Gardocki i Partnerzy z 6 nagrodami w 24. Rankingu Kancelarii Prawniczych Rzeczpospolitej 2026

W 24. rankingu Kancelarii Prawniczych organizowanym przez Rzeczpospolitą kancelaria Gardocki i Partnerzy otrzymała:

🔸️ tytuł Lidera w kategorii „Prawo bankowe i finansowe”

A ponadto:

🔸️ Rekomendację w kategorii „Nieruchomości”

🔸️ Rekomendację w kategorii „Prawo budowlane”

🔸️ Rekomendację w kategorii „Restrukturyzacje i upadłości”

🔸️ Rekomendację indywidualną dla prof. UW dr hab. Sylwestra Gardockiego w kategorii „Nieruchomości”

🔸️ Rekomendację indywidualną dla prof. UW dr hab. Sylwestra Gardockiego w kategorii „Prawo bankowe i finansowe”

Informacje na temat rankingu dostępne są na stronie Rzeczpospolitej: https://rankingkancelarii.rp.pl/ 

 

Problemy spadkobierców: wina banków czy nieznajomość przepisów?

Spadkobiercy załatwiający w bankach formalności po śmierci bliskiej osoby natrafiają na szereg trudności. Według Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, źródłem problemów mogą być nieprecyzyjne procedury samych banków. Część prawników zgadza się z tą oceną, są jednak głosy przeciwne, według których ciężko winić instytucje finansowe za to, że te przestrzegają powszechnie obowiązujących przepisów i zawartych przez siebie umów.

Łukasz Grzegorczyk, adwokat w Gardocki i Partnerzy Adwokaci i Radcowie Prawni zaznacza w rozmowie z prawo.pl, że z momentem śmierci posiadacza rachunku bankowego wygasa zarówno umowa prowadzenia rachunku, jak i pełnomocnictwa do rachunku. Z kolei zgromadzone na rachunku środki są objęte wspólnością majątku spadkowego aż do momentu działu spadku. Prawo bankowe nakłada obowiązek dołożenia szczególnej staranności w zakresie zapewnienia bezpieczeństwa zgromadzonych pieniędzy. Banki, które go nie dochowają, mogą narazić się na odpowiedzialność odszkodowawczą.

Część kwestii „irytujących” spadkobierców jest właśnie pokłosiem powyższych ogólnie zarysowanych zasad i standardów – mówi mec. Grzegorczyk.

– Konieczność przedstawienia bankowi postanowienia sądu o nabyciu spadku lub aktu poświadczenia dziedziczenia jest praktyką, która leży w interesie wszystkich spadkobierców. Pozwala bowiem w sposób nie budzący wątpliwości zidentyfikować osoby uprawnione do składników majątkowych wchodzących w skład spadku – dodaje.

Jak tłumaczy, niezbędna bywa też blokada rachunku – zwłaszcza w sytuacji, gdy relacje rodzinne są skomplikowane, a część bliskich dysponuje kartą płatniczą zmarłego lub zna dane logowania do jego bankowości internetowej.

„Odstąp od umowy tutaj” – nowe przepisy jeszcze nie teraz

Przedsiębiorcy, którzy zawierają umowy przez internet, będą musieli umożliwić konsumentom odstąpienie od umowy za pomocą funkcji „odstąp od umowy tutaj” lub równoważnej. Wiąże się to ze zmianą interfejsu strony www. Zapowiadane wprowadzenie tego obowiązku już od 19 czerwca 2026 r. wydaje się jednak nierealne – zwłaszcza że stosowny projekt ustawy został przez rząd wycofany. Przed zmianami nie ma już jednak odwrotu.

Obowiązek udostępnienia funkcji prostego odstąpienia od umowy wynika z dyrektywy 2023/2673. Jej implementacja wymaga punktowych zmian w ustawie o prawach konsumentów. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów proponował, by nie pisać w tym celu projektu nowego aktu prawnego, tylko dołączyć stosowne przepisy do procedowanego już projektu ustawy o kredycie konsumenckim (UC82).

Rozwiązanie to dotyczy wszystkich rodzajów umów zawieranych na odległość, a nie tylko usług finansowych – zastrzegł w uzasadnieniu projektu UOKiK.

Wprowadzenie tych przepisów będzie oznaczać konieczność „przemeblowania” interfejsów przez e-sklepy i inne podmioty z sektora e-commerce. – Nie jest to wyłącznie kwestia kosmetycznej zmiany, lecz kolejny przykład regulacji, która wchodzi bezpośrednio w procedurę sprzedaży online, aplikacji mobilnych i obsługi posprzedażowej – zwraca uwagę Joanna Świątek, radca prawny w Gardocki i Partnerzy Adwokaci i Radcowie Prawni w rozmowie z prawo.pl.

Mniej biurokracji u konserwatora zabytków, ale rewolucji nie będzie

Milcząca zgoda zamiast pozwolenia konserwatorskiego. To główna zmiana, którą przewiduje nowela obowiązująca od 3 czerwca. Eksperci podkreślają, że to zdecydowanie za mało, a rząd zapowiada kolejne uproszczenia.

Procedury towarzyszące pracom budowlanym przy zabytkach są czasochłonne i bardzo zbiurokratyzowane. Ma się to zmienić od 3 czerwca. Prawnicy chwalą zmiany, ale podkreślają, że to żadna rewolucja. Nowe przepisy nie rozwiązują bowiem wszystkich problemów. Duże nadzieje eksperci wiążą z kolejną nowelizacją, nad którą obecnie pracuje rząd. Będą to kolejne zmiany dotyczące pozwoleń konserwatorskich.

Marcina Malinowskiego, adwokata w Gardocki i Partnerzy Adwokaci i Radcowie Prawni, też cieszą nowe przepisy dotyczące usuwania drzew i krzewów na nieruchomościach wpisanych do rejestru zabytków. Powinny ograniczyć dublowanie procedur i skrócić czas załatwiania spraw.

Mec. Marcin Malinowski postuluje rozważenie dalszych działań zwiększających przewidywalność procedur konserwatorskich. – Ta nowelizacja zmierza do ograniczenia nadmiernego formalizmu i przyspieszenia postępowań, jednak w praktyce wielu potencjalnych inwestorów nadal będzie rezygnować z ratowania zabytków z obawy przed długimi procedurami administracyjnymi. Im bardziej przejrzyste będą reguły współpracy z organami ochrony zabytków, tym większa szansa, że więcej obiektów zostanie odrestaurowanych i przywróconych do użytkowania zamiast stopniowo popadać w ruinę – twierdzi adwokat w rozmowie z Dziennikiem Gazeta Prawna.

Obrót przedawnionymi długami. SN rozstrzygnie, czy jest legalny

Handel przedawnionymi długami jest obecnie możliwy pod warunkiem, że konsument złoży oświadczenie o zrzeczeniu się zarzutu przedawnienia. Sąd Najwyższy rozstrzygnie, czy takie zrzeczenie jest w praktyce skuteczne.

SN odpowie na pytanie Sądu Okręgowego w Poznaniu, czy konsument może zrzec się zarzutu przedawnienia. Okazuje się, że nie jest to oczywiste, gdyż przepisy są w tym zakresie niejasne. A skala problemu jest duża. W praktyce chodzi bowiem o masową windykację zobowiązań wynikających np. z zaciągania krótkoterminowych pożyczek pozabankowych, potocznie nazywanych chwilówkami. Korzystna dla konsumentów uchwała SN ograniczyłaby handel przedawnionymi długami. Gdyby jednak SN podjął inną decyzję, obrót nimi przybrałby jeszcze większą skalę niż ma to miejsce obecnie.

Niespłacona pożyczka

Do SO w Poznaniu trafiła sprawa umowy pożyczki z 2013 r., której pozwana (konsumentka) nie spłaciła, a w 2017 r. doszło do jej cesji na powoda. Trzy lata później, tj. w 2020 r. pozwana podpisała oświadczenie o uznaniu długu i spłacie w ratach, ale nie wywiązała się z tego. W efekcie wierzyciel skierował pozew do Sądu Rejonowego w Środzie Wielkopolskiej, który powództwo oddalił. Uznał, że roszczenie jest przedawnione, bo 3-letni termin przedawnienia upłynął w 2017 r. Podkreślił, że jego zdaniem oświadczenie pozwanej o uznaniu długu nie mogło wywołać skutków prawnych, gdyż konsumentka nie mogła w ten sposób skutecznie zrzec się zarzutu przedawnienia, nie do końca też wiedziała, co podpisuje.

W apelacji do poznańskiego SO powód zarzucił złą interpretację art. 117 par. 2[1] kodeksu cywilnego. Według niego przepis ten nie zakazuje zrzeczenia się zarzutu przedawnienia przez konsumenta, a jedynie wyłącza możliwość dochodzenia wobec niego przedawnionych roszczeń. Nie zgodził się też z sądem rejonowym, że oświadczenie nie wywołuje skutków prawnych. Jego treść była jasna i jednoznacznie wyrażała wolę pozwanej, w tym zrzeczenie się zarzutu przedawnienia oraz chęć spłaty długu. Sam brak pełnego zrozumienia skutków prawnych nie powinien podważać skuteczności oświadczenia. Jego podpisanie świadczy o świadomości istnienia zobowiązania, co prowadzi do przerwania biegu przedawnienia lub zrzeczenia się zarzutu przedawnienia.

W tym stanie rzeczy SO nabrał wątpliwości, czy konsument może zrzec się zarzutu przedawnienia. W doktrynie istnieją dwa przeciwstawne poglądy w tej sprawie. Oba są logicznie uzasadnione. W rozpatrywanej sprawie SR przyjął, że konsument nie może zrzec się zarzutu przedawnienia, co doprowadziło do oddalenia powództwa. To stanowisko jednak nie jest oczywiste dla SO.

Poznański sąd odwołał się do historii przepisów o przedawnieniu. Regulacje te wielokrotnie się zmieniały. Przypomniał, że obecnie roszczenie wobec konsumenta, jeżeli się przedawniło, nie może być skutecznie dochodzone. Sporne jest jednak, czy oznacza to także zakaz zrzeczenia się zarzutu przedawnienia. Część doktryny uważa, że konsument nie ma takiej możliwości, ponieważ ochrona działa z mocy prawa. Inni wskazują, że możliwe jest dobrowolne zrzeczenie się tego zarzutu jako przejaw swobody umów i autonomii woli.

Rozbieżności te powodują różne interpretacje w praktyce sądowej. Z tego względu SO uznał, że w sprawie występuje istotne zagadnienie prawne i postanowił skierować je do rozstrzygnięcia przez SN.

Kulawa nowelizacja kodeksu cywilnego

Prawnicy uważają, że takich wątpliwości by nie było, a firmy windykacyjne nie wymuszałyby podpisywania oświadczeń o zrzeczeniu się zarzutu przedawnienia, gdyby nie nowelizacja kodeksu cywilnego z 2018 r.(Dz.U. z 2018 r. poz. 1104).

– Wątpliwość sądu pytającego jest skutkiem ubocznym tej nowelizacji. Jej celem było nakazanie sądom uwzględniania przedawnienia roszczenia przeciwko konsumentowi, nawet jeżeli on sam nie zgłosił zarzutu przedawnienia – przypomina dr Tomasz Ludwik Krawczyk, adwokat z GKR Legal.

Wcześniej art. 117 k.c. mówił, że po upływie okresu przedawnienia dłużnik może „uchylić się od zaspokojenia” roszczenia, „chyba że zrzeka się korzystania z zarzutu przedawnienia”. Po nowelizacji z 2018 r.pojawił się zapis, że po upływie okresu przedawnienia „nie można domagać się zaspokojenia roszczenia”. W przepisie nie ma już nic na temat zrzeczenia się przedawnienia.

– Wejście w życie art. 117 par. 2[1] doprowadziło do dwoistości konstrukcji przedawnienia, ponieważ w obrocie niekonsumenckim dłużnik może skorzystać z zarzutu lub się go zrzec. W sprawach przeciwko konsumentowi to sąd ma jednak obowiązek badać przedawnienie z urzędu, a konsument przestaje być dysponentem zarzutu – komentuje Kinga Zarzecka, aplikantka adwokacka w Gardocki i Partnerzy Adwokaci i Radcowie Prawni. W konsekwencji stosowanie tego przepisu do konsumenta – zdaniem naszej rozmówczyni – jest wątpliwe i co do zasady przyjmuje się, że konsument nie może się go skutecznie zrzec (gdyż dysponentem zarzutu jest nie on, a sąd), a podpisana przez niego klauzula zrzeczenia się nie powinna automatycznie przywracać roszczeniu zaskarżalności.

Jednocześnie sprawa nie jest oczywista. A to dlatego, że ochrona konsumenta nie może oznaczać całkowitego odebrania mu autonomii (np. jak to jest w przypadku osoby ubezwłasnowolnionej całkowicie), zwłaszcza gdy świadome oświadczenie o rezygnacji ze skutków przedawnienia jest chociażby elementem realnej ugody i daje mu konkretne korzyści w postaci np. rozłożenia długu na raty, redukcji kosztów albo zakończenia sporu.

Granice ochrony konsumenta

W opinii dr Huberta Zielińskiego, radcy prawnego, doradcy restrukturyzacyjnego w Filipiak Babicz Legal & Tax., SO stawia pytanie o granice ochrony konsumenta po nowelizacji k.c.z 2018 r., której celem było przecież zwiększenie ochrony konsumentów.

– Wprowadzono wtedy zasadę, że po upływie terminu przedawnienia nie można dochodzić roszczeń przeciwko konsumentom, a sąd uwzględnia przedawnienie z urzędu. Rozwiązanie to miało chronić konsumentów, którzy często nie znają swoich praw i nie wiedzą, jak działa przedawnienie. Wpisuje się ono w szerszy trend ochrony konsumenta jako „słabszej” strony umowy w relacji z przedsiębiorcą – tłumaczy dr Zieliński.

Z jego doświadczenia wynika, że konsumenci często nie są świadomi swoich praw i pod wpływem wierzycieli podpisują różne dokumenty, nie rozumiejąc ich skutków. Po czasie trudno ustalić zaś, dlaczego dana osoba podpisała taki dokument i czy wiedziała, co to oznacza.

– Gdybym miał zamiast SN odpowiedzieć na pytanie poznańskiego SO, uznałbym, że ustawodawca nowelizacją z 2018 r. uniemożliwił konsumentom skuteczne zrzeczenie się zarzutu przedawnienia. W mojej ocenie zmiana przepisów miała chronić konsumentów przed negatywnymi skutkami nieznajomości prawa, co powinno obejmować nie tylko sytuacje, w których konsument nie korzysta z przysługujących mu uprawnień, ale także te, gdy za namową wierzyciela podejmuje działania na swoją niekorzyść – podkreśla dr Hubert Zieliński.

Z kolei Kinga Zarzecka zauważa, że od odpowiedzi SN zależeć będzie praktyka ugód konsumenckich, spraw windykacyjnych, obrotu wierzytelnościami i pozwów dotyczących dawnych zobowiązań.

Część prawników uważa, że obecnie konsument może skutecznie zrzec się zarzutu przedawnienia swoich długów.

– Przychylam się do stanowiska tych przedstawicieli nauki prawa, którzy uznają, że taka czynność jest możliwa i skuteczna oraz może nastąpić w ramach jednostronnej czynności prawnej konsumenta – mówi Wojciech Wandzel, adwokat w KKG Legal.

Nie ma on wątpliwości, że dopuszczalne jest wyłączenie skutku upływu terminu przedawnienia w umowie z wierzycielem (w tym w ugodzie), w której przywrócona zostanie zaskarżalność roszczenia.

– Nie widzę też podstaw do apriorycznego uznania oświadczenia konsumenta za abuzywne, skoro to oświadczenie wyraża wolę konsumenta ukierunkowaną na rezygnację z „dobrodziejstwa” przedawnienia, a w świetle wykładni Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej dyrektywa 93/13 statuuje zasadę, że konsument może zrzec się ochrony, którą przyznaje mu dyrektywa pod warunkiem, że jest tego świadomy, a swoją zgodę wyraża bez przymusu – podkreśla mec. Wandzel. Prawnik uważa też, że uchwała SN raczej nie będzie miała wpływu bezpośredniego na spory z tytułu sankcji kredytu darmowego.

Wojciech Bochenek, radca prawny, wspólnik zarządzający w Bochenek, Ciesielski i Wspólnicy Kancelaria Adwokatów i Radców Prawnych także stoi na stanowisku, że obowiązujące przepisy nie zabraniają konsumentowi zrzeczenia się zarzutu przedawnienia.

– Jednakże składając takie oświadczenie konsument musi być w pełni świadomy skutków i konsekwencji, jakie będą się tym wiązać. Jeżeli oświadczenie takie jest złożone na wzorcu umownym przygotowanym przez przedsiębiorcę dodatkowo musi on zrealizować ciążący na nim obowiązek informacyjny względem konsumenta. Istotne będzie zweryfikowanie czy konsument otrzymał od przedsiębiorcy pełny zakres informacji o skutkach prawnych i finansowych jakie wiążą się ze zrzeczeniem się zarzutu przedawnienia – akcentuje mec. Wojciech Bochenek.

Także dr Tomasz Ludwik Krawczyk ma nadzieję, że SN nie pozbawi konsumenta prawa do zrzeczenia się zarzutu przedawnienia. Jego zdaniem bowiem trudno jest bronić poglądu, że pozbawienie konsumenta uprawnienia do korzystania lub niekorzystania z zarzutu miałoby służyć jego ochronie – uważa prawnik.

Kolejny sąd pyta TSUE o sankcję kredytu darmowego

Czy sankcja kredytu darmowego powinna być dla konsumenta dostępna przez rok od wypłacenia mu pieniędzy przez bank, czy może rok od spłaty ostatniej raty – taką wątpliwość podnosi krakowski sąd, który zadał TSUE kolejne trzy pytania prejudycjalne. Sąd prosi też o doprecyzowanie tez postawionych przez unijnych sędziów w ubiegłotygodniowym wyroku w sprawie C-744/24, dotyczącym liczenia odsetek i rzeczywistej rocznej stopy oprocentowania. Nic dziwnego, gdyż prawnicy mają rozbieżne poglądy, jak powinno w tej kwestii wyglądać w Polsce orzecznictwo.

Z punktu widzenia sporów sądowych wyrok ma szczególne znaczenie dla stosowania SKD. Jeżeli umowa przewiduje naliczanie odsetek od skredytowanych kosztów, może to zostać uznane za naruszenie obowiązków informacyjnych i prowadzić do zastosowania wspomnianej sankcji, a co za tym idzie, konsument zobowiązany będzie do zwrotu wyłącznie wypłaconego kapitału, bez odsetek i innych kosztów – uważa Łukasz Reiss, radca prawny w Gardocki i Partnerzy Adwokaci i Radcowie Prawni.

Jego zdaniem, wyrok TSUE może zatem stanowić podstawę do kwestionowania wielu umów kredytów gotówkowych oraz innych kredytów konsumenckich, w których prowizje, ubezpieczenia lub opłaty zostały doliczone do kwoty kredytu i objęte oprocentowaniem.

W konsekwencji należy oczekiwać wzrostu liczby sporów dotyczących SKD oraz konieczności dostosowania konstrukcji produktów kredytowych do wskazań wynikających z wyroku – konkluduje mec. Reiss.

Ustawa frankowa – albo do kosza, albo do dużej zmiany

Projekt ustawy frankowej (druk sejmowy nr 1758) nie ma szczęścia – jak tylko pojawia się na obradach połączonych komisji sejmowych, to zaraz po tym w TSUE zapadają kolejne wyroki, które stawiają pod znakiem zapytania rozwiązania w nim proponowane.

Dalsze prace nad ustawą frankową mają sens, ale wyłącznie pod warunkiem ścisłego uwzględnienia trzech najnowszych orzeczeń TSUE z 16 kwietnia. Trybunał wyraźnie potwierdził, że prawo unijne nie wyklucza rozwiązań, które realnie chronią roszczenie banku o zwrot kapitału: dopuścił co do zasady przerwanie biegu przedawnienia przez wniesienie przez bank powództwa, przerwanie biegu przedawnienia banku wskutek oświadczenia konsumenta o świadomości skutków nieważności, a ponadto zaakceptował możliwość uwzględnienia przedawnionego roszczenia banku, jeżeli przemawiają za tym względy słuszności. To oznacza, że ustawa nie powinna koncentrować się na redefiniowaniu skutków abuzywności, lecz na uporządkowaniu sposobu rozliczenia stron. Z perspektywy praktyki procesowej kluczowe jest stworzenie mechanizmów, które pozwolą na możliwie pełne rozliczenie wzajemnych roszczeń w jednym postępowaniu, bez wymuszania na banku prowadzenia odrębnego, wieloletniego sporu wyłącznie o odzyskanie kapitału. Taki kierunek jest zgodny z przekazem wynikającym z najnowszych wyroków TSUE: ochrona konsumenta nie może prowadzić do sytuacji, w której obowiązek zwrotu kapitału staje się iluzoryczny albo procesowo nadmiernie utrudniony – uważa Magdalena Sakowska, adwokat w Gardocki i Partnerzy Adwokaci i Radcowie Prawni w rozmowie z prawo.pl.

ZondaCrypto – co może zrobić pokrzywdzony z perspektywy prawa karnego?

W sprawie działalności platformy ZondaCrypto prowadzone jest śledztwo przez Prokuraturę Regionalną w Katowicach pod sygnaturą 2003-2.Ds.14.2026. Dla osób, które utraciły dostęp do środków albo nie mogą skutecznie zrealizować wypłaty, najważniejsze jest obecnie szybkie podjęcie prostych, ale właściwych działań.

W praktyce oznacza to przede wszystkim przygotowanie zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa, tożsamego z dołączeniem do już prowadzonego postępowania oraz prawidłowe wykazanie statusu osoby pokrzywdzonej. Równie istotne jest natychmiastowe zabezpieczenie materiału dowodowego.

Należy zachować w szczególności zrzuty ekranu po zalogowaniu do konta, pokazujące zawartość portfela, środki w kryptowalutach i środkach FIAT, dane konta, historię transakcji, potwierdzenia przelewów na rachunki platformy, korespondencję e-mail oraz informacje o zleconych wypłatach, które nie zostały wykonane w całości albo w części.

Prokuratura wprost wskazała, że tego rodzaju materiały powinny zostać zabezpieczone jeszcze przed złożeniem zawiadomienia.

W tego rodzaju sprawach istotne znaczenie ma nie tylko samo zgłoszenie sprawy organom ścigania, ale także sposób uporządkowania dowodów.

Trzeba bowiem wykazać nie tylko, że konto istniało, ale również że znajdowały się na nim określone środki oraz że użytkownik podejmował próby wypłaty lub rozporządzania nimi. Pomocne mogą być tu nie tylko screeny, lecz także pliki historii transakcji, dane identyfikujące operacje, potwierdzenia wpłat i transferów oraz korespondencja systemowa.

Nasza pomoc obejmuje w szczególności przygotowanie krótkiego zawiadomienia, uporządkowanie dowodów oraz reprezentację pokrzywdzonego w kontakcie z Policją i prokuraturą. W sprawach dotyczących aktywów cyfrowych czas ma szczególne znaczenie, a opóźnienie może utrudnić odtworzenie pełnej historii zdarzeń.

Uwaga: organy państwowe ostrzegają też przed osobami i podmiotami, które w mediach społecznościowych oferują „szybkie odzyskanie” środków z ZondaCrypto. Tego rodzaju oferty mogą stanowić element kolejnego oszustwa.

Wyrok TK z 2 grudnia 2025 r. w sprawie służebności przesyłu. Nadchodzi fala roszczeń – jak się na nią przygotować?

Wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 2 grudnia 2025 r. (sygn. P 10/16) dotyczący zasad nabycia w drodze zasiedzenia służebności odpowiadającej treścią służebności przesyłu – istotnie zmienia dotychczasowe podejście do regulowania stanu prawnego infrastruktury przesyłowej. Z perspektywy przedsiębiorstw oznacza to nie tylko zmianę interpretacyjną, ale przede wszystkim realne zwiększenie ryzyka prawnego i finansowego związanego z korzystaniem z nieruchomości, do których nie został formalnie uregulowany tytuł prawny.

Trybunał jednoznacznie zakwestionował możliwość przyjmowania, że przed 3 sierpnia 2008 r. mogło dojść do zasiedzenia służebności gruntowej o cechach odpowiadających służebności przesyłu, bowiem taka instytucja nie była jeszcze prawnie uregulowana a więc nie mogło dojść do jej zasiedzenia w jakiejkolwiek formie zastępczej. Odrębna interpretacja prowadzi do naruszenia konstytucyjnej ochrony prawa własności, bez wyraźnej podstawy prawnej co prowadziło do nieodpłatnego korzystania przez przedsiębiorcę przesyłowego z cudzej nieruchomości.

W praktyce podważa to utrwaloną przez lata linię orzeczniczą, która pozwalała przedsiębiorstwom przesyłowym skutecznie bronić się przed roszczeniami właścicieli nieruchomości poprzez powoływanie się na zasiedzenie. W konsekwencji argument ten w wielu przypadkach może przestać być skuteczny, a dotychczasowe założenia przyjmowane w sporach wymagają ponownej weryfikacji. Zatem wyrok TK nie tylko redefiniuje dotychczasową linię obrony przedsiębiorstw, ale przede wszystkim otwiera drogę do masowych roszczeń właścicieli nieruchomości.

Z perspektywy przedsiębiorstw oznacza to jedno: konieczność pilnego uporządkowania ryzyk prawnych związanych z istniejącą infrastrukturą. Z perspektywy organizacyjnej i finansowej oznacza to konieczność przygotowania się na potencjalnie dużą liczbę roszczeń, ich istotną wartość oraz zwiększone obciążenie operacyjne związane z obsługą sporów. Dotychczasowe podejście oparte na reaktywnym zarządzaniu pojedynczymi sprawami może okazać się niewystarczające, zwłaszcza w sytuacji pojawienia się roszczeń o charakterze masowym.

Po wyroku TK:

  • zarzut zasiedzenia w wielu sprawach może okazać się nieskuteczny,
  • wcześniejsze rozstrzygnięcia mogą być kwestionowane,
  • właściciele nieruchomości zyskują realne podstawy do dochodzenia roszczeń.

To fundamentalna zmiana – z punktu widzenia sporów oznacza przesunięcie ciężaru z obrony formalnej na realne rozliczenia finansowe. Warto zaznaczyć, że:

  • problem może dotyczyć milionów działek,
  • chodzi o infrastrukturę energetyczną, gazową, telekomunikacyjną i wodociągową,
  • roszczenia mogą obejmować wynagrodzenie za bezumowne korzystanie oraz ustanowienie służebności na przyszłość.

Warto podkreślić, że wyrok TK:

  • nie oznacza automatycznej przegranej przedsiębiorstw w każdej sprawie,
  • dotyczy określonego stanu faktycznego (w szczególności okresu sprzed 2008 r.),
  • nie eliminuje wszystkich możliwych podstaw obrony.

Dla podmiotów zarządzających sieciami przesyłowymi oznacza to konieczność przejścia z podejścia reaktywnego („odpowiadamy na pozwy”) do podejścia systemowego co wymaga pogłębionej analizy.

Po pierwsze, audytu portfela nieruchomości:

  • identyfikacji i lokalizacji urządzeń przesyłowych bez tytułu prawnego,
  • analizy dat posadowienia infrastruktury przesyłowej,
  • oceny ryzyka roszczeń.

Analizy ryzyka i ich strukturyzacji:

  • sprawy wysokiego ryzyka (brak decyzji administracyjnych, stare inwestycje),
  • sprawy które kwalifikują się do zawarcia ugody,
  • sprawy potencjalnie do wygrania

Strategii procesowej i ugodowej:

  • opracowanie modelu działania procesowego wobec roszczeń masowych,
  • ograniczanie kosztów poprzez działania polubowne,
  • unikanie efektu „lawiny pozwów” poprzez rozbudowanie przedsądowych możliwości zakończenia
    sporu.

Równolegle konieczne jest uwzględnienie skutków wyroku w planowaniu finansowym, w tym w zakresie szacowania ekspozycji na roszczenia oraz ewentualnego tworzenia rezerw. W praktyce oznacza to potrzebę ścisłej współpracy pomiędzy działami prawnymi, finansowymi oraz operacyjnymi, tak aby zapewnić spójne i efektywne zarządzanie ryzykiem i planowanie budżetowe. Wyrok Trybunału Konstytucyjnego nie przesądza automatycznie o wyniku wszystkich spraw, jednak wyraźnie zmienia punkt wyjścia w sporach dotyczących infrastruktury przesyłowej. W efekcie przedsiębiorstwa stają przed koniecznością ponownej oceny swojej sytuacji prawnej i dostosowania strategii działania do nowych realiów. Podmioty, które odpowiednio wcześnie podejmą działania porządkujące i przygotują się na zwiększoną skalę roszczeń, mają szansę ograniczyć ich wpływ zarówno na wynik finansowy, jak i na bieżące funkcjonowanie organizacji.

Bank ma zapłacić ofierze phishingu, chociaż ta nie była ostrożna

Klientka banku oszukana przez cyberoszustów pozwała bank o zwrot pieniędzy bezprawnie wypłaconych z jej konta. I wygrała prawomocnie, chociaż bank bronił się, że kobieta działała nieostrożnie i sama podawała przestępcom poufne dane, ignorując kolejne sygnały ostrzegawcze. Prawnicy zwracają uwagę, że sądy nie stosują prostego schematu „kliknął – ponosi konsekwencje” i w tego typu sprawach możliwe są podobne orzeczenia, chociaż zdarza się też, że wygrywa bank.

Historia zaczęła się, gdy klientka banku otrzymała SMS straszący odłączeniem prądu i wzywający do uregulowania zaległego rachunku za energię elektryczną. Ponieważ faktycznie miała zaległości, nie była tym zdziwiona. Nie zwróciła uwagi, że podany w SMS-ie link do strony służącej płatności miał domenę .sv, właściwą dla Salwadoru i widniała w nim nazwa firmy energetycznej PGE, podczas gdy prąd sprzedaje jej inna firma – Enea.

Kliknięcie w link przenosiło na stronę e-płatności, na której należało wybrać logo swojego banku. Klientka przeniosła się na witrynę do złudzenia przypominającą witrynę bankowości elektronicznej, chociaż przy adresie www nie było widocznej kłódki świadczącej o bezpiecznym połączeniu. Podała wszystkie dane potrzebne do zalogowania się do konta. Na ekranie telefonu pojawiał się formularz płatności, w którym należało wpisać trzycyfrowy kod służący aktywacji bankowej aplikacji mobilnej na innym urządzeniu. Użytkowniczka przeszła i ten krok, podając kod przekazany telefonicznie przez system bankowy, mimo ostrzeżenia, by tego kodu nigdzie nie podawać.

Dopiero po czasie okazało się, że kobieta padła ofiarą phishingu – internetowego oszustwa, w którym przestępcy podają się za instytucję godną zaufania, np. bank. Nieostrożnie wpisując kolejne poufne dane na fałszywej stronie bankowości elektronicznej, klientka umożliwiła oszustom dostęp do swojego konta. W ciągu kilku godzin wypłacono z niego ponad 58 tys. zł oszczędności i zaciągnięto pożyczki na ok. 32 tys. zł. Postępowanie w prokuraturze wykazało, że na konto pokrzywdzonej logowano się z Rosji i innych nieustalonych miejsc, a pieniądze trafiały m.in. do obywateli Azerbejdżanu, Białorusi i Uzbekistanu, częściowo posługujących się nieprawdziwymi danymi. Część śladów przestępstwa stracono bezpowrotnie, bo zarówno policjanci, jak i bank, poradzili kobiecie przywrócić telefon do ustawień fabrycznych.

Reklamacja składana w banku nie przyniosła efektu, a śledztwo nie doprowadziło do ustalenia sprawców. Kobieta pozwała więc bank o zapłatę przeszło 58 tys. zł bezprawnie pobranych z jej rachunku.

Bank zapłacić nie zamierzał. Podniósł, że „pozew ma na celu przerzucenie na niego negatywnych skutków ekonomicznych rażącego niedbalstwa powódki”. Argumentował, że kobieta „wielokrotnie poważnie naruszyła reguły ostrożnościowe obchodzenia się z instrumentem płatniczym”. Wyliczał, że co najmniej dziewięciokrotnie naruszyła ciążące na niej obowiązki.

Sąd dwóch instancji: nie było rażącego niedbalstwa

Rozpatrujący powództwo Sąd Rejonowy w Poznaniu (sygn. akt I C 209/22) orzekł, że nie zaszły przesłanki, które zwolniłyby bank z odpowiedzialności.

Po pierwsze, klientka nie autoryzowała transakcji w rozumieniu art. 40 ust. 1 ustawy o usługach płatniczych, tj. nie wyraziła zgody na jej wykonanie w sposób przewidziany w umowie rachunku.
Po drugie, bank nie udowodnił, że klientka umyślnie doprowadziła do nieautoryzowanej transakcji, albo umyślnie lub wskutek rażącego niedbalstwa dopuściła się naruszenia obowiązków.

Skoro transakcja była nieautoryzowana, a działaniom powódki nikt nie przypisuje umyślności, kluczowa okazała się odpowiedź na pytanie, czy niedbalstwo było rażące. I sąd stwierdził, że nie. Przypomniał, że rażące niedbalstwo (culpa lata) jest kwalifikowaną postacią winy nieumyślnej. Mamy z nim do czynienia – jak stwierdził w przeszłości Sąd Najwyższy – gdy stopień naganności postępowania drastycznie odbiega od modelu właściwego zachowania się w danych warunkach.

W ocenie sądu w rozpatrywanym stanie faktycznym taka sytuacja nie zaszła. Klientka posługiwała się narzędziami aprobowanymi przez bank, według ustalonej przez niego procedury.

Tak naprawdę powódka w swoim przekonaniu korzystała ze strony banku i działała w zaufaniu do wyświetlanych tam poleceń. Co więcej, identycznie jak ona postępowałby także każdy inny klient banku – stwierdził sąd.

Jak ocenił, nazwa przedsiębiorstwa energetycznego w linku do płatności nie była zauważalna na pierwszy rzut oka, imitacja strony bankowej była łudząco podobna do oryginału, a wiedza na temat różnic między nimi nie jest powszechna. – Zachowaniu powódki można postawić zarzut nienależytej staranności, jednakże nie w stopniu rażącym – podsumował sąd.

I stwierdził, że to bank „powinien stworzyć pewny i bezpieczny system płatniczy, eliminujący możliwość dostępu dla osób nieuprawnionych”. – W kontrolowanej sprawie bank, mimo posiadanych zasobów personalnych i rzeczowych, nie sprostał jednak temu zadaniu, wobec czego za niedopuszczalną należało uznać następczą próbę przerzucenia odpowiedzialności na powódkę – uzasadniał.

Wyrok zapadł w 2024 r. i wzbudził duże zainteresowanie. Jak poinformował Prawo.pl pełnomocnik powódki Jacek Szymański, adwokat, wspólnik w kancelarii Szymański Wyjatek, 1 kwietnia 2026 r. sąd drugiej instancji oddalił apelację banku, co oznacza, że prokonsumenckie orzeczenie jest już prawomocne.

– Wyrok, który uzyskała nasza klientka, potwierdza kierunek, który w orzecznictwie zarysowuje się coraz wyraźniej, a mianowicie, że samo prawidłowe uwierzytelnienie transakcji nie oznacza autoryzacji. Sąd przyjął również, zgodnie z proponowaną przez nas argumentacją, że model oszustwa nie uzasadniał przyjęcia, że klientka działała rażąco niedbale – co musiałoby skutkować oddaleniem powództwa – komentuje mec. Szymański.

Sąd zakwestionował zawarcie przez seniora „pożyczki na klik”

Klient kontra bank: sądy nie są jednolite.

Jak dodaje pełnomocnik powódki, w innej sprawie jego kancelaria uzyskała nieprawomocny, korzystny dla klientki wyrok przeciw innemu bankowi, do którego dane logowania udało się wyłudzić poprzez podszycie się za pracownika działu bezpieczeństwa. – I w tym wypadku, przy znacznych różnicach w zakresie stanu faktycznego konkluzje sprowadzały się do tego, że nie doszło do skutecznej autoryzacji oraz że wobec skomplikowanego modelu oszustwa nie sposób przypisać klientce rażącego niedbalstwa – dodaje Jacek Szymański.

Marcin Malinowski, adwokat w Gardocki i Partnerzy Adwokaci i Radcowie Prawni, uważa, że przepisy ustawy o usługach płatniczych są z istoty prokonsumenckie, zaś ostatnie orzeczenia pokazują, jaka jest praktyka ich stosowania w realiach coraz bardziej wyrafinowanych oszustw.

– Z doświadczenia widać, że takich spraw jest coraz więcej, a ich wspólnym mianownikiem jest jedno: klient zazwyczaj nie działa z zamiarem wyrządzenia sobie szkody, lecz w przekonaniu, że współpracuje z bankiem lub innym zaufanym podmiotem – często sądząc wręcz, że pomaga zapobiec kradzieży. O skali, wyrafinowaniu i profesjonalizmie tych przestępstw najlepiej świadczy to, że postępowania karne bardzo często kończą się umorzeniem z powodu niewykrycia sprawców – komentuje mec. Malinowski. – W efekcie sądy nie stosują prostego schematu „kliknął – ponosi konsekwencje” i starając się ustalać rzeczywisty stan faktyczny: czy klient rzeczywiście wiedział, co robi, czy działał świadomie oraz w jakich okolicznościach doszło do zdarzenia. Bez tego trudno przecież mówić o ważnej autoryzacji czy skutecznym oświadczeniu woli – dodaje.

Daniel Bednarczyk, adwokat w LAWSPECTIVE Litwiński Valirakis Radcowie Prawni, uczula jednak, że w sprawach nieautoryzowanych transakcji płatniczych statystycznie zarówno banki, jak i klienci mają porównywalne szanse na wygraną.

– Oś sporu w tego typu sprawach stanowi ocena, czy zachowanie klienta można zakwalifikować jako rażące niedbalstwo w rozumieniu przepisów ustawy o usługach płatniczych. Pojęcie to ma charakter nieostry, co powoduje, że rozstrzygnięcia są silnie uzależnione od okoliczności konkretnej sprawy oraz osobistych doświadczeń sędziego – zwraca uwagę. W jego ocenie orzecznictwo nie jest jednolite, a w ostatnim czasie można wręcz zaobserwować wzrost liczby rozstrzygnięć korzystnych dla banków

– Oczywiście, nie każda sprawa kończy się wygraną konsumenta. Granica istnieje, choć jest dość płynna -mówi mec. Malinowski. – Tam, gdzie pojawia się element świadomego ryzyka – na przykład chęć szybkiego wzbogacenia się (np. zamiar inwestycji w kryptowaluty i w związku z tym przekazania dostępu oszustom – nawet nieświadome – lub co gorsza ujawnienia loginu i hasła), łatwowierność, lekkomyślność tudzież „okazja” szybkiego zysku, która od początku powinna budzić wątpliwości – sądy potrafią odmówić ochrony. Ale to są raczej wyjątki niż reguła w sprawach typowo phishingowych – dodaje.

Mec. Bednarczyk zwraca zaś uwagę, że odmiennie kształtuje się sytuacja w sprawach dotyczących zawarcia umowy kredytu w warunkach oszustwa. – W takich przypadkach sądy coraz częściej przyjmują, że pomimo formalnego spełnienia wymogów technicznych, po stronie klienta brak było woli zawarcia umowy. Prowadzi to do wniosku, że umowa kredytu nie została skutecznie zawarta, a klient nie jest zobowiązany do spłaty rat – mówi. – W tym zakresie można dostrzec wyraźną tendencję prokonsumencką, polegającą na nadaniu prymatu ochronie rzeczywistej woli klienta nad technicznie poprawnym zawarciem umowy kredytu – dodaje.