratur.

Według niego posłowie idą na skróty i gdyby tego rodzaju przepisy weszły w życie, organy ścigania skupiłyby się na przypadkowych użytkownikach sieci zamiast źródle zła. – Tym bardziej że proponowany kształt nowego art. 255b k.k. ma nieostry charakter. Takie znamiona, jak „rozpowszechniać”, „w celu obrony interesu publicznego lub zasługującego na uwzględnienie interesu prywatnego” czy „pozorowane popełnienie czynu zabronionego” są bardzo pojemne i niedookreślone. Ich wykładnia byłaby zbyt uznaniowa, a nawet cenzurowałaby wolność komunikowania się i dostępu do informacji – uważa prokurator.

– Jak najszybciej należy wprowadzić do polskiego systemu prawnokarnego przepis, który będzie penalizował tego typu zachowania. W przeciwnym razie patostreaming będzie się rozwijał, wyrządzając nieodwracalne szkody, zwłaszcza dzieciom, które powinniśmy jak najskuteczniej chronić – twierdzi dr Piotr Kosmaty, prokurator Prokuratury Regionalnej w Krakowie. Według niego projekt należy potraktować jako solidny fundament do dalszych prac nad ostatecznym kształtem proponowanego art. 255b k.k. A zaproponowane sankcje za zachowania patostreamerskie są adekwatne do ich społecznej szkodliwości i nie są wyrazem populizmu penalnego.

– Nie podzielam opinii, że należy złagodzić zagrożenie, także poprzez wprowadzenie grzywny lub kary ograniczenia wolności. Pamiętać bowiem należy, że patostreaming to niezwykle poważne zagrożenie dla najmłodszych, którzy za jego pośrednictwem oswajają się z przemocą, krzywdzeniem i poniżaniem innych ludzi, a nawet zabijaniem zwierząt. Ten niekorzystny stan może poważnie wpłynąć na ich dalsze życie, które będzie obarczone ryzykiem występowania lęków, trudnych emocji i innych problemów natury psychologicznej – komentuje prokurator Piotr Kosmaty.

Penalizacja to ostateczność

Prawnicy specjalizujący się w prawie karnym wytykają projektowi, że idzie zdecydowanie za daleko. Ich zdaniem kryminalizacja zjawiska patostreamingu powinna być ostatecznością, a surowe kary nie zawsze są najlepszym rozwiązaniem.

– Prawo karne, jako najsurowsza i najgłębiej ingerująca w sferę wolności forma odpowiedzialności, powinno być uruchamiane wyłącznie jako ostateczność. W tej sytuacji na wnioskodawcach projektu spoczywa ciężar udowodnienia potrzeby kryminalizacji danego czynu. W konsekwencji należy oczekiwać od nich pełnego i rzeczowego uzasadnienia decyzji o wprowadzeniu takiej regulacji – twierdzi adwokat Łukasz Moczydłowski z kancelarii prawnej Prokurent.

Jak wyjaśnia, brakuje w uzasadnieniu projektu rzetelnego uzasadnienia decyzji o kryminalizacji zjawiska patostreamingu. Samo stwierdzenie, że należy kryminalizować za „materiały, które mogą wywołać negatywne emocje u odbiorcy lub które promują niebezpieczne zachowania”, jest zbyt słabym argumentem, by sięgać po sankcje prawa karnego. – W życiu społecznym występuje bowiem wiele zjawisk i zachowań wywołujących negatywne emocje lub promujących zachowania niebezpieczne (np. sporty ekstremalne), a jednak powszechnie przyjmuje się, że nie ma potrzeby ich penalizowania – kwituje Łukasz Moczydłowski.

Jak wyjaśnia, w uzasadnieniu projektu nie ma danych potwierdzających informację, że skala patostreamingu w Polsce jest tak duża, że „nie występuje nigdzie w Europie”. Brakuje też twardych danych wskazujących, że organy ścigania mają realne problemy z przeciwdziałaniem temu zjawisku. Co prawda przywołano kilka głośnych przypadków działalności patostreamerów, jednak – jak wynika z tego samego uzasadnienia – spotkały się one ze skuteczną reakcją prawną. Podważa to twierdzenie wnioskodawców o konieczności wprowadzenia dodatkowych przepisów, ponieważ organy ścigania rzekomo mają problemy z ich egzekwowaniem.

Dublowanie norm

– W proponowanym kształcie art. 255b może powodować podwójną karalność czynu za przestępstwo pospolite i patostreaming, co jest niedopuszczalne w konstrukcji przestępstwa – wskazuje dr Paweł Opitek. Sami wnioskodawcy przyznają, że proponowana regulacja w dużej mierze pokrywa się ze znamionami wielu już obowiązujących przepisów kodeksu karnego. Tym samym zmiany te prowadziłyby do dublowania istniejących regulacji. – W mojej ocenie brak jest podstaw do wprowadzania w tym zakresie nowych przepisów. Zamiast tego należałoby poprawić skuteczność działania organów ścigania – ocenia mec. Moczydłowski.

Z kolei Michał Buna, adwokat w kancelarii Gardocki i Partnerzy Adwokaci i Radcowie Prawni, nie widzi przeciwwskazań do wprowadzenia dodatkowej regulacji. Jak podkreśla w rozmowie z Dziennikiem Gazeta Prawna, wynika ona przede wszystkim z trudności w ściganiu różnego rodzaju przestępstw, które łączy pojęcie patostreamingu. – Wprowadzenie tego przestępstwa jako odrębnej kategorii pozwoli precyzyjniej przypisać konkretne zachowanie do odpowiedniej normy karnej, a więc do definicji patostreamingu – uważa.

Upadłość przedsiębiorcy i jej konsekwencje dla pracowników

Sprawdź, co dzieje się z pracownikami w razie upadłości firmy. Poznaj prawa pracownicze, zasady wypłat i konsekwencje upadłości przedsiębiorcy

Upadłość przedsiębiorcy

Upadłość przedsiębiorcy traktowana jest jako działanie ostateczne, dochodzi do niej w sytuacji, gdy wszystkie inne próby uzdrowienia sytuacji przedsiębiorcy i doprowadzenie do jego oddłużenia zawiodą.

Postępowanie upadłościowe przedsiębiorcy

Postępowanie upadłościowe wszczynane jest wyłącznie na wniosek. Wniosek taki mogą (co do zasady) złożyć wierzyciele osobiści dłużnika – przedsiębiorcy, lub sam dłużnik – przedsiębiorca. O ile jednak
w przypadku wierzycieli jest to możliwość, to w przypadku samego dłużnika ma on obowiązek złożenia takiego wniosku w terminie 30 dni od dnia, w którym wystąpiła podstawa do ogłoszenia upadłości.

Podstawową przesłanką ogłoszenia upadłości jest powstanie stanu niewypłacalności dłużnika – przedsiębiorcy.

Po analizie sytuacji dłużnika i sprawdzeniu, czy zaistniał stan jego niewypłacalności oraz czy nie występują przesłanki negatywne, o których mowa w ustawie, Sąd wydaje postanowienie o ogłoszeniu upadłości dłużnika, w którym m.in. wyznacza syndyka.

Postępowanie upadłościowe prowadzone przez Syndyka

Zgodnie z ogólnymi zasadami postępowania upadłościowego należy je prowadzić tak, aby roszczenia wierzycieli mogły zostać zaspokojone w jak najwyższym stopniu, a jeśli racjonalne względy na to pozwolą – dotychczasowe przedsiębiorstwo dłużnika zostało zachowane.

Podstawowym celem postępowania jest więc spłata wierzycieli, a dopiero w dalszej kolejności prowadzenie go w taki sposób by przedsiębiorstwo jako całość mogło dalej funkcjonować.

Z dniem ogłoszenia upadłości majątek upadłego przedsiębiorcy staje się masą upadłości, która służy zaspokojeniu wierzycielki upadłego. Upadły jest obowiązany wydać syndykowi cały swój majątek,
a także wydać dokumenty dotyczące jego działalności, majątku oraz rozliczeń, w szczególności księgi rachunkowe, inne ewidencje prowadzone dla celów podatkowych i korespondencję. Dotyczy to także akt osobowych pracowników upadłego przedsiębiorcy oraz dokumentacji dotyczącej wypłaty wynagrodzeń.

Syndyk niezwłocznie obejmuje majątek upadłego, zarządza nim, zabezpiecza go przed zniszczeniem, uszkodzeniem lub zabraniem go przez osoby postronne oraz przystępuje do jego likwidacji. Likwidacja masy upadłości jest głównym zadaniem syndyka. Może on jednak dalej prowadzić przedsiębiorstwo upadłego, przy czym w takim przypadku powinien on podjąć wszelkie działania zapewniające zachowanie przedsiębiorstwa co najmniej w niepogorszonym stanie.

Upadłość firmy a pracownicy upadłego

Często zadawanym pytaniem jest: „Co z pracownikami po ogłoszeniu upadłości?”.

Ogłoszenie upadłości powinno być przede wszystkim sygnałem alarmowym dla pracowników, że ich miejsce pracy może przestać istnieć. Jak wskazano wyżej istnieje możliwość dalszego prowadzenia przedsiębiorstwa przez syndyka (choćby w „okrojonym” zakresie) – szczególnie gdy możliwe jest zawarcie układu z wierzycielami lub sprzedaż przedsiębiorstwa jako całości – jednakże nie jest to regułą. Jeżeli syndyk będzie dalej prowadził przedsiębiorstwo, zatrudnienie pracowników może być kontynuowane.

Należy przy tym pamiętać, że po ogłoszeniu upadłości Syndyk przejmuje zarząd majątkiem upadłego, w tym przedsiębiorstwem upadłego, tym samym stosownie do art. 31 § 1 Kodeksu Pracy (dalej: KP),
to syndyk wykonuje czynności w sprawach z zakresu prawa pracy za upadłego pracodawcę. Tym samym to syndyk powinien dbać o roszczenia pracownicze, wypłatę bieżących wynagrodzeń i świadczeń, może wypowiadać umowę o pracę, zawierać porozumienia o rozwiązaniu umowy o pracę i dbać o wydanie świadectwa pracy pracownikowi po rozwiązaniu umowy o pracę.

Co istotne z punktu widzenia sytuacji pracowników upadłego przedsiębiorcy, ogłoszenie upadłości nie powoduje automatycznego rozwiązania umów o pracę z pracownikami. W przypadku woli rozwiązania umów o pracę, powinny one zostać wypowiedziane lub rozwiązane za porozumieniem stron.

Istotną zmianą dla pracowników związaną z upadłością jest wyłączenie ochrony przed wypowiedzeniem umowy o pracę. Stosownie do art. 411 § 1 KP, w razie ogłoszenia upadłości lub likwidacji pracodawcy, nie stosuje się przepisów art. 38 KP (konsultacja wypowiedzenia z organizacją związkową), art. 39 KP (zakaz wypowiadania umowy pracownikom w okresie przedemerytalnym) i 41 KP (zakaz wypowiadania umowy w okresie usprawiedliwionej nieobecności pracownik – urlop, zwolnienie chorobowe), ani przepisów szczególnych dotyczących ochrony pracowników przed wypowiedzeniem lub rozwiązaniem umowy o pracę. Zgodnie z art. 177 § 4 KP ogłoszenie upadłości pracodawcy umożliwia także rozwiązanie przez pracodawcę umowy o pracę za wypowiedzeniem w okresie ciąży oraz w okresie urlopu macierzyńskiego, a także od dnia złożenia przez pracownicę lub pracownika wniosku o udzielenie urlopu macierzyńskiego albo jego części, urlopu na warunkach urlopu macierzyńskiego albo jego części, uzupełniającego urlopu macierzyńskiego, urlopu ojcowskiego albo jego części, urlopu rodzicielskiego albo jego części.

Wypowiadając umowę o pracę z powodu upadłości pracodawcy możliwe jest także skrócenie okresu wypowiedzenia umowy do maksymalnie 1 miesiąca. Co istotne jest to czynność jednostronna pracodawcy, nie wymaga zgody pracownika. W takim przypadku jednak pracownikowi przysługuje odszkodowanie w wysokości wynagrodzenia za pozostałą część okresu wypowiedzenia (tak: art. 361 § 1 i 2 KP).

Zaległe wynagrodzenia, roszczenia pracownicze

W przypadku jeżeli pomiędzy pracownikiem i pracodawcą toczy się postępowanie sądowe o roszczenia pracownicze, z racji tego, że z reguły są to roszczenia dotyczące masy upadłości, z momentem ogłoszenia upadłości upadłego pracodawcę powinien reprezentować syndyk.

Z momentem ogłoszenia upadłości pracownicy stają się wierzycielami upadłego w odniesieniu do wynagrodzeń zaległych i niewypłaconych do dnia upadłości. Pracownicy nie muszą zgłaszać wierzytelności z tego tytułu, powinny być one ujęte w spisie wierzytelności z urzędu, jednakże
w interesie pracowników jest by brać aktywnie udział w postępowaniu. Wierzytelność ze stosunku pracy jest bowiem ujmowana przez syndyka na podstawie przejętej dokumentacji przedsiębiorstwa,
a zatem wierzytelność pracownika może być w nich ujęta w niewłaściwej wysokości, a w przypadku wierzytelności spornych może w ogóle nie być ujęta w dokumentacji upadłego pracodawcy.

Należy także pamiętać, że informacja o dacie złożenia listy wierzytelności podlega obwieszczeniu
w Krajowym Rejestrze Zadłużonych. W terminie dwóch tygodni od dnia obwieszczenia, pracownik jako wierzyciel może więc złożyć do sędziego-komisarza sprzeciw jeżeli uzna, że jego roszczenia pracownicze zostało zaniżone, niewłaściwie zakwalifikowane, bądź pominięte.

Zgodnie z art. 342 ust. 1 ustawy z dnia 28 lutego 2003 Prawo upadłościowe przypadające za czas przed ogłoszeniem upadłości należności ze stosunku pracy, z wyjątkiem roszczeń z tytułu wynagrodzenia reprezentanta upadłego lub wynagrodzenia osoby wykonującej czynności związane z zarządem lub nadzorem nad przedsiębiorstwem upadłego – należą do kategorii pierwszej. Oznacza to, że roszczenia pracowników są zaspokajana w pierwszej kolejności, zaraz po kosztach postępowania upadłościowego i zobowiązaniach masy upadłości.

Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych

W przypadku jeżeli środki masy upadłości są niewystarczające do wypłaty wynagrodzeń pracowników, istnieje możliwość ich pokrycia z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych (dalej: FGŚP).

Jednym z pierwszych i podstawowych obowiązków syndyka po przejęciu majątku upadłego jest sporządzenie i złożenie Marszałkowi Województwa w okresie miesiąca od daty niewypłacalności pracodawcy zbiorczego wykazu niezaspokojonych roszczeń pracowników, oraz tytuły i wysokość roszczeń wnioskowanych do zaspokojenia ze środków FGŚP. Zbiorczy wykaz obejmuje roszczenia
z okresów poprzedzających datę niewypłacalności pracodawcy. W przypadku roszczeń z okresów następujących po dacie niewypłacalności pracodawcy, niezwłocznie po ustaniu stosunku pracy syndyk składa wykazy uzupełniające.

Marszałek województwa po stwierdzeniu zgodności zbiorczego wykazu lub wykazu uzupełniającego
z przepisami ustawy, przekazuje niezwłocznie odpowiednie środki finansowe FGŚP. Środki przekazane
z FGŚP nie wchodzą do masy upadłości i nie mogą służyć zaspokojeniu innych wierzycieli niż uprawnieni do ich odbioru. Syndyk nie może więc nimi swobodnie dysponować. Musi przeznaczyć je wyłącznie na zaspokojenie roszczeń pracowniczych.

Co istotne dla pracowników wypłata świadczeń z FGŚP może nastąpić także na podstawie wniosku pracownika, byłego pracownika lub uprawnionych do renty rodzinnej członków rodziny zmarłego pracownika lub zmarłego byłego pracownika.

Upadłość firmy a odprawy dla pracowników

W przypadku upadłości pracodawcy i wypowiedzenia umowy z pracownikami, z uwagi na fakt,
że rozwiązanie umowy o pracę następuje z przyczyn niedotyczących pracowników może także powstać obowiązek wypłaty odpraw dla odchodzących pracowników. Odprawa po upadłości firmy dotyczy pracodawcy zatrudniającego co najmniej 20 pracowników i wprawdzie dotyczy co do zasady sytuacji tzw. zwolnień grupowych (tj. zwolnienia w ciągu 30 dni co najmniej 10 pracowników, gdy pracodawca zatrudnia mniej niż 100 pracowników;  10% pracowników, gdy pracodawca zatrudnia co najmniej 100, jednakże mniej niż 300 pracowników;  30 pracowników, gdy pracodawca zatrudnia co najmniej 300 lub więcej pracowników) jednakże przepisy o odprawie stosuje się także odpowiednio w razie konieczności rozwiązania przez pracodawcę zatrudniającego co najmniej 20 pracowników stosunków pracy
z przyczyn niedotyczących pracowników, jeżeli przyczyny te stanowią wyłączny powód uzasadniający wypowiedzenie stosunku pracy lub jego rozwiązanie na mocy porozumienia stron, a zwolnienia
w okresie nieprzekraczającym 30 dni obejmują mniejszą liczbę pracowników niż liczba zwolnień wyczerpująca definicję zwolnień grupowych.

Wysokość odprawy zależna jest od stażu pracy pracownika. Pracownikowi, w związku z rozwiązaniem stosunku pracy w ramach grupowego zwolnienia, przysługuje odprawa pieniężna w wysokości:

1) jednomiesięcznego wynagrodzenia, jeżeli pracownik był zatrudniony u danego pracodawcy krócej niż 2 lata;

2) dwumiesięcznego wynagrodzenia, jeżeli pracownik był zatrudniony u danego pracodawcy od 2 do 8 lat;

3) trzymiesięcznego wynagrodzenia, jeżeli pracownik był zatrudniony u danego pracodawcy ponad 8 lat.

Należność z tytułu odpraw może także zostać pokryta z z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych.

Podsumowanie

Reasumując, ogłoszenie upadłości nie oznacza automatycznego rozwiązania stosunku pracy. Pracownik powinien jednak pamiętać, że czynności pracodawcy w zakresie rozwiązania umowy wykonuje syndyk, ochrona pewnych grup pracowników przed wypowiedzeniem umowy jest wyłączona, a okres wypowiedzenia umowy o pracę może zostać skrócony. Pracownikowi w pewnych okolicznościach może przysługiwać dodatkowa odprawa. Roszczenia pracownicze w toku upadłości korzystają z przywilejów i są w spisie ujmowane z urzędu. Mogą one zostać zaspokojone nawet przy braku aktywnych działań ze strony pracownika. Jest to jednak robione na podstawie dokumentacji pracodawcy i pracownik we własnym dobrze pojętym interesie powinien jednak starać się aktywnie uczestniczyć w postępowaniu. Zagadnienie „firma w upadłości, a pracownicy” jest bardzo szerokie, a realizacja pełni swoich praw może wymagać skorzystania z profesjonalnej pomocy prawnej.

Teoria salda a teoria dwóch kondykcji w sporach frankowych – implikacje dla banków po wyroku TSUE C-396/24

Spory dotyczące kredytów waloryzowanych kursem CHF od lat budzą wątpliwości co do sposobu rozliczeń między bankami a konsumentami po stwierdzeniu nieważności umów.
W centrum sporu pozostaje pytanie, które rozwiązanie – teoria salda a teoria dwóch kondykcji – jest właściwe w świetle prawa unijnego i polskiego orzecznictwa.

Na czym polegają dwie koncepcje?

Teoria dwóch kondykcji zakłada, że każde ze świadczeń spełnionych na podstawie nieważnej umowy powinno być dochodzone niezależnie. Kredytobiorca może zatem żądać zwrotu wszystkich rat, uiszczonych tytułem spłaty kredytu. Bank z kolei musi samodzielnie wystąpić z roszczeniem o zwrot wypłaconego kapitału.

Odmienne podejście prezentuje teoria salda, która przyjmuje, że Sąd powinien dokonać bilansowego zestawienia świadczeń stron i zasądzić jedynie różnicę. Roszczenie o zapłatę przysługuje zatem jedynie tej stronie umowy, której świadczenia przewyższają wartość świadczeń drugiej strony. Innymi słowy, roszczenie Kredytobiorców o zapłatę powstaje dopiero z momentem, gdy suma uiszczonych przez nich rat przewyższa kwotę wypłaconego kapitału. Jedynie w tym zakresie Bank pozostaje bowiem wzbogacony kosztem Konsumenta, stąd jedynie od tej wartości zasadne jest domaganie się odsetek ustawowych za opóźnienie. Takie rozwiązanie pozwala uniknąć wieloletnich, równoległych spraw sądowych i zmniejsza ryzyko, że bank wypłaci klientowi wszystkie raty, nie odzyskując równocześnie kapitału.

Wyrok TSUE i stanowisko Sądu Najwyższego

Nową perspektywę otworzył wyrok TSUE z 19 czerwca 2025 r. w sprawie C-396/24. Trybunał uznał, że stosowanie krajowych zasad w sposób prowadzący do żądania od konsumenta całego kapitału – bez uwzględnienia jego wcześniejszych spłat – narusza dyrektywę 93/13. Ponadto, jak wskazał Sąd Najwyższy w postanowieniu z 9 lipca 2025 r.:

„W wyroku z 19 czerwca 2025 r. Trybunał zakwestionował dominującą w judykaturze sądów krajowych zasadę dwóch kondykcji przy rozliczeniu wzajemnych świadczeń spełnionych przez strony na podstawie nieważnej umowy kredytowej. Wprawdzie przedmiotem rozpoznania była problematyka stosowania teorii dwóch kondykcji w sprawie z powództwa banku przeciwko konsumentowi, ale z tego orzeczenia można wyprowadzić wniosek, że teoria salda działa w obie strony”.

W praktyce oznacza to, że unieważnienie umowy frankowej coraz częściej prowadzić będzie do bilansowego podejścia w rozliczeniach. Już teraz nierzadko w orzecznictwie wskazuje się, że skoro do wzajemnych rozliczeń Stron umowy frankowej mają zastosowanie przepisy o bezpodstawnym wzbogaceniu należy badać, czy bank jest bezpodstawnie wzbogacony w dochodzonej przez Kredytobiorców wysokości. W konsekwencji, prowadzi to do oddalenia powództwa w zakresie kwoty, która stanowiła wysokość wypłaconego kapitału.

Implikacje dla sektora bankowego

Dla banków teoria salda ma istotne zalety. Pozwala na szybsze i przewidywalne rozliczenie po unieważnieniu umowy frankowej i ogranicza konieczność prowadzenia dwóch procesów w tej samej sprawie. Nie bez znaczenia pozostaje także kwestia redukcji wysokości odsetek ustawowych za opóźnienie zasądzonych jedynie od kwoty różnicy we wzajemnych świadczeniach stron. Z perspektywy stabilności sektora finansowego rozwiązanie to wydaje się bardziej bezpieczne.

Kierunki dalszych rozstrzygnięć

Wyrok TSUE jednoznacznie wpłynął na proces rozliczenia Stron kredytu frankowego – teoria dwóch kondykcji zostaje ograniczona, a linia orzecznicza przesuwa się w kierunku bilansowego podejścia. W sprawie TSUE C-396/24 Trybunał podkreślił, że unijne standardy ochrony konsumenta stoją na przeszkodzie orzecznictwu krajowemu, zgodnie z którym przedsiębiorca ma prawo żądać od konsumenta zwrotu całej nominalnej kwoty udzielonego kredytu, niezależnie od kwoty spłat dokonanych przez konsumenta w wykonaniu tej umowy i niezależnie od pozostałej do spłaty kwoty. To sprawia, że teoria dwóch kondykcji w praktyce może tracić na znaczeniu, a w konsekwencji unieważnienie umowy kredytu frankowego będzie wiązało się z rozliczeniem tylko salda.

Dla kredytobiorców oznacza to, że skutki unieważnienia umowy frankowej mogą być mniej dotkliwe, zaś dla banków – że rozliczenie kredytu frankowego stanie się prostsze i bardziej przewidywalne.

Podsumowanie

Aktualny kierunek orzecznictwa wskazuje, że unieważnienie umowy frankowej będzie miało inne niż dotąd znaczenie dla obu stron. Konsumenci zyskają większą ochronę przed nagłym obowiązkiem zwrotu całego kapitału, a banki – narzędzie pozwalające ograniczyć ryzyka finansowe. Ostatecznie to praktyka sądów powszechnych przesądzi, czy teoria salda trwale zastąpi teorię dwóch kondykcji, jako dominujący model rozliczeń.

Ustawa o kredycie konsumenckim z perspektywy banków

Ustawa o kredycie konsumenckim wprowadza istotne wyzwania dla banków, które muszą dostosować procesy kredytowe, marketingowe i ubezpieczeniowe do nowych wymogów. Z jednej strony zmiany zwiększają ochronę konsumentów i przejrzystość rynku, z drugiej jednak skutkują większymi kosztami operacyjnymi, koniecznością zatrudnienia dodatkowego personelu, wydłużeniem procesów decyzyjnych oraz zwiększeniem ryzyka prawnego – piszą Piotr Glonek i Kinga Zarzecka na portalu infor.pl.

Konsumenci z większą ochroną

Nowa ustawa o kredycie konsumenckim, wdrażana w wyniku implementacji dyrektyw UE 2023/2225 (znana również jako dyrektywa CCD II) i UE 2023/2673 znacząco zmienia regulacje rynku kredytowego, a z perspektywy banków wprowadza szereg nowych wyzwań operacyjnych i prawnych. Jedną z największych nowości jest, niejako wymuszone najnowszymi dyrektywami, uchylenie dotychczasowego limitu kwotowego kredytu, który wcześniej warunkował zakres stosowania przepisów ochronnych, podczas gdy zgodnie z wcześniejszą regulacją ochrona prawna obejmowała wyłącznie kredyty konsumenckie o wartości nieprzekraczającej 255 550 zł. Po wprowadzeniu nowych przepisów, przepisy ochronne będą miały zastosowanie do wszystkich kredytów i pożyczek zaciąganych przez konsumentów, niezależnie od ich wysokości – co znacznie rozszerza zakres ochrony konsumentów, a dla banków oznacza konieczność dostosowania procedur oceny ryzyka, zwiększenie obciążeń administracyjnych oraz potencjalne ograniczenie elastyczności w oferowaniu produktów kredytowych.

Rozszerzenie definicji kredytu konsumenckiego obejmuje również m.in. kredyty odnawialne, leasing z możliwością wykupu oraz kredyty w rachunkach oszczędnościowo-rozliczeniowych, co zwiększa zakres produktów podlegających regulacjom. Z perspektywy banków oznacza to konieczność weryfikacji produktów i procedur operacyjnych, a także dostosowania dokumentacji – dopasowanie oferty do nowych wymogów obejmuje aktualizację umów, materiałów informacyjnych i systemów oceny ryzyka, a banki muszą także opracować procedury szkoleń pracowników, aby prawidłowo stosować przepisy do wszystkich nowych kategorii produktów.

Trzy poziomy sankcji

Kolejnym ciekawym novum jest to, że w projekcie ustawy o kredycie konsumenckim z 7 lipca 2025 r. przewidziano trzy poziomy sankcji wobec kredytodawców, opisane w art. 66, co zastępuje dotychczasową jednolitą Sankcję Kredytu Darmowego określoną aktualnie w art. 45 ustawy, i w praktyce daje większą elastyczność w zarządzaniu przypadkami naruszeń. Najsurowsza sankcja (art. 66 ust. 1) – jednocześnie dotycząca najrzadszych sytuacji – odnosi się do przypadków działania poza stosunkiem prawnym, takich jak udzielenie kredytu bez wniosku, wyraźnej zgody konsumenta lub przy tzw. „milczeniu klienta”, i skutkuje pełnym zwolnieniem konsumenta z zwrotu kredytu konsumenckiego, odsetek, innych kosztów kredytu należnych kredytodawcy oraz wszelkich innych kosztów.

Drugi poziom sankcji (art. 66 ust. 3) obejmuje naruszenia obowiązków informacyjnych i proceduralnych, w tym błędne określenie RRSO, nieprawidłowe wyliczenie zdolności kredytowej, brak ponownej oceny przy podwyższeniu kwoty kredytu, nieprzekazanie umowy w formie papierowej lub trwałej oraz brak kluczowych informacji w umowie, takich jak termin spłaty, procedura zmiany oprocentowania, struktura rat czy całkowity koszt kredytu; w takich przypadkach konsument jest zwolniony z odsetek i innych kosztów po złożeniu pisemnego oświadczenia.

Trzeci, najłagodniejszy poziom sankcji (art. 66 ust. 4-5) dotyczy mniej istotnych uchybień, na przykład braku informacji w umowie o rodzaju kredytu czy o okresie obowiązywania umowy o kredyt, bądź o wymaganym zabezpieczeniu spłaty lub opłatach notarialnych; konsument spłaca wówczas kapitał wraz z połową odsetek, a bank traci prawo do dochodzenia innych kosztów kredytu. W razie sporu w tej materii sąd może określić wysokość odsetek i kosztów w mechanizmie „miarkowania”, co pozwala sędziom na ustalanie odpowiedzialności kredytodawcy w zależności od okoliczności sprawy. Dla banków oznacza to większą nieprzewidywalność skutków prawnych naruszeń, co może skutkować wydłużeniem postępowań sądowych i zwiększeniem kosztów prawnych. System ten wymaga od banków prowadzenia szczegółowej dokumentacji i przygotowania strategii obronnych w przypadku sporów. Banki muszą przewidzieć różne scenariusze interpretacyjne sądów, aby uniknąć niekorzystnych decyzji w sprawach dotyczących zróżnicowanych sankcji.

Z perspektywy banków taki system sankcji wprowadza znaczną złożoność prawną i operacyjną, ponieważ każdy poziom wymaga dokładnej dokumentacji oraz może generować ryzyko sporów sądowych, co wymaga starannego dostosowania procedur oceny ryzyka, procesów kredytowych i systemów nadzoru nad umowami konsumenckimi – banki będą musiały opracować dokładne mechanizmy dokumentowania działań kredytowych, aby w razie sporu móc wykazać prawidłowość postępowania, co generuje dodatkowe czynności i potencjalne koszty, jednak w długofalowej perspektywie ułatwi udowodnienie dochowania wymaganych procedur.

Nowe wymogi dla kampanii reklamowych

Obowiązek zapewnienia możliwości oceny wniosku o kredyt konsumencki przez człowieka (w przypadku zautomatyzowanego przetwarzania danych przy ocenie zdolności kredytowej) w przypadku odmowy przyznania kredytu, przewidziany w art. 38 ust. 2 projektu, ogranicza wykorzystanie automatycznych systemów oceny zdolności kredytowej, co wpływa na czas i koszty procedury. Regulacja chroni konsumenta przed decyzjami algorytmicznymi, ale banki będą musiały zatrudnić dodatkowy personel i wdrożyć procedury manualnej weryfikacji wniosków na większą skalę. Zakaz wykorzystywania danych z mediów społecznościowych (art. 30 ust. 3 i ust. 5) stanowi interesującą nowość w regulacjach i eliminuje jedno z narzędzi umożliwiających dodatkową analizę ryzyka. Biorąc pod uwagę te zmiany, banki będą musiały opracować procedury odwoławcze i kontrolne, aby w pełni respektować prawa konsumenta do ponownej weryfikacji wniosku. W praktyce wprowadzenie tych zmian zwiększa koszty operacyjne i wymaga dodatkowego nadzoru nad procesami kredytowymi.

Nowe przepisy nakładają obowiązek pełnej przejrzystości informacji dla konsumenta, określone chociażby w rozdziale 2 projektu, obejmujące m.in. stopę oprocentowania, całkowitą kwotę kredytu, całkowitą kwotę do zapłaty i skutki niewykonania zobowiązań. Choć zwiększa to ochronę konsumentów, banki będą musiały wprowadzić systemy pozwalające na szybkie przygotowanie i udostępnienie szczegółowych formularzy informacyjnych. Reklamy nie mogą wprowadzać konsumenta w błąd ani sugerować, że kredyt zwiększa zasoby finansowe, co nakłada konkretne restrykcje dotychczasowe praktyki marketingowe i wymaga dodatkowej weryfikacji materiałów promocyjnych. Ciekawy zapis wprowadzony zostaje w art. 8, wymagając, by reklama dotycząca kredytu konsumenckiego zawierała jasne i wyraźne ostrzeżenie, wskazujące że z kredytem wiążą się określone koszty, z użyciem sformułowania „Uwaga! Pożyczanie pieniędzy kosztuje” lub innego równoważnego sformułowania.

Z perspektywy banków, zapewnienie zgodności wszystkich kampanii reklamowych z nowymi, bardziej restrykcyjnymi wymogami będzie wymagało dodatkowych nakładów administracyjnych i prawnych, a przede wszystkim – czasowych. Wprowadzenie jednolitych zasad komunikacji zwiększa transparentność, ale ogranicza elastyczność w ofertach marketingowych. Banki będą musiały również zaktualizować procedury szkoleniowe dla pracowników obsługi klienta, aby zapewnić pełną zgodność z ustawą.

Co z tzw. pakietem usług?

Nowe przepisy w zakresie sprzedaży łączonej z jednej strony wprost pozwalają na sprzedaż „pakietu usług”, to z drugiej obligują banki do jednoznacznego informowania konsumentów, że kredyt jest dostępny również bez dodatkowych produktów lub usług finansowych – banki w celu usprawnienia przekazu danych mogą więc wprowadzić systemy umożliwiające automatyczne generowanie odpowiednich informacji, co w praktyce oznacza konieczność dostosowania procesów sprzedażowych do standardów zgodności i ograniczenia ryzyka naruszeń przepisów.

W zakresie ubezpieczeń kredytowych, zgodnie z art. 15 projektu, banki muszą dopuścić możliwość wyboru polisy spoza oferty instytucji finansowej, przy zachowaniu minimalnych parametrów ubezpieczenia. Trzydniowy okres oczekiwania na zawarcie polisy po otrzymaniu informacji w tym temacie stanowi ukłon wobec konsumentów, dając im czas na rzetelne zapoznanie się z przedstawionymi wytycznymi i danymi; jednocześnie nowowprowadzone kryteria dotyczące polis wymagają dodatkowych procedur kontrolnych i dokumentacyjnych. Dla banków oznacza to konieczność dostosowania systemów ubezpieczeniowych i sprzedaży produktów powiązanych z kredytem, aby zachować zgodność z ustawą i uniknąć ryzyka naruszeń. Konieczne jest także opracowanie procedur weryfikacji zgodności polisy z wymogami ustawowymi.

Nowe regulacje dotyczące pełnej oceny zdolności kredytowej ograniczają stosowanie uproszczonych procedur i wymagają pełnej analizy przy kredytach powyżej minimalnego wynagrodzenia. Banki muszą uwzględniać szereg czynników finansowych, ograniczyć automatyzację decyzji i przeprowadzić dodatkowe analizy ryzyka. Konsekwencją może być – poza konieczną aktualizacją sposobu oceny zdolności kredytowej – początkowe wydłużenie procesu przyznawania kredytu oraz zwiększenie kosztów operacyjnych, szczególnie przy wnioskach o wyższe kwoty lub przy nietypowych profilach klientów.

Podsumowanie

Podsumowując, ustawa o kredycie konsumenckim wprowadza istotne wyzwania dla banków, które muszą dostosować procesy kredytowe, marketingowe i ubezpieczeniowe do nowych wymogów. Z jednej strony zmiany zwiększają ochronę konsumentów i przejrzystość rynku, z drugiej jednak skutkują większymi kosztami operacyjnymi, koniecznością zatrudnienia dodatkowego personelu, wydłużeniem procesów decyzyjnych oraz zwiększeniem ryzyka prawnego. Banki muszą wdrożyć ścisłe procedury nadzoru i starannie planować strategie operacyjne, aby minimalizować ryzyko finansowe i regulacyjne wynikające z nowych przepisów – a przyszłe działania banków będą wymagały także monitorowania interpretacji sądowych i bieżącego dostosowywania procedur do ewoluujących standardów prawnych.

Czekają nas zmiany w planowaniu przestrzennym!

Zmiany w planowaniu przestrzennym rozpoczęły się w lipcu 2023 r., gdy Sejm uchwalił nowelizację ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym oraz innych aktów (Dz. U. z 2023 r. poz. 1688). Ustawa o planowaniu przestrzennym, której główne przepisy zaczęły obowiązywać 24 września 2023 r., wprowadza stopniowe zmiany strukturalne, a gminom nakazuje uchwalenie planów ogólnych do końca 2025 r. Następnie od 1 stycznia 2026 r. ograniczona zostanie możliwość wydawania decyzji o warunkach zabudowy, a pełną funkcjonalność zyska Rejestr Urbanistyczny.

I. Zmiany w planowaniu przestrzennym

Zmiany w planowaniu przestrzennym obejmują cztery główne elementy:

Projekt zmiany ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym

  1. Nowe narzędzie planistyczne – plan ogólny

Projekt zmiany w ustawie o planowaniu przestrzennym i zagospodarowaniu wymaga, aby każda gmina przyjęła plan ogólny. Plan ogólny będzie aktem prawa miejscowego i dokumentem planistycznym na szczeblu lokalnym.  Jego zapisy wiążą miejscowe plany i decyzje o warunkach zabudowy: jeżeli działka nie zostanie oznaczona jako objęta strefą zabudowy, to zabudowa będzie niemożliwa. Plan ogólny zastąpi dotychczasowe studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego, co oznacza, że gmina, która nie uchwali planu, straci podstawę do wydawania planów miejscowych i decyzji WZ.

  1. Decyzje o warunkach zabudowy (WZ)

Od 1 stycznia 2026 r. decyzje WZ będą możliwe tylko na obszarach wskazanych w planie ogólnym jako „obszary uzupełniającej zabudowy”. Ponadto nowe WZ będą ważne przez 5 lat od dnia prawomocności – inwestorzy będą musieli w tym terminie uzyskać pozwolenie na budowę. Decyzje wydane do 31 grudnia 2025 r. zachowują dotychczasową bezterminową skuteczność.

  1. Zintegrowany Plan Inwestycyjny (ZPI)

Planowanie przestrzenne w gminie zostanie wzbogacone o Zintegrowany Plan Inwestycyjny – stanowiący szczególną formę miejscowego planu, który gmina uchwala na wniosek inwestora. ZPI ma zwiększyć elastyczność planowania, umożliwić aktywniejsze uczestnictwo inwestorów i lepsze dopasowanie rozwoju przestrzennego do lokalnych potrzeb.

  1. Rejestr Urbanistyczny

Rewolucja urbanistyczna zakłada utworzenie centralnego, bezpłatnego i jawnego Rejestru Urbanistycznego – systemu teleinformatycznego prowadzonego przez ministra ds. budownictwa i technicznie utrzymywanego przez ministra ds. informatyzacji. Od 1 stycznia 2026 r. będzie on źródłem cyfrowych danych przestrzennych dotyczących planów, decyzji WZ, ZPI i działań gmin. Ma służyć przejrzystości, interoperacyjności oraz wsparciu partycypacji społecznej.

II. Planowanie przestrzenne w Polsce – głosy środowiskowe

Zmiany w zagospodarowaniu przestrzennym spotykają się zarówno z aprobatą, jak i krytyką:

Zalety reformy

  • Zwiększenie przewidywalności inwestycyjnej poprzez obowiązkowe plany ogólne, które zastępując studia gwarantują większą spójność i stabilność w decyzjach inwestycyjnych.
  • Transparentność procesu planistycznego dzięki Rejestrowi Urbanistycznemu, gdzie każdy obywatel otrzyma dostęp do kompletu danych, dokumentów i procedur.
  • Ochrona ładu przestrzennego – plan ogólny i ZPI mają zapobiegać chaotycznej suburbanizacji oraz chronić tereny użyteczne społeczne i ekologiczne.
  • Usprawnienie procedur administracyjnych – uproszczenie oraz digitalizacja procesu planistycznego przyspieszą wydawanie decyzji i realizację inwestycji.

Obawy i wyzwania

  • Ryzyko opóźnień przy uchwalaniu planów ogólnych – brak uchwały gminnej do końca 2025 r. może skutkować wstrzymaniem WZ i MPZP, co utrudni inwestycje.
  • Ograniczenia inwestycyjne – likwidacja „wuzetek” poza obszarami uzupełniającymi może zablokować możliwość zagospodarowania niektórych działek.
  • Ograniczona ważność nowych decyzji WZ (5-letnia) – wprowadza presję czasową na inwestorów, zwłaszcza w przypadku projektów długoterminowych.
  • Mniejsza elastyczność planowania gminnego – odgórne ramy mogą ograniczać lokalne dopasowanie rozwoju przestrzennego do specyfiki gmin.

Podsumowanie
Zmiany w ustawie o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym wyznaczają kierunek modernizacji polskiego systemu planowania przestrzennego. Wprowadzenie planów ogólnych, ZPI, Rejestru Urbanistycznego i ograniczenia decyzji WZ tworzy nowe narzędzia, sprzyjające porządkowi, transparentności i efektywności. Jednocześnie wymagają od samorządów, inwestorów i społeczeństwa aktywnego zaangażowania, sprawnego wdrożenia i przewidywania potencjalnych barier, by rewolucja w planowaniu przestrzennym miała praktyczny sens i nie wiązała się z paraliżem inwestycyjnym.

Zmiany postępowania administracyjnego na półmetku

Sądy administracyjne będą mogły korzystać z instytucji przyjaciela sądu i szybciej łączyć podobne sprawy. Prawnicy chwalą część zmian i postulują kolejne.

Sejm uchwalił nowelizację prawa o postępowaniu przed sądami administracyjnymi 12 września. Zmiany mają ograniczyć biurokrację, wprowadzić instytucję przyjaciela sądu oraz ułatwić łączenie spraw. Prawnicy chwalą nowe przepisy, choć podkreślają, że w procedurze administracyjnej trzeba jeszcze wiele naprawić.

Mniejsza biurokracja

Nowela przewiduje, że strony postępowań przed sądami administracyjnymi nie będą już musiały dostarczać dokumentów potwierdzających pełnomocnictwo, jeśli sąd sam może je sprawdzić w dostępnych rejestrach online.

– W dobie wykazów i rejestrów dostępnych drogą elektroniczną nie ma żadnego uzasadnionego powodu, by sąd administracyjny nie mógł sam weryfikować sposobu reprezentacji osób prawnych oraz jednostek organizacyjnych posiadających zdolność sądową. To właśnie było jednym z celów stworzenia takich systemów. Jest to przydatne nie tylko na etapie składania pierwszego pisma procesowego, ale również na etapie rozpoznania sprawy, w szczególności na rozprawie – chwali zmiany Rafał Dębowski, adwokat, wspólnik w kancelarii Dębowski i Wspólnicy.

Podobnie myśli Elżbieta Jóźwiak, radca prawny w BWHS Wojciechowski Springer i Wspólnicy. Przypomina, że takie rozwiązanie istnieje już w wypadku postępowania cywilnego i dobrze się sprawdza.

Adwokat Maciej Obrębski, wspólnik w kancelarii Obrębski Adwokaci i Radcowie Prawni, cieszy się, że wreszcie nie trzeba będzie załączać odpisu z KRS i dokumentu pełnomocnictwa w przypadku przedsiębiorcy, który ma ujawnionego pełnomocnika w CEIDG.

– Warto wprowadzić jeszcze jedną zmianę. Wojewódzki sąd administracyjny przy składaniu skargi zawsze wymaga ponownego przedłożenia pełnomocnictwa, mimo że pełnomocnictwo udzielone na etapie postępowania administracyjnego obejmuje również reprezentację w postępowaniu sądowo -administracyjnym. Jest to zbędny formalizm, zwłaszcza że akta postępowania administracyjnego przekazywane są sądom wraz ze skargą. Dodatkowo wiąże się to z koniecznością ponownego uiszczenia opłaty skarbowej od pełnomocnictwa – postuluje mec. Maciej Obrębski.

Mecenas Rafał Dębowski proponuje, aby zmienić art. 46 par. 3 prawa o postępowaniu przed sądami administracyjnymi, tak by odstąpić od obowiązku składania dokumentu pełnomocnictwa nie tylko wtedy, gdy sąd może stwierdzić umocowanie na podstawie wykazu lub innego rejestru dostępnego drogą elektroniczną, lecz także wtedy, gdy umocowanie można potwierdzić na podstawie dokumentów znajdujących się w aktach postępowania administracyjnego.

Przyjaciel sądu administracyjnego

Nowela wprowadza do postępowań przed sądami administracyjnymi instytucję przyjaciela sądu (amicus curiae). Oznacza to, że jeśli w sprawie pojawią się istotne wątpliwości, sąd będzie mógł się zwrócić do organizacji społecznej lub organu administracji publicznej o opinię ważną dla rozstrzygnięcia sprawy.

– Regulacja, która wprowadza instytucję przyjaciela sądu, może nie znaleźć szerokiego zastosowania w praktyce – uważa mec. Elżbieta Jóźwiak. Jej zdaniem niejasne są kryteria, jakimi sąd będzie się kierował przy ocenie, czy w sprawie pojawiły się istotne wątpliwości, w których wyjaśnieniu może pomóc pogląd organizacji społecznej lub organu administracji publicznej. Brakuje definicji tego pojęcia. Nie wiadomo również, jaki będzie charakter procesowy takiego poglądu. Pojawia się także pytanie, w jakim trybie strona będzie mogła wnieść zastrzeżenia lub kwestionować sam wybór organizacji, do której sąd skierował zapytanie.

Zastrzeżenia zgłasza również Weronika Supronik, prawniczka w kancelarii Gardocki i Partnerzy Adwokaci i Radcowie Prawni w rozmowie z Dziennikiem Gazeta Prawna:

– Takie rozwiązanie może okazać się zbędne, a nawet niekorzystne dla postępowania. Przepis jest sformułowany dość szeroko, co może prowadzić do jego nadmiernego stosowania, a w konsekwencji do wydłużenia czasu rozpatrywania spraw – ostrzega. Podkreśla, że niezależne i bezstronne formułowanie poglądów istotnych dla sprawy powinno należeć do sądu. Posiłkowanie się opiniami podmiotów zewnętrznych może budzić wątpliwości co do niezależności i bezstronności postępowań oraz rozstrzygnięć.

– W sprawach wymagających wiedzy specjalistycznej zamiast wprowadzać omawiany fragment nowelizacji, warto byłoby wzmocnić i usprawnić funkcjonowanie instytucji biegłych sądowych oraz uregulować tę kwestię w ustawie na wzór kodeksu postępowania cywilnego – podpowiada.

Część prawników ma inne zdanie. – W sprawach administracyjnych, w których nie jest możliwe przeprowadzenie opinii biegłego, może pojawić się potrzeba uzyskania istotnego dla sprawy poglądu. Z taką sytuacją spotkałem się osobiście przy rozpatrywaniu skarg na zawieszenie postępowań o ustalenie warunków zabudowy z uwagi na przepisy prawa lotniczego dotyczące planu generalnego lotniska Okęcie. Stopień skomplikowania zagadnień związanych z prawem lotniczym był tak duży, że opinia przyjaciela sądu na pewno byłaby pomocna – komentuje mec. Rafał Dębowski.

Maciej Obrębski postuluje stworzenie listy organizacji pozarządowych, do których sądy mogłyby się zwracać, nie wszystkie są bowiem jednakowo wiarygodne i rzetelne.

Zamiast pięciu, jedno postępowanie

Nowe przepisy umożliwią sądom większą swobodę w łączeniu podobnych postępowań, które pozostają zbieżne pod względem stanu faktycznego, ale różnią się stopniem skomplikowania innych elementów, co może przyspieszyć rozstrzygnięcie i lepiej odpowiadać interesowi stron. Na przykład w sprawach podatkowych.

– Organy podatkowe wydają odrębne decyzje dla każdego podmiotu i każdego roku podatkowego, nawet jeśli sprawy są powiązane. Każda decyzja wymaga osobnej skargi, co powoduje wszczynanie wielu postępowań, mimo że stan faktyczny i prawny jest w nich bardzo podobny. Połączenie spraw pozwoliłoby znacząco zredukować ich liczbę – wyjaśnia mec. Maciej Obrębski.

Zwrot wpisu

Nowela przewiduje też, że jeżeli sąd uwzględni zażalenie, to będzie można automatycznie zwrócić uiszczony wpis. Dotychczas przepisy przewidywały taki zwrot tylko w sytuacji, gdy zażalenie dotyczyło ukarania grzywną. Nowa regulacja obejmuje wszystkie zażalenia. Obywatel nie powinien wszak ponosić kosztów błędu sądu pierwszej instancji.

Przydałyby się uchwały pilotażowe

– Pożądaną inicjatywą w celu przyspieszenia postępowań i w szczególności zredukowania zatoru w NSA był projekt wprowadzenia uchwał pilotażowych. Z inicjatywy prezesa NSA projekt trafił do prezydenta w 2024 r. Niestety nie ma postępu w tej sprawie – mówi mec. Maciej Obrębski.

Postępowania, które zostały rozpoczęte na podstawie starej wersji ustawy i jeszcze się nie zakończyły, będą prowadzone według dotychczasowych przepisów. Wyjątek stanowią zażalenia rozpatrywane od dnia wejścia w życie nowelizacji – w ich przypadku obowiązuje już nowe brzmienie przepisów.

Ustawą teraz zajmie się Senat.

Postanowienie Sądu Najwyższego z 9 lipca 2025 r. – co zmienia w rozliczeniach nieważnych umów kredytów frankowych.

Przedmiotem postępowania, w wyniku którego zostało wydane postanowienie SN w sprawie frankowiczów (postanowienie SN 9 lipca 2025 r. sygn. akt. I CSK 652/25) była sprawa z powództwa Kredytobiorców przeciwko bankowi o ustalenie nieważności umowy oraz zapłatę wszystkich uiszczonych do tej pory rat i odsetek tytułem kredytu. Sąd Okręgowy wyrokiem z 19 listopada 2021 r. orzekł, że istnieje stosunek kredytu pomiędzy stronami i zasądził częściowo powództwo o zapłatę. Obydwie strony zaskarżyły wyrok apelacją.

W dniu 10 października 2024 r. Sąd Apelacyjny we Wrocławiu wydał wyrok, w którym stwierdził, że umowa jest nieważna od samego początku, lecz oddalił powództwo o zapłatę. Sąd Apelacyjny stwierdził, że roszczenie frankowicza powinno być ocenione przez pryzmat jego zubożenia lub wzbogacenia a to znaczy, że o ile skutkiem wyeliminowania z umowy klauzul przeliczeniowych jest nieważność (ex tunc) całej umowy kredytowej, o tyle nie oznaczało to automatycznie, że powodom należało się świadczenie w łącznej wysokości spełnionych na rzecz Banku wpłat.

Kredytobiorcy złożyli skargę kasacyjną lecz SN omawianym postanowieniem z 9 lipca 2025 r. odmówił jej przyjęcia do rozpoznania, uzasadniając to między innymi, że nie została spełniona przesłanka aby wyrok Sądu odwoławczego był nieprawidłowy.

SN w uzasadnieniu zwrócił uwagę na najnowszy wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z 19 czerwca 2025 r., C – 396/24 w którym to zakwestionował dominującą w orzecznictwie sądów krajowych teorię dwóch kondykcji przy rozliczeniu wzajemnych świadczeń na podstawie nieważnej umowy kredytowej. Wyrok TSUE co prawda dotyczył problematyki stosowania teorii dwóch kondykcji w sprawie z powództwa banku przeciwko konsumentowi, ale postanowienie SN z 9 lipca 2025 r. wskazuje, że z tego orzeczenia można wyprowadzić inny wniosek – teoria salda działa w dwie strony.

Sąd Najwyższy stwierdził, że teoria salda jest uzasadniona i zgodnie z nią wymagalność roszczeń z tytułu zwrotu wzajemnych świadczeń pieniężnych spełnionych na podstawie nieważnej umowy powstaje w tym samym czasie. Inaczej mówiąc opóźnienie w zawrocie świadczenia odnosi się tylko do tej części roszczenia która przekracza świadczenie drugiej strony.

Postanowienie SN a wyroki frankowe – w świetle powyższego, Sąd wskazuje, iż brak jest uzasadnienia dla przyznawania konsumentowi dodatkowych korzyści w postaci odsetek od całości wpłaconych środków tytułem rat i odsetek ze względu na następujące fakty:

Po pierwsze, wskutek orzeczonej nieważności frankowicz uzyskuje w istocie kredyt darmowy.

Po drugie, kwota świadczeń (w postaci rat kredytowych) spełnianych przez frankowicza sukcesywnie w ciągu kilkunastu lat była niższa od kwoty kapitału wypłaconego w pełnej kwocie kilkanaście lat temu.

Po trzecie, z faktu, że bank bronił ważności umowy kredytowej, nie może wynikać teza, że w razie nieważności tej umowy i powstania stanu wymagalności roszczenia konsumenta (na skutek wezwania do zapłaty), bank rezygnuje z postawienia własnego roszczenia zwrotnego w stan wymagalności i godzi się w tym zakresie na powstanie roszczenia odsetkowego konsumenta co do całości uiszczonych wpłat.

Teoria salda i dwóch kondykcji odmiennie zatem traktuje rozliczenie z bankiem po wygranej sprawie frankowej, ponieważ przy przyjęciu teorii salda odbywa się to automatycznie.

Zatem co zmienia w rozliczeniach nieważnych umów kredytów frankowych orzeczenie SN? Frankowicze zyskują silniejszą ochronę przed roszczeniami banków.

Teoria salda i dwóch kondykcji implikują odmienne skutki w sprawach frankowiczów. Omawiane orzeczenie kwestionuje dotychczas stosowaną teorie dwóch kondykcji i potwierdza, że linia orzecznicza się zmienia, co zapoczątkowane zostało przez orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z 19 czerwca 2025 r., C – 396/24. Nowe orzeczenie TSUE dotyczyło powództwa Banku przeciwko Kredytobiorcy i nie jest często brane pod uwagę w zakresie dotyczącym powództwa frankowiczów przeciwko bankom.

Nowe postanowienie SN z 9 lipca 2025 r. jednak potwierdza, „Teoria salda, powinna działać w stosunku do świadczeń zwrotnych obydwu stron, czyli nie tylko w odniesieniu do roszczenia zwrotnego konsumenta w stosunku do banku, ale także i roszczenia zwrotnego banku przeciwko konsumentowi. Jest korzystna dla konsumenta, gdyż nie naraża go na dodatkowe koszty procesu sądowego związane z roszczeniem zwrotnym banku.”

Postanowienie Sądu Najwyższego z dnia 9 lipca 2025 r. zatem stwierdza, że teoria salda powinna być stosowana do spraw tzw. frankowych bez znaczenia czy z powództwem wychodzi bank czy frankowicze. Takie rozliczenie z bankiem po wygranej sprawie frankowej wydaje się najskuteczniejsze i nie powoduje konieczności prowadzenia kolejnych długotrwałych i generujących kolejne koszty postępowań zwrotnych. Aktualnie zgodnie z omawianym orzeczeniem konsument powinien wytaczać powództwo o ustalenie i zapłatę ew. o samą zapłatę do wysokości nadwyżki ponad otrzymany kapitał od banku a nie o całość środków które wpłacił tytułem uznanej za nieważną umowy kredytu. Taka zmiana pomogłaby także zmniejszyć ilość spraw, które trafiają do sądów powszechnych co miałoby pozytywne konsekwencje dla wymiaru sprawiedliwości.

Oczywiście zaznaczyć trzeba, że sądy powszechne są niezawisłe w swoich orzeczeniach a orzecznictwo dotyczące stosowania teorii dwóch kondykcji jest od kilku lat ugruntowane. Wszystkie jednak zmiany wymagają czasu, a najnowsze orzeczenia mogą wskazywać na zmianę tego kierunku. Aktualnie zarówno kredytobiorcy jak i banki oczekują na nowe orzeczenie TSUE (C-510/25), które ma potwierdzić stosowanie dotychczasowej lub „nowej” linii orzeczniczej.

Phishing w B2B – Odpowiedzialność, Ryzyka i Zabezpieczenia Prawne dla Firm

W świecie dynamicznie rozwijających się nowych technologii, w momencie coraz bardziej postępującej cyfryzacji i przechowywania coraz większych ilości danych na nośnikach i serwerach komputerowych, phishing jako popularna metoda na oszustwa internetowe, polegająca na podszywaniu się pod inną osobę lub instytucję w celu wyłudzenia informacji poufnych takich jak haseł czy numerów kart kredytowych stanowi poważne zagrożenie. Jest to szczególnie niebezpieczne zjawisko dla podmiotów profesjonalnych, które na co dzień administrują i przetwarzają ogromne ilości takich informacji. Potencjalny skuteczny atak phishingowy może zatem spowodować naruszenie danych osobowych i narazić podmiot odpowiedzialny za naruszenie na finansowe konsekwencje. Dlatego też ważna jest skuteczna ochrona przed phishingiem, gdyż potencjalna kara za naruszenie danych osobowych może sięgnąć nawet 20 milionów euro lub 4% całkowitego rocznego obrotu.

Oczywiście konsekwencje phishingu nie dotyczą jedynie podmiotu, któremu wykradziono dane, za które był odpowiedzialny, ale również osoby dokonującej ataku.

Phishing Kodeks Karny

Skutki phishingu w postaci wyłudzenia poufnych informacji są przesłanką odpowiedzialności karnej. Nietrudno bowiem wyobrazić sobie sytuację, gdy potencjalny oszust zyskuje dostęp do danych osobowych klienta banku, podszywając się pod kancelarię prawną obsługującą rzeczony bank. Zatem, co grozi za phishing? KK w Polsce nie definiuje wprost przestępstwa phishingu. Przypadki te są ścigane natomiast z art. 287 § 1 k.k., zgodnie, z którym „kto, w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub wyrządzenia innej osobie szkody, bez upoważnienia, wpływa na automatyczne przetwarzanie, gromadzenie lub przekazywanie danych informatycznych lub zmienia, usuwa albo wprowadza nowy zapis danych informatycznych, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5”. Kara za phishing może być zatem dotkliwa, w zależności od stopnia wyrządzonej szkody.

Zabezpieczenia przed phishingiem

Powstaje więc pytanie, jak zabezpieczyć się przed phishingiem?

Działania prewencyjne powinny skupiać się przede wszystkim na wdrażaniu odpowiednich regulaminów i procedur wymiany danych między podmiotami, by zminimalizować ryzyko ataku i dostania się danych w niepowołane ręce. Wysyłane dokumenty powinny być szyfrowane lub wysyłane przy pomocy dedykowanej do tego infrastruktury cyfrowej przez przeszkolonych do tego pracowników. Warto również uwrażliwiać pracowników na metody działania cyberprzestępców, którzy coraz częściej stosują wyrafinowane oszustwa internetowe. KK przewiduje odpowiedzialność karną za tego rodzaju przestępstwa, co podkreśla wagę działań zapobiegawczych po stronie firm.

Tylko takie działania pozwolą na właściwe zabezpieczenie przed phishingiem i spowodują, że wyrok za oszustwa internetowe w krajowych statystykach będzie należeć do rzadkości.

Projekt ustawy dla frankowiczów 2025. Jakie zmiany w sporach z bankami?

Projekt ustawy z 30 czerwca 2025 r. dotyczący spraw frankowych to dokument, który może radykalnie zmienić krajobraz procesów dotyczących kredytów denominowanych lub indeksowanych do franka szwajcarskiego. Regulacja przedstawia rozwiązania procesowe i materialne, które mają wspierać konsumentów, ale także – co mniej zauważalne –usystematyzować obecność spraw frankowych w przestrzeni prawnej – piszą na portalu infor.pl Piotr Glonek i Kinga Zarzecka.

Jest to naturalnie próba wprowadzenia lex specialis do kodeksu postępowania cywilnego, która obejmie wyłącznie sprawy frankowe – co ciekawe, z wyłączeniem spraw dotyczących kredytów w innych walutach niż CHF, mogących zawierać podobne, a nawet tożsame zapisy umowne, co umowy kredytu w sprawach frankowych.

Między ochroną a przewidywalnością

Już sama preambuła i zakres zastosowania ustawy wskazują, że intencją ustawodawcy jest ochrona kredytobiorców, a także ich spadkobierców, poręczycieli i osób odpowiadających rzeczowo za dług. Jednakże dla banków projekt jest jednocześnie zagrożeniem i szansą, bo choć odbiera im pewne narzędzia, wprowadza także większą przewidywalność. Właśnie to połączenie ochrony konsumenta z elementami porządkowymi dla instytucji finansowych czyni ustawę szczególnie ciekawą z doktrynalnego punktu widzenia, bowiem analiza treści projektu ujawnia, że jego skutki będą daleko wykraczać poza zwykłą zmianę procedury – to niejako zmiana filozofii prowadzenia sporów o kredyty frankowe.

Wstrzymanie rat – automatyczne i bez decyzji sądu

Jednym z najważniejszych rozwiązań projektu jest wprowadzenie automatycznego wstrzymania obowiązku spłaty rat z chwilą doręczenia bankowi pozwu. Oznacza to, że frankowicz, który pozywa bank, przestaje płacić raty aż do prawomocnego zakończenia procesu, a instytucja finansowa nie może tego traktować jako niewykonania umowy. W praktyce to prawdziwa rewolucja, bo dotychczas takie wstrzymania były możliwe wyłącznie na podstawie zabezpieczenia roszczenia, co wymagało decyzji sądu i mogło trwać miesiącami. Ustawa czyni to rozwiązanie „z automatu”, a jednocześnie nakazuje bankowi powiadomić BIK, BIG i inne instytucje o konieczności usunięcia negatywnych wpisów. Co ważne, jeśli klient chce dalej płacić raty, bank nie może odmówić ich przyjęcia – ale tylko w zakresie, w jakim suma spłat jest mniejsza niż kwota wypłaconego kredytu. Jednak ten automatyzm może działać również na inną płaszczyznę – im szybciej sądy rozpoznają sprawy, tym szybciej skończy się okres „zamrożenia” kredytu i tym mniejsze ewentualne odsetki od dochodzonych kwot. To pokazuje, że wbrew pozorom banki również mogą zyskać, jeśli reforma naprawdę usprawni procesy.

Proces bez sali rozpraw? Nowe narzędzia dla sądów i pełnomocników

Projekt ustawy wprowadza bowiem mechanizmy mające przyspieszyć sprawy frankowe, co powinno zainteresować nie tylko kredytobiorców, ale także pełnomocników banków. Sąd może rozpoznać sprawę na posiedzeniu niejawnym nawet wtedy, gdy strona żąda rozprawy, pod warunkiem że wyjaśni powody takiej decyzji i wyznaczy czas na wymianę pism. W praktyce oznacza to, że wiele spraw będzie można „przeprocesować na papierze”, co eliminuje potrzebę wielogodzinnych rozpraw. Świadków można przesłuchiwać zdalnie mimo sprzeciwu, a strony mogą odpowiadać pisemnie na pytania, co ogranicza koszty i formalizuje przebieg dowodzenia. Dla banków, które uczestniczą w setkach sporów, oznacza to znaczną redukcję nakładów organizacyjnych i logistycznych. Przyspieszenie procedur, paradoksalnie, jest w ich interesie, bo skróci czas zamrożenia spłat rat. Reforma może zatem zrównoważyć ochronę konsumenta i efektywność systemu.

Potrącenia: broń banków, ale na nowych zasadach

Ciekawym elementem jest kwestia zarzutów potrącenia – do tej pory kodeks postępowania cywilnego wprowadzał sztywne ramy czasowe na zgłaszanie potrąceń, a jednak ustawa frankowa wydłuża ten termin aż do końca rozprawy w drugiej instancji, a przy rozpoznaniu sprawy na posiedzeniu niejawnym – do wydania wyroku. To daje stronom znaczną elastyczność, bo mogą poczekać z zgłoszeniem potrącenia niemal do samego końca procesu. Jednocześnie ustawodawca wprowadza pewien rygor w tej kwestii: jeśli bank zgłosi potrącenie po pozwie, a konsument go nie zakwestionuje, bank i tak zapłaci koszty procesu w tej części. W praktyce potrącenia mogą stać się kluczową bronią banków w nowym porządku prawnym.

Zmiany „techniczne”, które robią różnicę

Projekt ustawy wprowadza również szereg zmian formalnych, które mogą wydawać się drobne, ale mają znaczenie w praktyce. Na przykład sprawy w drugiej instancji będą rozpoznawane przez jednego sędziego, a nie skład trzyosobowy, co może znacznie obniżyć koszty i przyspieszyć postępowania. To rozwiązanie z punktu widzenia kredytobiorców jest neutralne, ale dla banków to oszczędność – mniej sędziów, mniej rozpraw, szybsze rozstrzygnięcia. Referendarze sądowi zyskają możliwość wydawania postanowień o umorzeniu postępowania, gdy pozew lub apelacja zostaną cofnięte, co odciąża sądy i przyspiesza rozliczenia stron. Dodatkowo ustawa reguluje pozwy wzajemne banków, które będą mogły być wnoszone do końca pierwszej instancji, a przy posiedzeniu niejawnym – aż do wyroku. Te „techniczne” zmiany nie są spektakularne, ale właśnie one sprawiają, że cały system może działać szybciej i bardziej przewidywalnie.

Nowe przepisy w sprawach już toczących się

Co również ciekawe, ustawa przewiduje, że jej przepisy będą stosowane także do sporów w toku, ale zachowane zostaną dotychczasowe trzyosobowe składy, jeśli zostały już wyznaczone, a przede wszystkim – wszystkie wnioski o zabezpieczenie zostaną umorzone z mocy prawa, bo zawieszenie działa teraz automatycznie. To oznacza, że banki z dnia na dzień muszą zaakceptować brak spłat w tysiącach spraw, które już są w sądach. Z drugiej strony, znikają kolejne wnioski o zabezpieczenia, które generowały dodatkowe postępowania i opóźnienia – a to bankom paradoksalnie sprzyja.

Automatyczne odrzucanie skarg kasacyjnych banków

Warto również zwrócić uwagę na elementy stricte informacyjne, które uderzają w reputacyjny i operacyjny wymiar działalności banków. Ustawa zakazuje bankom zgłaszania zaległości frankowiczów do BIK, BIG i innych baz danych od momentu doręczenia pozwu. Mało tego, bank musi w 30 dni powiadomić te instytucje, by usunęły wcześniejsze negatywne wpisy. Z punktu widzenia konsumenta to rewolucja – można przestać płacić raty, a BIK pozostaje „czysty” – jednocześnie dla systemu finansowego to ryzyko „fałszywego obrazu” historii kredytowej klientów. Co ciekawe, ustawodawca pozwala na przekazywanie tych powiadomień teletransmisją, co jest udogodnieniem dla banków. To kolejny przykład, gdzie ustawa odbiera instrument nacisku, ale jednocześnie daje wygodne narzędzie techniczne do wykonania obowiązków.

Więcej niż ustawa – test dla całego systemu prawnego

Analizując projekt całościowo, widać wyraźnie, że bilans korzyści i strat jest dla banków negatywny. Największą stratą jest oczywiście automatyczne wstrzymanie spłat rat, które może oznaczać wielomiliardowe zamrożenie środków na lata. Jednak możliwość zgłaszania potrąceń do końca, uproszczenie składów sędziowskich, szybsze procedowanie – to elementy, które w długim okresie mogą zmniejszyć straty. Banki prawdopodobnie będą chciały przyspieszać sprawy bądź zamykać je w drodze ugody, która staje się bardziej opłacalna również dla Kredytobiorców, którzy nie będą mogli liczyć na wysokie odsetki za lata trwania w procesie. To swoisty paradoks: ustawa, która miała być „batem na banki”, może po latach okazać się katalizatorem ugód i szybszych zakończeń sporów. Takie odwrócenie ról to jeden z najciekawszych efektów reformy.