Ustanawianie Planów Ogólnych Gmin: Czy nowa regulacja wstrzyma nowe inwestycje deweloperskie i przemysłowe?

W dniu 7 maja 2025 r. weszła w życie ustawa z dnia 4 kwietnia 2025 r. o zmianie ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym oraz niektórych innych ustaw. W związku z powołaną ustawą, do połowy 2026 roku będą musiały zostać uchwalone plany ogólne gmin, które zastąpią dotychczasowe stadium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego i stanowić będą obligatoryjny akt prawa miejscowego – piszą na portalu infor.pl Anna Halczuk-Izydorczyk oraz Maja Graczyk.

W związku z reformą planistyczną, wkrótce miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego oraz decyzje o warunkach zabudowy będą musiały być zgodne z uchwalanymi przez gminy planami ogólnymi. Powyższe, prowadzić może do uniemożliwienia inwestorom budowy na działkach, które taki plan ogólny gminy zlokalizuje w strefie objętej zakazem zabudowy. Niewykluczone, że w niektórych przypadkach dojdzie do opóźnień w realizacji projektów.

Zmiany w planowaniu przestrzennym to rewolucja, która ma na celu uporządkowanie zasad zagospodarowania przestrzennego, jednakże niewątpliwie wymagać będzie od inwestorów większej świadomości i planowania na przyszłość, co może być nie lada wyzwaniem – zwłaszcza dla branży deweloperskiej i planowanych inwestycji przemysłowych.

Nowe planowanie przestrzenne w gminie ograniczy znacznie rolę decyzji o warunkach zabudowy, które przez lata stanowiły podstawowy instrument realizacji inwestycji w gminach bez miejscowych planów. Od 1 lipca 2026 r. decyzje o warunkach zabudowy będą mogły być wydawane tylko dla obszarów wskazanych w planie jako obszary uzupełnienia zabudowy. Dla wielu inwestorów oznacza to konieczność dostosowania zamierzeń inwestycyjnych do nowych zapisów planistycznych. Niewykluczone, że w niektórych przypadkach konieczne będzie nawet dokonanie zmiany w projekcie budowlanym, czy zrezygnowanie z części założeń projektowych.

Plan ogólny będzie dzielił gminę na strefy planistyczne, a także określał jej standardy urbanistyczne. Każda działka zostanie przypisana do jednej z trzynastu stref planistycznych.

Najistotniejszym ryzykiem z punktu widzenia przedsiębiorców z branży deweloperskiej, mogącym powodować opóźnienia w realizacji projektów, będzie sytuacja w której ogólne plany zagospodarowania przestrzennego nie zostaną uchwalone przez gminy na czas, tj. do dnia 30 czerwca 2026 r. W takim przypadku nowe inwestycje, będą mogły powstać wyłącznie na terenach, na których obowiązuje miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego. Taka sytuacja może doprowadzić do zablokowania nawet na kilka miesięcy nie tylko nowych inwestycji. Dlatego też, przedsiębiorcy planujący nowe inwestycje deweloperskie na działkach nieobjętych miejscowym planem, powinni dla uniknięcia zablokowania planowanej przez nich inwestycji,  pospieszyć się z uzyskaniem decyzji o warunkach zabudowy i złożyć stosowny wniosek przed dniem 1 lipca 2026 r., co skutkować będzie wydaniem WZ jeszcze według starych zasad.

Brak Planu Ogólnego po 1 lipca 2026 r. może spowodować paraliż inwestycyjny w gminach bez Miejscowych Planów Zagospodarowania Przestrzennego (MPZP). W takiej sytuacji nie będzie można wydawać nowych decyzji o warunkach zabudowy, ani uchwalać nowych MPZP, co może zablokować rozwój budownictwa i inwestycji aż do uchwalenia Planu Ogólnego Gminy,  z wyjątkiem spraw zainicjowanych przed terminem.

Wobec tego, warto śledzić proces uchwalania planów, analizować ich treść pod kątem zgodności z prowadzoną inwestycją, a przede wszystkim aktywnie uczestniczyć w konsultacjach i korzystać z wsparcia prawnego, aby zminimalizować ryzyko i z powodzeniem zrealizować zamierzoną inwestycję. Odpowiednie przygotowanie, czy też wcześniejsze wystąpienie z wnioskiem o wydanie decyzji o warunkach zabudowy, pozwali ograniczyć problemy formalne, a jednocześnie wykorzystać zalety reformy.

Dla przedsiębiorców, planujących inwestycje przemysłowe czy deweloperskie wprowadzenie planu ogólnego może nieść bowiem ze sobą również szereg korzyści. Po 1 lipca 2026 r. wszystkie planowane inwestycje będą musiały opierać się na zapisach planu ogólnego lub na planach miejscowych zgodnych z jego ustaleniami. Plany ogólne mają na celu wprowadzenie jasnych stref przestrzennych, co pozwoli na ocenę, czy dana działka nadaje się pod określony typ inwestycji. To nie tylko pewność co do przeznaczenia terenu i zmniejszenie ryzyka niepowodzenia inwestycji, ale również mniejsze ryzyko zaistnienia sporów sądowych, które nierzadko wynikały właśnie z niejednoznacznych zapisów Stadium czy wydanych wcześniej decyzji o warunkach zabudowy. Dlatego też aktywne uczestniczenie w procesie uchwalania planów ogólnych, przedstawienie naszego stanowiska wobec treści projektu, może zminimalizować ryzyko napotkania w przyszłości poważnych ograniczeń inwestycyjnych, ale również zabezpieczyć planowaną inwestycję i zapobiec opóźnieniom.

Obecnie w większości gmin właściciele nieruchomości lub inwestorzy planujący realizację przedsięwzięcia na danym terenie mogą składać uwagi do projektu planu ogólnego. Projekty planów ogólnych publikowane są w Biuletynach Informacji Publicznych poszczególnych gmin oraz na ich stronach internetowych, dlatego każdy zainteresowany może, a nawet powinien się z nimi zapoznać.

Termin do składania uwag wyznacza gmina, natomiast przekroczenie zakreślonego terminu powodować będzie pozostawienie złożonych uwag bez rozpoznania. Uwagi składa się na urzędowym formularzu w formie elektronicznej (przez ePUAP), osobiście w urzędzie gminy lub listownie. Uwagi do projektu powinny zostać merytorycznie uzasadnione, bowiem sam brak akceptacji projektu będzie niewystarczający.

Odpowiednio przygotowane uwagi powinny wskazywać na konkretne błędy, uchybienia, niespójności w projekcie, czy naruszenia przepisów ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym. Do formularza należy również dołączyć dokumenty potwierdzające słuszność przedstawionych w nim uwag.

Jeżeli jesteś na etapie planowania inwestycji i obawiasz się ograniczeń, jakie może wprowadzić uchwalany obecnie w Twojej gminie plan ogólny – skorzystaj z pomocy eksperta, który pomoże Ci przygotować uwagi, które zwiększą szansę na uzyskanie korzystnych rozwiązań planistycznych i pozwolą na realizację zamierzonych planów inwestycyjnych. To ostatni moment na zadbanie o pomyślność przyszłych inwestycji. Mieszkańcy stolicy powinni mieć na względzie, że termin na składanie uwag do sporządzonego planu ogólnego m.st. Warszawy upływa już 19 stycznia 2026 r.

 

Zmiana Prawnej Definicji Odpadów Budowlanych: Co oznacza nowelizacja dla przedsiębiorców?

Od 1 stycznia 2025 r. weszły w życie nowe regulacje dotyczące gospodarowania odpadami budowlanymi i rozbiórkowymi. Regulacje te są niezwykle istotne dla przedsiębiorców z sektora budowlanego.

Do ustawy o odpadach (Dz. U. z 2023 r. poz. 1587, ze zm.) została dodana definicja odpadów budowlanych i rozbiórkowych.  Jak stanowi art. 3 ust. 1 pkt 6a) powołanej ustawy, odpady budowlane i rozbiórkowe to odpady powstałe podczas robót budowlanych.

Dla prawidłowej interpretacji znaczenia pojęcia odpadów budowlanych, istotna jest definicja robót budowlanych wskazana w art. 3 pkt. 7 ustawy prawo budowlane (Dz.U. 1994 Nr 89, poz. 414, t.j.
Dz.U. z 2025 r. poz. 418), zgodnie z którą przez roboty budowlane należy rozumieć budowę, a także prace polegające na przebudowie, montażu, remoncie lub rozbiórce obiektu budowlanego.
Z powyższej definicji wynika, że kluczowe znaczenie dla zakwalifikowania odpadów jako odpady budowlane i rozbiórkowe będzie miał czas i miejsce ich powstania. Na przykład gruz, resztki płyt ceramicznych powstające w trakcie trwającej budowy lub rozbiórki będą odpadami budowlanymi w rozumieniu ustawy, natomiast pozostałe odpady niezwiązane bezpośrednio z wykonanymi robotami już nie.

Zmiana Prawnej Definicji Odpadów Budowlanych: Co oznacza nowelizacja dla przedsiębiorców?
Prawidłowa gospodarka odpadami budowlanymi przez przedsiębiorców ma z założenia prowadzić do zwiększenia poziomu odzyskania odpadów, co skutkować ma z kolei zmniejszeniem ich wpływu na środowisko.

Nowa definicja odpadów budowlanych nakłada na wytwórcę odpadów budowlanych i rozbiórkowych obowiązek segregacji odpadów wytworzonych podczas prac budowlanych i rozbiórkowych.

Zgodnie z art. 101 a ustawy o odpadach (Dz. U. z 2023 r. poz. 1587, ze zm.) wytwórcy odpadów budowlanych i rozbiórkowych mają obowiązek zapewnienia wysegregowania z wytworzonych przez siebie odpadów budowlanych i rozbiórkowych co najmniej: drewna, metali, szkła, tworzyw sztucznych, gipsu i odpadów mineralnych, w tym betonu, cegły, płytek i materiałów ceramicznych oraz kamieni.

Warto zwrócić uwagę na fakt, że ustawa o odpadach, dopuszcza także możliwość zwolnienia przedsiębiorcy z obowiązku segregacji odpadów budowlanych i rozbiórkowych, jednakże tylko jeżeli wysegregowanie nie jest technologicznie możliwe lub brak wysegregowania pozwala na przygotowanie do ponownego użycia, recykling lub inny odzysk.

Nowelizacja prawa budowlanego (a właściwie ustawy o odpadach) wprowadziła od 1 stycznia 2025 r. obowiązek segregacji odpadów budowlanych i rozbiórkowych na co najmniej 6 frakcji: drewno, metale, szkło, tworzywa sztuczne, gips, odpady mineralne (beton, cegły, płytki) przez firmy budowlane, z surowszymi karami i wymogami ewidencji (Bazy Danych o Produktach i Opakowaniach oraz o Gospodarce Odpadami), by zwiększyć recykling odpadów budowlanych.

Mając na względzie powyższe rozważania, gospodarka odpadami na budowie od wejścia w życie nowelizacji dotyczącej definicji odpadów budowlanych wymaga większego zaangażowania i stosowania się do wymaganych procedur przez branżę budowlaną.

Przedsiębiorca może zlecić wykonanie obowiązku określonego w art. 101a ust. 1 ustawy o odpadach innemu podmiotowi (wskazanemu w art. 27 ust. 2 ustawy o odpadach) w drodze umowy określającej dalsze zagospodarowanie wysegregowanych odpadów. Umowa ta pod rygorem nieważności musi zostać zawarta w formie pisemnej. Podmiot, któremu przedsiębiorca powierzy zadanie związane z segregacją wytworzonych odpadów, musi posiadać właściwe zezwolenie lub wpis do rejestru BDO. Takie rozwiązanie nie zwalnia jednak przedsiębiorcy od odpowiedzialności za nieprawidłowe wykonanie obowiązku segregacji. Odpowiedzialność tę ponoszą solidarnie wytwórca odpadów wraz z podmiotem, któremu powierzył wykonanie segregacji.
Za niezapewnienie wysegregowania odpadów budowlanych i rozbiórkowych wbrew przepisom art. 101a ust. 1-3 ustawy ustawodawca przewidział administracyjne kary pieniężne w wysokości od 1.000,00 zł do 1.000.000,00 zł.

Powołane w niniejszym artykule przepisy dla przedsiębiorców oznaczają konieczność prawidłowego identyfikowania odpadów powstających na budowie, właściwego z nimi postępowanie i segregację zgodnie z obowiązującymi przepisami.

Firmy budowlane muszą zorganizować sprawne procesy logistyczne pozwalające na zastosowanie się do wymogów ustawowych. Implementacja nowych zasad niewątpliwie generuje dodatkowe koszty związane z segregacją (zakup pojemników, zorganizowanie miejsca na odpady lub zawarcie umowy z podmiotem trzecim odpowiedzialnym za segregację), jednakże brak zastosowania się do ustawowego obowiązku grozi dotkliwymi karami, z których powinni zdawać sobie sprawę przedsiębiorcy.

Nieautoryzowane transakcje płatnicze – aktualne obowiązki

Zgodnie z raportem, przygotowanym dla Fundacji Polska Bezgotówkowa w 2024 r. Do najpopularniejszych metod płatności w punktach handlowo-usługowych należą karty płatnicze (41%), gotówka (31%) oraz mobilne płatności NFC (18%). Tym samym w ubiegłym roku aż 69% wszystkich płatności zostało zrealizowanych
w sposób bezgotówkowy.
Od dłuższego czasu w Polsce zauważalny jest stabilny wzrost popularności płatności bezgotówkowych – w 2016 r. podobny odsetek transakcji – 68% odbywał się za pomocą gotówki, a 20 lat temu w 2005 r. bezgotówkowe transakcje stanowiły tylko 2% sprzedaży.[1]
Stabilny wzrost popularności transakcji bezgotówkowych powoduje, że coraz bardziej istotnym zagadnieniem są nieautoryzowane transakcje płatnicze. Wraz ze wzrostem popularności transakcji bezgotówkowych rośnie również ilość przestępstw, których celem jest uzyskanie dostępu do zgromadzonych na rachunkach bankowych środków, w szczególności poprzez uzyskanie danych dostępowych do rachunku bankowego i danych lub metod autoryzacji transakcji płatniczej.
Uzyskanie dostępu do rachunków bankowych poprzez przełamanie systemów zabezpieczeń systemów bankowych jest rzadkością. Przestępcy przeprowadzający fraudy bankowe stosują najczęściej zaawansowane metody manipulacji w celu uzyskania od klientów banków danych dostępowych do rachunków lub żeby skłonić ich do nieświadomego uwierzytelnienia niekorzystnej dla nich transakcji.

Ustawa o usługach płatniczych
Kwestie odpowiedzialność banku za nieautoryzowane transakcje reguluje w głównej mierze ustawa z dnia 19 sierpnia 2011 r. o usługach płatniczych (tekst jednolity – Dz. U. Z 2025 r. poz. 611).
Ustawa ta wprowadziła do polskiego porządku prawnego przepisy tzw. dyrektywy PSD2[2]. Obecnie w Parlamencie Europejskim trwają pracę nad nową dyrektywą PSD3, która zgodnie z opublikowanymi w 2023 r. założeniami ma w zamierzeniu wprowadzić większą ochronę konsumentów, nowe narzędzia do zwalczania oszustw oraz poprawę funkcjonowania otwartej bankowości.
Ustawa o usługach płatniczych (dalej: uup) zawiera szeroką definicję usług płatniczych. Pojęcie to obejmuje działalność polegającą m.in. na przyjmowaniu wpłat gotówki i dokonywaniu wypłat gotówki z rachunku płatniczego oraz wszelkie działania niezbędne do prowadzenia rachunku; wykonywaniu transakcji płatniczych, w tym transferu środków pieniężnych na rachunek płatniczy u dostawcy użytkownika lub u innego dostawcy; wydawaniu instrumentów płatniczych; umożliwianiu akceptowania instrumentów płatniczych; świadczeniu usługi przekazu pieniężnego.[3]
Działalność w zakresie świadczenia wyżej wymienionych usług płatniczych może być wykonywana wyłącznie przez dostawców usług płatniczych, którymi są m.in. bank krajowy, oddział banku zagranicznego, czy też instytucja kredytowa. Obszerny katalog innych dostawców usług płatniczych zawarto w art. 4 uup.
Ustawa definiuje również pojęcia: płatnika, odbiorcy i użytkownika. Za płatnika uważa się m.in. osobę fizyczną, składającą zlecenie płatnicze[4] – będzie nim więc np. posiadacz rachunku zlecający wykonanie przelewu, czy dokonujący płatności za pomocą innego instrumentu. Zlecenie płatnicze oznacza oświadczenie płatnika lub odbiorcy skierowane do jego dostawcy zawierające polecenie wykonania transakcji płatniczej [5], natomiast transakcja płatnicza to zainicjowana przez płatnika lub odbiorcę wpłata, transfer lub wypłata środków pieniężnych.[6]
Jako odbiorcę ustawa definiuje z kolei osobę będącą odbiorcą środków pieniężnych stanowiących przedmiot transakcji płatniczej.[7] Płatnika i odbiorcę zbiorczo ustawa określa mianem użytkownika.[8]

Obowiązki użytkownika i dostawcy
Podstawowymi obowiązkami użytkowników instrumentów płatniczych zgodnie z art. 42 uup są:
– korzystanie z instrumentu płatniczego zgodnie z zawartą z dostawcą umową ramową. W ramach tego obowiązku użytkownik powinien podejmować niezbędne środki służące zapobieżeniu naruszeniu indywidualnych danych uwierzytelniających, w szczególności jest obowiązany do przechowywania instrumentu płatniczego z zachowaniem należytej staranności oraz nieudostępniania go osobom nieuprawnionym, oraz
– zgłaszanie niezwłocznie dostawcy lub podmiotowi wskazanemu przez dostawcę stwierdzenia utraty, kradzieży, przywłaszczenia albo nieuprawnionego użycia instrumentu płatniczego lub nieuprawnionego dostępu do tego instrumentu.

Do podstawowych obowiązków dostawcy należą natomiast:
– zapewnienie, że indywidualne dane uwierzytelniające nie są dostępne dla osób innych niż użytkownik uprawniony do korzystania z tego instrumentu,
– niewysyłanie niezamówionego instrumentu płatniczego, z wyjątkiem sytuacji, w których instrument płatniczy otrzymany przez użytkownika podlega wymianie,
– zapewnienie stałej dostępności odpowiednich środków pozwalających użytkownikowi na dokonanie zgłoszenia stwierdzenia utraty, kradzieży albo nieuprawnionego użycia instrumentu płatniczego, w tym zapewnienie możliwości bezpłatnego dokonania takiego zgłoszenia oraz uniemożliwienia korzystania
z instrumentu płatniczego po dokonaniu zgłoszenia (tak: art. 43 uup) .

Nieautoryzowane transakcje
Jak wskazano wyżej podstawowym obowiązkiem użytkownika instrumentów płatniczych jest zgłaszanie niezwłocznie dostawcy nieuprawnionego dostępu do instrumentu płatniczego, w przypadku nieautoryzowanych transakcji płatniczych użytkownik ma również obowiązek niezwłocznego powiadamiania dostawcy o stwierdzonych nieautoryzowanych, niewykonanych lub nienależycie wykonanych transakcjach płatniczych. (tak: art. 44 ust. 1 uup).
Zawiadomienia użytkownika najczęściej będzie dokonane jako reklamacja transakcji. Należy przy tym pamiętać, że orzecznictwo rozróżnia autoryzację transakcji od samego uwierzytelnienia transakcji, autoryzacja oznacza zgodę na wykonanie transakcji płatniczej (jej potwierdzenie), natomiast uwierzytelnienie jest procedurą umożliwiającą bankowi weryfikację tożsamości użytkownika. Wykazanie uwierzytelnienia transakcji płatniczej nie jest więc równoznaczne z wykazaniem jej autoryzacji, nie każda uwierzytelniona przez użytkownika transakcja będzie więc mogła zostać uznana za autoryzowaną[9].
Roszczenie użytkownika w stosunku do dostawcy wygasają, jeżeli nie dokona on powiadomienia w terminie
13 miesięcy od dnia obciążenia rachunku płatniczego albo od dnia, w którym transakcja miała być wykonana. (tak: art. 44 ust. 2 uup).
Ustawa w sposób korzystny dla użytkownika rozkłada przy tym ciężar udowodnienia, że transakcja była autoryzowana. To bowiem na dostawcy użytkownika spoczywa ciężar udowodnienia, że transakcja płatnicza została autoryzowana i prawidłowo zapisana w systemie służącym do obsługi transakcji płatniczych dostawcy oraz że nie miała na nią wpływu awaria techniczna ani innego rodzaju usterka związana z usługą płatniczą świadczoną przez tego dostawcę, w tym dostawcę świadczącego usługę inicjowania transakcji płatniczej (tak: art. 45 ust. 1 uup). Samo więc wykazanie przez dostawcę zarejestrowanego użycia instrumentu płatniczego nie jest wystarczające do udowodnienia, że transakcja płatnicza została przez użytkownika autoryzowana albo że płatnik umyślnie albo wskutek rażącego niedbalstwa doprowadził do nieautoryzowanej transakcji płatniczej albo umyślnie, albo wskutek rażącego niedbalstwa dopuścił się naruszenia co najmniej jednego z obowiązków, o których mowa powyżej (tak: art. 45 ust. 2 uup).

Zwrot środków
Udowodnienie, że transakcje została autoryzowana przez płatnika ma kluczowe znaczenie dla odpowiedzialności banku i zwrotu środków. Zgodnie bowiem z art. 46 ust. 1 uup z zastrzeżeniem art. 44 ust. 2, w przypadku wystąpienia nieautoryzowanej transakcji płatniczej dostawca płatnika niezwłocznie, nie później jednak niż do końca dnia roboczego następującego po dniu stwierdzenia wystąpienia nieautoryzowanej transakcji, którą został obciążony rachunek płatnika, lub po dniu otrzymania stosownego zgłoszenia, zwraca płatnikowi kwotę nieautoryzowanej transakcji płatniczej, z wyjątkiem przypadku gdy dostawca płatnika ma uzasadnione i należycie udokumentowane podstawy, aby podejrzewać oszustwo.
Odpowiedzialność banku za nieautoryzowaną transakcję może więc być wyłączona jedynie w przypadku, gdy do nieautoryzowanej transakcji doszło w wyniku rażącego niedbalstwa użytkownika lub gdy dostawca płatnika ma uzasadnione i należycie udokumentowane podstawy, aby podejrzewać oszustwo.
W praktyce to właśnie kwestia rażącego niedbalstwa użytkownika stanowi najczęstsza oś sporów sądowych między klientami a bankami.

Rażące niedbalstwo
Podejmując próbę definicji rażącego niedbalstwa Sąd Najwyższy w wyroku z dnia 10 marca 2004 r. sygn. akt IV CK 151/03 stwierdził, iż „Przypisanie określonej osobie niedbalstwa uznaje się za uzasadnione wtedy, gdy osoba ta zachowała się w określonym miejscu i czasie w sposób odbiegający od właściwego dla niej miernika należytej staranności. Przez rażące niedbalstwo rozumie się natomiast niezachowanie minimalnych (elementarnych) zasad prawidłowego zachowania się w danej sytuacji”. Rażące niedbalstwo jest zatem kwalifikowaną postacią winy nieumyślnej, oznacza wyższy jej stopień niż w przypadku zwykłego niedbalstwa, leżący już bardzo blisko winy umyślnej.
Posłużenie się przez ustawę o usługach płatniczych kategorią rażącego niedbalstwa znacząco więc „podnosi poprzeczkę” i sprawia, że wyłączenie odpowiedzialności banku jest trudnym zadaniem. Orzecznictwo sądów powszechnych cechuje się przy tym bardzo wyrozumiałym podejściem do zachowań użytkowników, w rezultacie czego nawet bardzo lekkomyślne i nieuważne działania użytkowników będących konsumentami, często nie powodują przypisania im odpowiedzialności za nieautoryzowane transakcje.
Ustawa o usługach płatniczych korzystnie więc dla konsumentów – klientów banku kształtuje odpowiedzialności banku za „kradzież z konta”, przerzucając ciężar dowodu na banki i wprowadzając kategorię „rażącego niedbalstwa”.
Częstym efektem wydania wyroku jest więc zwrot środków przez Bank. Należy jednak pamiętać, że w praktyce konkretny stan faktyczny może być odmiennie oceniony przez sąd rozpatrujący sprawę, a sam proces sądowy jest długotrwały. Istotne i rozsądne, z punktu widzenia użytkownika instrumentów płatniczych, jest więc zachowanie daleko posuniętej ostrożności w korzystaniu z tych instrumentów.

[1] Raport POLASIK RESEARCH zrealizowany przez agencję Minds & Roses dla Fundacji Polska Bezgotówkowa, styczeń 2025 r.

[2] Dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2015/2366 z dnia 25 listopada 2015 r. w sprawie usług płatniczych w ramach rynku wewnętrznego, zmieniająca dyrektywy 2002/65/WE, 2009/110/WE, 2013/36/UE i rozporządzenie (UE) nr 1093/2010 oraz uchylająca dyrektywę 2007/64/WE

[3] Tak: art. 3 ust. 1 uup

[4] Tak: art. 2 pkt 22 uup

[5] Tak. Art. 2 pkt 36 uup

[6] Tak: art. 2 pkt 29 uup

[7] Tak: art. 2 pkt 18 uup

[8] Tak: art. 2 pkt 34 uup

[9] za: Wyrok Sądu Najwyższego – Izba Cywilna z dnia 15 września 2023 r., sygn. akt II CSKP 1013/22, opubl. OSNC 2024 nr 6, poz. 61, str. 49

Jak banki mogą przygotować się na falę pozwów po wyrokach dotyczących klauzul abuzywnych w umowach kredytowych?

Klauzule abuzywne w umowach frankowych sprawiły poważne perturbacje w sektorze bankowym, który zdaje się, że musi w trybie pilnym stworzyć nową strategię zarządzania ryzykiem prawnym. Fala roszczeń klientów, nagłośnione orzeczenia unijne i krajowe oraz narastająca ilość pozwów pomiędzy stronami umów kredytowych oznaczają, że instytucje finansowe wymagają zarówno lepszych procedur, jak i nowego sposobu komunikacji z klientami. Umowy kredytowe we frankach pokazały, że nadchodząca dekada będzie czasem intensywnych rozliczeń jak również restrukturyzacji praktyk rynkowych.

Analiza:
Analiza ryzyka i przegląd umów wydają się koniecznością aby w przyszłości lepiej przygotować się na wyzwania związane z klauzulami abuzywnymi. Banki muszą dokonać szczegółowego przeglądu umów pod kątem prawnym, identyfikując te, w których mogła znaleźć się klauzula abuzywna lub inne konstrukcje narażone na unieważnienie. Dotyczy to szczególnie produktów walutowych, gdzie klauzule abuzywne w kredytach frankowych były najczęściej przedmiotem sporów. Samo mapowanie zagrożeń to jednak dopiero początek – kluczowa będzie ocena potencjalnego obciążenia finansowego w różnych scenariuszach orzeczniczych.

Polityka ugód:
W aktualnym okresie „fali” pozwów frankowych wiodącą praktyką większości banków jest przemyślana polityka ugodowa. Wielu ekspertów wskazuje, że budowanie strategii opartych jedynie na obronie w sądach staje się nieopłacalne. Ugody, nawet kosztowne, mogą przynieść bankom wymierne korzyści: zmniejszanie ryzyka procesowego, przewidywalność skutków finansowych oraz ograniczenie negatywnych kosztów reputacyjnych. Proaktywny dialog z klientami, bez wykorzystywania przewagi kontraktowej — zwłaszcza tymi, którzy rozważają odstąpienie od umowy kredytowej — może zmniejszyć liczbę sporów sądowych co w dłuższej perspektywie może przynieść zauważalne korzyści dla Banków.

Wzmocnienie procesów compliance i standardów umownych:
Najważniejszą lekcją dla sektora finansowego jest konieczność gruntownej przebudowy procesów compliance. Każdy nowy produkt musi być projektowany w zgodzie z wysokimi standardami transparentności i zrozumiałości dla klienta a w szczególności konsumenta. Zasadnym jest odwoływanie się do procedur i koncepcji dotyczących sprawiedliwego projektowania produktów, które minimalizują ryzyko pojawienia się konstrukcji uznawanych za nieuczciwe. Jednocześnie banki powinny wdrożyć systemy szybkiej weryfikacji i korekty zapisów, zanim trafią one do obrotu.

Rekomendacje KNF dla banków:
Istotną rolę odgrywają również rekomendacje KNF dla banków, które w ostatnich latach coraz mocniej akcentują obowiązek rzetelnego informowania klientów o ryzyku walutowym oraz o potencjalnych konsekwencjach finansowych umów zawieranych w walutach obcych. Banki, które w pełni wdrożą dobre praktyki nadzorcze i wzmocnią kulturę zgodności, będą znacznie mniej narażone na kolejne fale sporów.

Zarządzanie komunikacją i odbudowa zaufania:
Wyzwania prawne to jedno, ale równie ważne jest strategiczne zarządzanie komunikacją. Klienci oczekują od instytucji finansowych przejrzystości i gotowości do rozmów. Budowanie relacji opartych na zaufaniu wymaga nie tylko reakcji na istniejące roszczenia, lecz także jasnego wyjaśniania, jakie działania bank podejmuje, aby podobne sytuacje nie powtórzyły się w przyszłości. W czasach, gdy opinia publiczna uważnie obserwuje jak klauzule abuzywne w umowach frankowych są rozstrzygane – wizerunek instytucji finansowej ma znaczący wpływ na jej stabilność.

Podsumowując banki stoją dziś przed jednym z największych wyzwań prawnych od czasu globalnego kryzysu finansowego. Rosnąca liczba pozwów, w tym także wynikających z ofensywy procesowej po stronie sektora bankowego — czego przykładem są pozwy banków przeciwko frankowiczom — wymaga kompleksowego i wielowymiarowego podejścia. Właściwa analiza ryzyka, wdrożenie efektywnych procedur ugodowych, wzmocnienie compliance, stosowanie się do wytycznych KNF oraz odpowiednia komunikacja z klientami – stanowią fundament przygotowania na nadchodzące lata. Ostatecznie to właśnie zdolność adaptacji i transparentność zadecydują o tym, jak sektor poradzi sobie ze skutkami obecnej fali sporów wokół kredytów walutowych.

Nowelizacja ustawy o KRS wchodzi w życie

Nie trzeba już publikować wpisów w Monitorze Sądowym i Gospodarczym, a sądy i urzędy mogą pobierać dokumenty elektronicznie z Krajowego Rejestru Sądowego.

Od soboty obowiązuje nowelizacja ustawy o KRS oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. z 2025 r., poz. 1556). To efekt rosnącego znaczenia usług elektronicznych. Prawnicy ostrzegają jednak, że cyfryzacja niesie ryzyko dla bezpieczeństwa danych.

Bez ogłoszeń w monitorze sądowym

Nowela usuwa obowiązek publikowania wpisów z KRS w Monitorze Sądowym i Gospodarczym. Wprowadza też zasadę, że dzień dokonania wpisu w rejestrze jest jednocześnie dniem, od którego liczą się jego skutki. Zmianę chwalą prawnicy, z którymi rozmawiał DGP.

– Publikacja niektórych ogłoszeń, zwłaszcza informacji o złożeniu sprawozdań finansowych, była pewnym archaizmem. Zniesienie tego obowiązku obniży koszty funkcjonowania państwa i zmniejszy liczbę uciążliwych formalności administracyjnych. W dobie powszechnego dostępu do danych z KRS publikacja niektórych wpisów była w zasadzie zbędna – mówi Rafał Roszkowski, adwokat w GKR Legal.

Podobnie uważa Krzysztof Łyszyk, radca prawny i partner w LWW Łyszyk Wesołowski i Wspólnicy sp.k. Jego zdaniem korzyści odniosą nie tylko finanse państwa, ale też sami przedsiębiorcy.

– Automatyczna publikacja każdej zmiany w KRS wiązała się z obowiązkiem wniesienia opłaty w wysokości 100 zł. Dzięki noweli koszty ponoszone przez przedsiębiorców przy rejestracji zmian, np. przy zmianach w zarządzie, będą niższe – dodaje prawnik.

Gorsza ochrona danych

Duże kontrowersje budzi natomiast zmiana, która pozwala podmiotom publicznym (m.in. urzędom, sądom) czy innym instytucjom realizującym zadania publiczne korzystać z danych z KRS przez sieć (API). Dzięki temu nie będą już musiały za każdym razem prosić o tradycyjny odpis czy zaświadczenie.

Aby skorzystać z takiego dostępu, urząd czy sąd musi wystąpić do Ministerstwa Sprawiedliwości o zgodę. Wniosek ma zawierać oświadczenie, że instytucja korzysta z systemów pozwalających sprawdzić, kto i jakie dane pobiera oraz kiedy, a także że wprowadzono odpowiednie zabezpieczenia techniczne i organizacyjne chroniące pobierane informacje. Wnioskodawca musi też zapewnić, że będzie korzystał z danych wyłącznie zgodnie z ustawą o KRS i że właściwie je zabezpieczy (art. 4 ust. 4g ustawy o KRS).

Ministerstwo Sprawiedliwości będzie sprawdzać, czy dany podmiot spełnia wymagania techniczne i czy potrzebuje dostępu do danych KRS w ramach swoich zadań. To ma zapobiegać niekontrolowanemu lub nieuzasadnionemu korzystaniu z informacji. MS może też odmówić takiego dostępu. Nowe przepisy przewidują też kary dla tych, którzy próbują pobierać dane z KRS przez sieć bez odpowiedniego uprawnienia. Grozi za to grzywna, ograniczenie wolności albo dwa lata więzienia.

Zdaniem ekspertów zabezpieczenia nie są wystarczające.

– Z jednej strony obowiązki te, zwłaszcza dotyczące wdrożenia odpowiednich zabezpieczeń, wynikają bezpośrednio z RODO i każdy administrator danych odpowiada za ich realizację. Z drugiej strony nasuwa się pytanie, po co ustawodawca wymaga składania takich oświadczeń? Czy chodzi o weryfikację stanu faktycznego po stronie wnioskodawcy? Jeśli tak, to nie powinno to mieć formy oświadczenia, bo samo w sobie niczego nie sprawdza – jedynie potwierdza, że ktoś je złożył – komentuje Paweł Litwiński, adwokat i partner w Barta Litwiński Kancelaria Radców Prawnych i Adwokatów.

Tymczasem np. w ustawie o ewidencji ludności (t.j. Dz.U. z 2025 r., poz. 274 ze zm.)dane z rejestru PESEL i rejestru mieszkańców udostępnia się za pomocą urządzeń teletransmisji danych podmiotom, które spełnią łącznie określone warunki.

– Różnica polega na tym, że w przypadku bazy PESEL nie wymaga się składania oświadczeń, lecz faktycznego spełnienia określonych warunków. Co najważniejsze, dostęp do danych za pomocą urządzeń teletransmisji jest odmawiany, jeśli te warunki nie zostaną spełnione – wyjaśnia mec. Paweł Litwiński.

Zdaniem prawnika, w przypadku KRS standardy ochrony danych dla podmiotów publicznych są niższe niż w przypadku innych rejestrów, np. PESEL. – Jasne, KRS jest jawny, a PESEL nie, ale to nie znaczy, że dane w KRS nie wymagają ochrony. Dane osobowe pozostają danymi osobowymi – podkreśla.

Rejestracja w KRS tylko online

Od momentu wejścia w życie nowelizacji gminy nie muszą już udostępniać w swoich urzędach papierowych formularzy wniosków do KRS o rejestrację spółek jawnych oraz udzielać informacji o wysokości opłat, sposobie ich uiszczania oraz o właściwości miejscowej sądów rejestrowych. Wymóg składania wniosków dotyczących spółek jawnych przez internet w systemie teleinformatycznym obowiązuje zaś od 1 lipca 2021 r.

Nowelizacja wprowadziła także pełną digitalizację postępowań dla podmiotów ujawnianych w rejestrze stowarzyszeń. Dotychczas możliwe było składanie wniosków również w formie papierowej, co nierzadko prowadziło do komplikacji, zwłaszcza braków formalnych skutkujących zwrotem wniosku. Ujednolicenie formy i przeniesienie całej procedury do systemu teleinformatycznego powinno znacząco poprawić jakość składanych dokumentów i zmniejszyć liczbę błędów. Ta zmiana wejdzie w życie jednak dopiero 1 kwietnia 2027 r.

– Pozytywnie oceniam pełną elektronizację akt w rejestrze stowarzyszeń i fundacji oraz uporządkowanie zasad dostępu do danych przez API. To oznacza jednoznaczny kierunek: odchodzimy od papieru i rozproszonych procedur, zmierzając do spójnego, cyfrowego obiegu dokumentów. Dla profesjonalnych pełnomocników to realna oszczędność czasu i zmniejszenie ryzyka błędów wynikających z formalizmów technicznych. Sprawi to także, że instytucje publiczne przestaną pytać przedsiębiorców o informacje, które i tak mają w systemie – komentuje Marcin Malinowski, adwokat w Gardocki i Partnerzy Adwokaci i Radcowie Prawni.

Cyfryzacja rodzi też problemy

Wśród prawników pojawiają się obawy, że coraz większe uzależnienie od systemów teleinformatycznych może się skończyć problemami.

– Użytkownicy portalu rejestrów sądowych wiedzą z własnego doświadczenia, że awarie i przerwy w działaniu zdarzają się kilka razy w roku i potrafią ciągnąć się całymi dniami. Pozostaje więc liczyć, że pełna cyfryzacja nie przeciąży rządowych systemów do tego stopnia, że dostęp do usług publicznych jeszcze się pogorszy – komentuje mec. Łyszyk.

Jak tłumaczy, teoretycznie nowelizacja ustawy o KRS ma przynieść sporo korzyści i administracji, i przedsiębiorcom. Likwiduje kilka przestarzałych elementów systemu, co samo w sobie jest pozytywne. Nie można jednak ignorować ryzyka, zwłaszcza jeśli chodzi o przejrzystość działania rejestru i ochronę danych osobowych. W praktyce to nie ustawa na papierze, ale jakość technicznego wdrożenia i organizacji zdecyduje o tym, czy obywatele faktycznie zyskają większe zaufanie do rejestru.

Etap legislacyjny

Ustawa weszła w życie

Oświadczenie o sankcji kredytu darmowego – co dalej? Perspektywa kredytodawcy

Sankcja kredytu darmowego stanowi obecnie istotne wyzwanie dla kredytodawców. Wzmożona aktywność kancelarii prawnych specjalizujących się w sporach z sektorem finansowym, a także rosnąca liczba oświadczeń składanych przez konsumentów, powodują, że prawidłowa organizacja procesu obsługi tych spraw – od momentu wpływu oświadczenia po ewentualne postępowanie sądowe – nabiera istotnego znaczenia w kontekście bezpieczeństwa prawnego oraz stabilności organizacyjnej instytucji finansowych.

Instytucja sankcji kredytu darmowego została uregulowana w art. 45 ustawy z dnia 12 maja 2011 r. o kredycie konsumenckim. Zgodnie z przepisem, konsument, który uzna, że przy zawieraniu umowy kredytowej doszło do naruszenia obowiązków informacyjnych lub uchybień formalnych, może złożyć oświadczenie o skorzystaniu z tego uprawnienia. Skutkiem złożenia oświadczenia może być przekształcenie umowy w stosunek nieodpłatny, w ramach którego kredytobiorca zobowiązany jest wyłącznie do zwrotu udostępnionego kapitału. W praktyce oznacza to dla banku potencjalną utratę należnych odsetek, prowizji i innych kosztów związanych z udzieleniem finansowania, a w niektórych przypadkach także konieczność zwrotu świadczeń już pobranych.

Należy jednak podkreślić, że samo złożenie oświadczenia o sankcji kredytu darmowego przez konsumenta nie powoduje automatycznego uznania jego skuteczności. Oświadczenie to ma charakter informacyjny i stanowi jedynie zawiadomienie o zamiarze skorzystania z przysługującego prawa. Dopiero szczegółowa analiza treści umowy oraz okoliczności jej zawarcia pozwala ustalić, czy przesłanki zastosowania sankcji zostały spełnione. To kredytodawca, jako wierzyciel, dokonuje oceny zasadności oświadczenia, a jego podstawą jest przeprowadzenie kompleksowej analizy merytorycznej zgodnie z art. 45 ustawy o kredycie konsumenckim.

Uprawnienia wierzyciela obejmują weryfikację poprawności formalnej umowy kredytowej, ocenę wykonania obowiązków informacyjnych wobec klienta oraz ustalenie, czy umowa kredytowa oraz dokumentacja kredytowa spełnia wszystkie wymogi przewidziane przepisami prawa. Jeżeli uchybienia są pozorne lub nieistotne z punktu widzenia treści umowy, bank ma pełne prawo do zakwestionowania zasadności oświadczenia. Równocześnie należy zabezpieczyć pełen materiał dowodowy dotyczący procesu zawarcia i realizacji umowy. Zgromadzenie kompletnej dokumentacji stanowi podstawę rzetelnej oceny ryzyka prawnego oraz skutecznej obrony w ewentualnym sporze.

Kolejnym etapem jest przygotowanie formalnej odpowiedzi na oświadczenie konsumenta. W przypadku braku podstaw do zastosowania sankcji kredytu darmowego, wspomniana instytucja finansowa powinna wskazać argumenty potwierdzające prawidłowość zawartej umowy oraz wykazać, że wszystkie obowiązki banku wobec klienta zostały wykonane w sposób zgodny z ustawą.

Jeżeli jednak konsument, po otrzymaniu decyzji odmownej, zdecyduje się na skierowanie sprawy do sądu, koniecznym jest przygotowanie starannej odpowiedzi na pozew w terminie przewidzianym przez przepisy. Odpowiedź powinna zawierać pełne stanowisko procesowe, wskazanie podstaw prawnych obrony, uzasadnienie faktyczne oraz komplet dowodów potwierdzających zgodność działań banku z przepisami. W toku postępowania istotne jest konsekwentne prezentowanie argumentacji wykazującej, że obowiązki informacyjne wobec konsumenta zostały należycie zrealizowane, a treść umowy odpowiada wymogom prawa oraz praktyce rynkowej.

W ramach przyjętej strategii obrony bank powinien wykazać, że umowa kredytowa zawierała wszystkie wymagane elementy, przedstawić dowody potwierdzające wykonanie obowiązków informacyjnych wobec konsumenta, powołać się na orzecznictwo wskazujące, że drobne uchybienia formalne nie uzasadniają zastosowania sankcji, a także wskazać, iż oświadczenie zostało złożone po terminie lub w sposób sprzeczny z zasadami współżycia społecznego. Praktyka orzecznicza potwierdza, że właściwie przygotowana argumentacja oraz spójna dokumentacja kredytowa pozwalają bankom skutecznie bronić się przed bezzasadnymi roszczeniami kredytowymi i ograniczać ryzyko prawne i finansowe.

Należy zaznaczyć, że w ostatnich latach sądy coraz częściej wskazują, iż sankcja kredytu darmowego nie może być stosowana automatycznie, a jej zastosowanie wymaga wykazania rzeczywistego wpływu ewentualnych uchybień na interes ekonomiczny konsumenta. Daje to kredytodawcom realne możliwości skutecznej obrony w postępowaniach sądowych, pod warunkiem zachowania odpowiedniej staranności dowodowej i procesowej.

Kradzież tożsamości pojazdu – przestępstwo XXI wieku

Kradzież tożsamości pojazdu to jedna z najbardziej wyrafinowanych form przestępczości samochodowej. Nie polega na fizycznym zaborze auta, lecz na podszyciu się pod jego dane identyfikacyjne. W tym celu przestępcy kradną dokumenty, fotografują numer VIN lub przejmują dane z ogłoszeń. Na ich podstawie tworzą „klona”, który trafia na rynek – piszą adwokat Kinga Tabor-Kłopotowska oraz Paweł Koryciński z Gardocki i Partnerzy Adwokaci i Radcowie Prawni na portalu prawo.pl.

Sprawcy wyszukują „wzorowe” pojazdy: ten sam model, ten sam rok, podobny kolor. Pozyskują identyfikatory (VIN, numer silnika, tabliczkę znamionową) czasem z ogłoszeń, czasem z kradzieży dokumentów lub z demontażu aut. Następnie możliwy jest jeden z dwóch scenariuszy: albo przerabiają fizycznie kradziony samochód przebijają w nim VIN, montują tabliczkę i podrobione dokumenty, albo sporządzają komplet fałszywych dokumentów do istniejącego samochodu o zbliżonych parametrach. W taki sposób powstaje „klon”, który wygląda wiarygodnie w dokumentacji i można go sprzedać. Organy rejestracyjne i kupujący wykrywają problem dopiero przy próbie rejestracji, ubezpieczenia albo po zgłoszeniu przez rzeczywistego właściciela.

Co na to prawo karne

Kradzież tożsamości pojazdu ma złożoną postać: łączy fałszerstwo znaków i dokumentów z oszustwem oraz z ewentualnym paserstwem przy sprzedaży. Prawo karne reaguje na każdy z tych elementów osobnym przepisem, a organy ścigania kwalifikują czyny zgodnie z realnym przebiegiem zdarzeń: od przerobienia znaków identyfikacyjnych po wprowadzanie do obrotu pojazdu z podrobionymi dokumentami. Sankcje mogą być dotkliwe, a w przypadku działania w zorganizowanej grupie jeszcze surowsze.

Rzeczywiste instrumenty ochrony kupującego i właściciela w prawie cywilnym

W typowym klonowaniu oryginalny właściciel nie utracił fizycznie swojego auta – zamiast tego ktoś wykorzystał jego dane do oznakowania innego pojazdu. Z tego powodu przepis dotyczący nabycia ruchomości od osoby nieuprawnionej (przewidziany w art. 169 kodeksu cywilnego) zazwyczaj nie znajdzie zastosowania. W praktyce problem rozwiązuje się poprzez instytucje takie jak: rękojmia za wadę prawną, bezskuteczność czynności prawnych, zwrot świadczeń nienależnych oraz uchylenie oświadczenia woli z powodu błędu lub podstępu.

Na pierwszy plan wyłania się konstrukcja rękojmi za wadę prawną. Kiedy sprzedawca nie może przenieść pełni własności albo rzecz jest obciążona prawami osób trzecich, mówimy o wadzie prawnej. To właśnie wobec „klona” nabywca ma roszczenia: może żądać usunięcia wady, obniżenia ceny lub odstąpić od umowy i żądać zwrotu środków. W praktyce przy „sklonowanym” pojeździe usunięcie wady jest często niemożliwe, ponieważ nie da się „naprawić” faktu, że VIN został przypisany do innego auta. W związku z tym typowym rozwiązaniem jest odstąpienie od umowy i żądanie zwrotu zapłaconej kwoty.

W jaki sposób kupujący może uchylić się od skutków umowy

Najczęściej kupujący dowiaduje się o oszustwie dopiero po pewnym czasie. Jeśli zawarł umowę w przekonaniu, że nabywa pojazd o określonej tożsamości, a to przekonanie było mylne, w grę wchodzi instytucja błędu jako wady oświadczenia woli (art. 84 k.c.). Natomiast jeśli błąd został wywołany przez sprzedającego w sposób podstępny, czyli gdy sprzedawca świadomie wprowadził kupującego w błąd (fałszywe dokumenty, zatajenie istotnych faktów), art. 86 k.c. daje kupującemu szerszą ochronę (uchylenie się od skutków czynności także gdy błąd nie był istotny). Podstęp sprzedającego to okoliczność, która pozwala na skuteczne uchylenie się od skutków oświadczenia woli i domaganie się naprawienia szkody.

Nieważność czynności prawnej

Równolegle instytucja nieważności bezwzględnej (art. 58 k.c.) ma zastosowanie tam, gdzie czynność prawna jest sprzeczna z ustawą lub ma na celu obejście prawa. Gdy transakcja jest elementem przestępczego procederu (np. sprzedaż „klona” z dokumentami świadomie sfałszowanymi, celowe ukrywanie pochodzenia auta), sądy mogą uznać taką czynność za nieważną z mocy prawa. W piśmiennictwie i orzecznictwie spotykamy analizy, które wiążą praktyczne skutki takich rozstrzygnięć z odpowiedzialnością karną sprawców i z koniecznością zwrotu świadczeń.

Co może zrobić poszkodowany właściciel „oryginału”

Właściciel auta, którego dane zostały wykorzystane, ma kilka ścieżek działania.
Po pierwsze natychmiastowe zgłoszenie na policję (zawiadomienie o podejrzeniu fałszerstwa, oszustwa), co uruchamia śledztwo i może doprowadzić do wykrycia sieci przestępczej.
Po drugie poinformowanie wydziału komunikacji i ubezpieczyciela, co może skutkować, iż urzędy wprowadzą adnotacje lub zablokują podejrzane rejestracje.
Po trzecie zebranie dowodów (zdjęcia tabliczki znamionowej, dokumenty zakupu, zdjęcia z dawnych okresów), które ułatwią wykazanie, że to my jesteśmy właścicielem „oryginału”.
W skrajnych przypadkach właściciel może wytoczyć powództwo windykacyjne o wydanie rzeczy, jeżeli „klon” jest fizycznie w rękach osoby trzeciej, lub współdziałać z prokuraturą przy dochodzeniu karnym. Wyroki i praktyczne przykłady wskazują, że szybka reakcja właściciela znacznie zwiększa szanse na wykrycie sprawców i ochronę praw.

Co powinien zrobić poszkodowany nabywca „klona”

Kupujący, który odkryje, że nabyty pojazd ma podrobiony VIN lub wadę prawną, może działać dwutorowo: natychmiast wezwać sprzedawcę do usunięcia wady (żądać zwrotu ceny/odstąpienia od umowy) oraz złożyć zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa, jeżeli istnieją podstawy, by sądzić, że miał do czynienia z przestępczą organizacją. Sądy cywilne rozpatrują roszczenia z rękojmi za wadę prawną (odnośnie zwrotu ceny), ewentualne roszczenia deliktowe (odszkodowanie z powodu działania w złej wierze sprzedawcy) i (zwrot świadczeń nienależnych). Ważnym aspektem jest fakt, iż kupujący musi dowieść, że dołożył należytej staranności przy sprawdzeniu pojazdu (np. weryfikacja VIN w CEPiK, żądanie dokumentów). Brak takiej staranności może ograniczyć ochronę przez instytuty dobrej wiary. Orzecznictwo rozróżnia sytuacje kupujących profesjonalnych (komisy, przedsiębiorcy) i prywatnych wymogi staranności są zdecydowanie wyższe wobec profesjonalistów.

Kiedy można się zorientować, że „ktoś ukradł” dane auta

Zazwyczaj sygnały pojawiają się falami: urząd odmawia rejestracji auta z powodu sprzeczność w danych, pojawiają się wezwania do wyjaśnień z tytułu mandatów lub szkód zgłoszonych do ubezpieczyciela, właściciel znajduje w sieci ogłoszenie z identycznymi danymi jak jego auto. Czasami problem wychodzi na jaw dopiero, gdy nabywca „klona” zgłasza szkodę lub przeprowadza przegląd techniczny wtedy system CEPiK ujawni niespójności. Dlatego zalecany jest monitoring danych pojazdu i natychmiastowe zgłoszenie każdej podejrzanej rejestracji czy ogłoszenia.

Konsekwencje dla stron

Dla sprawcy konsekwencją jest odpowiedzialność karna za fałszerstwo znaków i dokumentów, oszustwo, ewentualnie paserstwo; grzywny, kary pozbawienia wolności i odpowiedzialność majątkowa.

Dla kupującego-ofiary jest to utrata auta (jeżeli zostanie wydane właścicielowi oryginału), konieczność prowadzenia procesu cywilnego o zwrot pieniędzy, koszty sądowe i reputacyjne.

Dla właściciela oryginału – konieczność dowodzenia swego prawa (fotografie, historia serwisowa) i potencjalne długi związane z nadużyciami popełnionymi „pod jego” numer. Szybkie zgłoszenie i współpraca z organami znacznie ogranicza ryzyko.

Ochrona przed kradzieżą tożsamości pojazdu

Nie należy zamieszczać zdjęcia VIN i całego dowodu rejestracyjnego do ogłoszenia na portalu aukcyjnym. Nie warto zostawiać dowodu rejestracyjnego w warsztacie bez potwierdzenia odbioru. Przed zakupem sprawdzenie VIN w CEPiK i wykonanie prostej kontroli zgodności fizycznej oznaczeń na pojeździe, zminimalizują ryzyko zakupu „klona”. W przypadku cienia podejrzenia, warto zgłosić sprawę policji i do wydziału komunikacji właściwego urzędu. Będzie miało to znaczenie przy późniejszym dochodzeniu roszczeń.

Kradzież tożsamości pojazdu jest przestępstwem hybrydowym: technicznym i prawnym. Rozwiązanie problemu wymaga jednoczesnego użycia instrumentów karnych (ściganie sprawców), jak i cywilnych (rękojmia, odszkodowanie, uchylenie oświadczenia woli) oraz administracyjnych (działania wydziału komunikacji, adnotacje w rejestrach).

Dla poszkodowanego kluczowe jest szybkie działanie zgłoszenie, zebranie dowodów i współpraca z biegłymi, ponieważ to daje realną szansę na odzyskanie środków lub zabezpieczenie własności.

 

Gwarancje bankowe w projektach budowlanych – jak zabezpieczyć inwestycję deweloperską.

Projekty budowlane (deweloperskie) wymagają ogromnych nakładów finansowych oraz wiążą się z wysokim ryzykiem prawnym i organizacyjnym. Z tego względu inwestycje deweloperskie potrzebują szczególnych narzędzi ochrony interesów zarówno dewelopera jako inwestora, jak i nabywców lokali czy wykonawców. Jednym z najważniejszych instrumentów w tym zakresie jest gwarancja bankowa, która coraz częściej stanowi podstawowe zabezpieczenie w relacjach między uczestnikami procesu budowlanego.

Na czym polega gwarancja bankowa?

Gwarancja bankowa to jednostronne zobowiązanie banku (gwaranta), że po spełnieniu przez podmiot uprawniony (beneficjenta gwarancji, czyli np. inwestor, nabywca albo wykonawca) określonych warunków zapłaty, które zostaną potwierdzone określonymi w gwarancji dokumentami, bank ten wykona świadczenie pieniężne na rzecz beneficjenta gwarancji (art. 81 prawa bankowego).

Innymi słowy Bank zobowiązuje się do wypłaty określonej sumy pieniędzy na rzecz beneficjenta gwarancji, jeśli zleceniodawca gwarancji (kontrahent) nie wywiąże się z warunków umowy.

Umowa gwarancji bankowej stanowi więc niezależny instrument, który daje beneficjentowi gwarancji pewność uzyskania zapłaty w przypadku niewypłacalności czy niewłaściwego działania kontrahenta. W praktyce bank przejmuje na siebie ryzyko związane z niewykonaniem kontraktu, co zwiększa bezpieczeństwo całej inwestycji.

Rodzaje gwarancji stosowane w inwestycjach deweloperskich

Inwestycje deweloperskie mogą zostać zabezpieczone gwarancjami bankowymi, które pełnią różne funkcje i tak wymienić można przykładowo:

  • Gwarancja należytego wykonania kontraktu – chroni beneficjenta gwarancji przed skutkami niewywiązania się wykonawcy (może być nim także deweloper) z umowy. Jeśli prace budowlane nie zostaną ukończone w terminie lub nie będą zgodne z wymaganiami technicznymi, bank wypłaca środki pozwalające na pokrycie strat do sumy gwarancyjnej.
  • Gwarancja zapłaty – daje wykonawcy lub podwykonawcy pewność, że otrzyma wynagrodzenie za zrealizowane prace, nawet jeśli główny kontrahent (deweloper jako inwestor) nie wywiąże się ze swoich zobowiązań finansowych np. ogłosi upadłość. Gwarancja może także obejmować zwrot zaliczki – jeżeli kontrahent nie rozliczy się ze zwrotu zaliczki zgodnie z umową.
  • Gwarancja usunięcia wad i usterek (rękojmia budowlana) – zabezpiecza interesy nabywców lokali oraz inwestora na okres po zakończeniu budowy, który co do zasady wynosi 5 lat od wydania nieruchomości. Jeśli wykonawca np. deweloper nie naprawi usterek ujawnionych w ramach rękojmi, beneficjent gwarancji (np. nabywca lokalu) może dochodzić roszczeń bezpośrednio od banku.

Dlaczego gwarancje bankowe są ważne dla dewelopera?

Z punktu widzenia inwestora i banku finansującego zamierzenie inwestora, gwarancja bankowa pełni również rolę jako dodatkowe zabezpieczenie kredytu inwestycyjnego. Bank udzielający finansowania ma pewność, że kluczowe elementy kontraktu – takie jak terminowa realizacja budowy czy rozliczenia z wykonawcami – są zabezpieczone przez gwarancje bankową. Dzięki temu łatwiej jest uzyskać finansowanie, a warunki kredytowe stają się korzystniejsze.

Jednocześnie odpowiedzialność dewelopera wobec nabywców mieszkań zostaje w ten sposób wzmocniona. Klient, który kupuje lokal w ramach inwestycji deweloperskiej, ma pewność, że w razie problemów związanych z wykonaniem robót czy rękojmią budowlaną, istnieje dodatkowe zabezpieczenie jego interesów.

Umowa gwarancji bankowej – kluczowe elementy

Przy sporządzaniu umowy gwarancji bankowej należy zwrócić uwagę na kilka istotnych elementów:

  1. Kwota gwarancji (suma gwarancyjna) – powinna być adekwatna do wartości kontraktu oraz potencjalnych strat.
  2. Okres obowiązywania – musi obejmować nie tylko czas realizacji robót, ale również okres rękojmi.
  3. Warunki uruchomienia – im prostsza procedura dochodzenia roszczeń (np. „płatność na pierwsze żądanie” czyli bezwarunkowa), tym większe bezpieczeństwo beneficjenta.
  4. Zakres odpowiedzialności – gwarancja może dotyczyć wyłącznie określonych zobowiązań, dlatego istotne jest precyzyjne sformułowanie jej treści.

Podsumowanie

W dzisiejszych realiach gospodarczych gwarancje bankowe są nieodzownym narzędziem, które znacząco ogranicza ryzyko w sektorze budowlanym. Dzięki nim inwestycje deweloperskie stają się bardziej bezpieczne, a zaufanie kontrahentów i klientów do dewelopera wzrasta. Gwarancja należytego wykonania kontraktu, gwarancja zapłaty czy gwarancja związana z rękojmią budowlaną chronią zarówno interesy inwestora, jak i nabywców lokali. Co więcej, odpowiednio przygotowana umowa gwarancji bankowej stanowi silne wsparcie w negocjacjach kredytowych i w procesie pozyskiwania finansowania.

Dlatego każdy deweloper planujący realizację większego przedsięwzięcia powinien uwzględniać gwarancje bankowe jako podstawowe narzędzie minimalizacji ryzyka i ochrony interesów stron uczestniczących w procesie budowlanym.

Najnowsze orzecznictwo w sprawach frankowych

W sprawach dotyczących kredytów frankowych doszło do istotnej zmiany w linii orzeczniczej. W postanowieniu z dnia 9 lipca 2025 r. (sygn. akt I CSK 652/25) Sąd Najwyższy zasygnalizował możliwość odejścia od sztywnego stosowania teorii dwóch kondykcji w rozliczeniach stron nieważnej umowy kredytowej. W konsekwencji strony sporu – zarówno kredytobiorcy, jak i banki – muszą zrewidować swoje dotychczasowe strategie procesowe.

Orzecznictwo w sprawie kredytów frankowych -odejście od teorii dwóch kondykcji

Impuls do zmian dało orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z 19 czerwca 2025 r. w sprawie C-396/24. W przedmiotowym wyroku Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej odniósł się do konieczności dokonania wzajemnych rozliczeń stron i określenia wysokości świadczeń spełnionych przez strony, tak aby ustalić, która z nich dokonała największej spłaty w wykonaniu umowy. W uzasadnieniu Trybunał podkreślił, że sąd krajowy powinien zapewnić, aby stwierdzenie nieważności umowy nie prowadziło do nałożenia na konsumenta nadmiernych obciążeń, a eliminacja nieuczciwego warunku umownego służyła realizacji celu w postaci przywrócenia równowagi kontraktowej między stronami.

Następnie, Sąd Najwyższy w postanowieniu z dnia 9 lipca 2025 r. o sygn. akt I CSK 652/25 wskazał, iż Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej zakwestionował dotychczas dominującą w judykaturze sądów krajowych koncepcję rozliczania nieważnych umów kredytowych w oparciu o zasadę dwóch kondykcji, zgodnie z którą każdej ze stron przysługuje odrębne roszczenie o zwrot nienależnego świadczenia. Zdaniem Sądu Najwyższego z przedmiotowego orzeczenia Trybunału Sprawiedliwości można wyprowadzić wniosek, iż teoria salda ma zastosowanie zarówno do roszczeń banków względem konsumentów, jak i do roszczeń konsumentów względem banków. Sąd Najwyższy podkreślił również, że przyjęcie działania teorii salda wyłącznie na korzyść konsumenta prowadziłoby do poważnych komplikacji procesowych i materialnoprawnych. W sytuacji, gdy konsument uzyskałby prawomocny wyrok oparty na teorii dwóch kondykcji, mógłby prowadzić egzekucję, podczas gdy bank – dochodząc zwrotu kapitału – byłby zobowiązany do potrącenia kwoty zasądzonej na rzecz konsumenta, nie dysponując w tej części tytułem egzekucyjnym. Koniecznym dla banku byłoby wówczas podniesienie zarzutu potrącenia i wytoczenie powództwa przeciwegzekucyjnego, co generowałoby dodatkowy proces i koszty.

W świetle tych orzeczeń, istotnego znaczenia nabierają działania mające na celu zabezpieczenie interesów konsumenta w razie ewentualnego odejścia sądu od ścisłego stosowania teorii dwóch kondykcji. Strategie dotyczące zmiany orzeczeń frankowych muszą zatem obejmować możliwość zastosowania przez Sąd teorii salda w sprawach z powództwa konsumenta przeciwko bankowi.

Strategie zmiany orzeczeń frankowych

Strategia sądowa którą mogą zastosować Frankowicze aby zredukować ryzyko kontrpowództwa banku oraz zwiększyć szanse na szybsze i mniej kosztowne zakończenie postępowania to ograniczenie wysokości roszczenia, tak aby obejmowało ono wyłącznie nadpłatę ponad kwotę udzielonego kapitału. Rozwiązanie to może być również korzystne pod względem kosztów procesowych jakie musi ponieść kredytobiorca w związku z wniesieniem pozwu w sprawie frankowej.

Inna strategia sądowa jaka może być zastosowana w sprawie dotyczącej umowy kredytu we frankach szwajcarskich, to złożenie oświadczenia o potrąceniu przez kredytobiorcę. Potrącenie kwoty udzielonego kapitału kredytu przez Kredytobiorcę umożliwia stronom jednorazowe rozliczenie, jednocześnie ograniczając ryzyko finansowe związane z ewentualnymi roszczeniami banku o zwrot nominalnie wypłaconego kapitału.

W sytuacjach, w których istnieje możliwość zastosowania przez Sąd teorii salda – zwłaszcza w przypadkach, gdy suma wpłat kredytobiorcy nie przewyższa wartości udzielonego kapitału – rozważenia wymaga zawarcie ugody. Ugoda może stanowić korzystne rozwiązanie w świetle potencjalnie niejednolitych rozstrzygnięć oraz długiego czasu trwania postępowań sądowych. Rozwiązanie to może być szczególnie korzystne dla kredytobiorców, którzy dążą do minimalizacji kosztów procesowych bądź nie przewidują udziału w długotrwałym sporze sądowym.

Najnowsze orzecznictwo frankowe – podsumowanie

Postanowienie Sądu Najwyższego z 9 lipca 2025 r. może oznaczać odejście od dotychczasowych schematów rozliczeniowych i szersze zastosowanie teorii salda w sprawach frankowych. W nowej rzeczywistości procesowej kluczowe stanie się zatem odpowiednie przygotowanie strategii procesowej – tak, aby uwzględniała zarówno dominujące dotąd rozwiązania, jak i możliwość zmiany kierunku orzecznictwa.

Za patostreaming do więzienia?

Zmiany w kodeksie karnym miałyby pomóc w ściganiu patostreamingu, ale eksperci ostrzegają, że mogą też uderzyć w zwykłych internautów, ograniczyć wolność słowa, a także spowodować dublowanie norm.

Patostreaming to prawdziwa plaga naszych czasów. Niestety, wciąż brakuje skutecznych przepisów, które pozwalałyby szybko reagować na tego typu treści, usuwać je z internetu i surowo karać sprawców. Od dawna apelują o to m.in. rzecznik praw obywatelskich oraz rzecznik praw dziecka.

Raport Państwowego Instytutu Badawczego NASK podkreśla, że patostreamy są szkodliwe dla młodych odbiorców, którzy często nieświadomie wchodzą z nimi w kontakt. Zjawisko to wprowadza wzorce destrukcyjnych zachowań, sprzyjające normalizacji przemocy i nihilizmu moralnego. Aż 56,6 proc. dorosłych i 76,6 proc. młodzieży w Polsce zna zjawisko patostreamingu, a 29,4 proc. dorosłych i 48,4 proc. nastolatków natrafia na te treści regularnie.

Jedną z pierwszych, choć mocno niedoskonałych prób rozwiązania tego problemu jest projekt nowelizacji kodeksu karnego autorstwa posłów PiS. 9 października odbyło się pierwsze czytanie tego projektu. Poparły go wszystkie grupy parlamentarne. Zarówno posłowie, jak i prawnicy wytykają jednak projektowi liczne błędy. Ostrzegają, że zamiast skutecznie zwalczać patostreaming, może on wywrzeć efekt mrożący wobec tych, którzy próbują z nim walczyć.

Pięć lat więzienia za przemocowy film

Projekt noweli kodeksu karnego przewiduje karę więzienia od trzech miesięcy do pięciu lat za publikowanie w internecie filmów lub nagrań dźwiękowych pokazujących popełnianie przestępstw takich jak: przemoc, znęcanie się nad zwierzętami czy naruszanie nietykalności cielesnej (art. 255b k.k). Taka sama kara ma dotyczyć osób, które udostępniają w sieci treści udające prawdziwe nagrania przestępstw, choć w rzeczywistości są one upozorowane.

Surowsza kara – od sześciu miesięcy do ośmiu lat – ma grozić wtedy, gdy ktoś robi to dla pieniędzy, np. zarabia na wyświetleniach lub darowiznach podczas transmisji.

Osoby, które pokazują takie nagrania w celu obrony ważnego interesu społecznego (np. ujawnienia przemocy lub nieprawidłowości), nie będą podlegały karze.

Odpowiedzialność osób trzecich

Jednym z problemów jest to, że projekt zbyt szeroko zakreśla granice odpowiedzialności karnej osób trzecich, które nie uczestniczą bezpośrednio w tworzeniu patostreamu.

– Może to prowadzić do nadmiernej penalizacji, co zwiększa ryzyko, że osoby przypadkowo powiązane z transmisją będą podlegały ściganiu. Co może również wywołać efekt mrożący wobec działalności dziennikarskiej, edukacyjnej czy artystycznej. Obawa przed odpowiedzialnością karną może zniechęcać do podejmowania tematów społecznie istotnych. Klauzula niekaralności, odwołująca się do interesu publicznego, jest zbyt ogólna, by stanowiła realną ochronę. Dlatego należy rozważyć wyłączenie odpowiedzialności karnej w przypadkach, gdy prezentowane treści stanowią działalność dziennikarską, artystyczną, edukacyjną, sportową lub naukową – ostrzegała podczas pierwszego czytania posłanka Katarzyna Ueberhan z klubu Lewicy.

W uzasadnieniu projektu brakuje twardych danych wskazujących, że organy ścigania mają realne problemy z przeciwdziałaniem patostreamingowi

– Zastanawiam się, co powiedziałby Szekspir, gdyby się dowiedział, że będziemy tutaj dywagować nad tym, iż jeżeli w teatrze ktoś wystawia „Hamleta”, to wszystko jest w porządku, ale jeśli ktoś inny zechce w domu nawiązać do tego, co robił Hamlet na deskach teatru, to można to zinterpretować inaczej i będziemy mieli z tym problem – wtórował jej poseł Łukasz Osmalak z Polski 2050.

Z kolei posłanka Koalicji Obywatelskiej Magdalena Małgorzata Kołodziejczak poddała pod rozwagę, czy przepisy dotyczące patostreamingu powinny znaleźć się w kodeksie karnym. Zapytała również, czy nie należałoby w pierwszej kolejności przeanalizować innych gałęzi prawa, m.in. prawa administracyjnego. – Czy właściciel bądź administrator platformy, na której umieszczane są gorszące treści i filmy, nie powinien ponosić daleko idących konsekwencji administracyjnych, np. bardzo wysokich kar finansowych? – pytała posłanka.

Karać patostreamerów, a nie internautów

To, że projekt jest niedopracowany i może uderzyć w zwykłych internautów, podkreśla również część prokuratorów.

– Proponowana zmiana nastawiona jest na karanie nie tyle wytwórców patostreamingu, ile osób oglądających te treści w internecie. Tymczasem patologię należy zwalczać u źródła, a nie rozciągać konsekwencje działania patostreamerów na setki internautów, którzy z różnych powodów i w odmiennych okolicznościach mogą mieć styczność z „patomateriałami” – tłumaczy dr Paweł Opitek, prokurator, dyrektor Biura Prawnego Związku Zawodowego Prokuratorów i Pracowników Prokuratur.

Według niego posłowie idą na skróty i gdyby tego rodzaju przepisy weszły w życie, organy ścigania skupiłyby się na przypadkowych użytkownikach sieci zamiast źródle zła. – Tym bardziej że proponowany kształt nowego art. 255b k.k. ma nieostry charakter. Takie znamiona, jak „rozpowszechniać”, „w celu obrony interesu publicznego lub zasługującego na uwzględnienie interesu prywatnego” czy „pozorowane popełnienie czynu zabronionego” są bardzo pojemne i niedookreślone. Ich wykładnia byłaby zbyt uznaniowa, a nawet cenzurowałaby wolność komunikowania się i dostępu do informacji – uważa prokurator.

– Jak najszybciej należy wprowadzić do polskiego systemu prawnokarnego przepis, który będzie penalizował tego typu zachowania. W przeciwnym razie patostreaming będzie się rozwijał, wyrządzając nieodwracalne szkody, zwłaszcza dzieciom, które powinniśmy jak najskuteczniej chronić – twierdzi dr Piotr Kosmaty, prokurator Prokuratury Regionalnej w Krakowie. Według niego projekt należy potraktować jako solidny fundament do dalszych prac nad ostatecznym kształtem proponowanego art. 255b k.k. A zaproponowane sankcje za zachowania patostreamerskie są adekwatne do ich społecznej szkodliwości i nie są wyrazem populizmu penalnego.

– Nie podzielam opinii, że należy złagodzić zagrożenie, także poprzez wprowadzenie grzywny lub kary ograniczenia wolności. Pamiętać bowiem należy, że patostreaming to niezwykle poważne zagrożenie dla najmłodszych, którzy za jego pośrednictwem oswajają się z przemocą, krzywdzeniem i poniżaniem innych ludzi, a nawet zabijaniem zwierząt. Ten niekorzystny stan może poważnie wpłynąć na ich dalsze życie, które będzie obarczone ryzykiem występowania lęków, trudnych emocji i innych problemów natury psychologicznej – komentuje prokurator Piotr Kosmaty.

Penalizacja to ostateczność

Prawnicy specjalizujący się w prawie karnym wytykają projektowi, że idzie zdecydowanie za daleko. Ich zdaniem kryminalizacja zjawiska patostreamingu powinna być ostatecznością, a surowe kary nie zawsze są najlepszym rozwiązaniem.

– Prawo karne, jako najsurowsza i najgłębiej ingerująca w sferę wolności forma odpowiedzialności, powinno być uruchamiane wyłącznie jako ostateczność. W tej sytuacji na wnioskodawcach projektu spoczywa ciężar udowodnienia potrzeby kryminalizacji danego czynu. W konsekwencji należy oczekiwać od nich pełnego i rzeczowego uzasadnienia decyzji o wprowadzeniu takiej regulacji – twierdzi adwokat Łukasz Moczydłowski z kancelarii prawnej Prokurent.

Jak wyjaśnia, brakuje w uzasadnieniu projektu rzetelnego uzasadnienia decyzji o kryminalizacji zjawiska patostreamingu. Samo stwierdzenie, że należy kryminalizować za „materiały, które mogą wywołać negatywne emocje u odbiorcy lub które promują niebezpieczne zachowania”, jest zbyt słabym argumentem, by sięgać po sankcje prawa karnego. – W życiu społecznym występuje bowiem wiele zjawisk i zachowań wywołujących negatywne emocje lub promujących zachowania niebezpieczne (np. sporty ekstremalne), a jednak powszechnie przyjmuje się, że nie ma potrzeby ich penalizowania – kwituje Łukasz Moczydłowski.

Jak wyjaśnia, w uzasadnieniu projektu nie ma danych potwierdzających informację, że skala patostreamingu w Polsce jest tak duża, że „nie występuje nigdzie w Europie”. Brakuje też twardych danych wskazujących, że organy ścigania mają realne problemy z przeciwdziałaniem temu zjawisku. Co prawda przywołano kilka głośnych przypadków działalności patostreamerów, jednak – jak wynika z tego samego uzasadnienia – spotkały się one ze skuteczną reakcją prawną. Podważa to twierdzenie wnioskodawców o konieczności wprowadzenia dodatkowych przepisów, ponieważ organy ścigania rzekomo mają problemy z ich egzekwowaniem.

Dublowanie norm

– W proponowanym kształcie art. 255b może powodować podwójną karalność czynu za przestępstwo pospolite i patostreaming, co jest niedopuszczalne w konstrukcji przestępstwa – wskazuje dr Paweł Opitek. Sami wnioskodawcy przyznają, że proponowana regulacja w dużej mierze pokrywa się ze znamionami wielu już obowiązujących przepisów kodeksu karnego. Tym samym zmiany te prowadziłyby do dublowania istniejących regulacji. – W mojej ocenie brak jest podstaw do wprowadzania w tym zakresie nowych przepisów. Zamiast tego należałoby poprawić skuteczność działania organów ścigania – ocenia mec. Moczydłowski.

Z kolei Michał Buna, adwokat w kancelarii Gardocki i Partnerzy Adwokaci i Radcowie Prawni, nie widzi przeciwwskazań do wprowadzenia dodatkowej regulacji. Jak podkreśla w rozmowie z Dziennikiem Gazeta Prawna, wynika ona przede wszystkim z trudności w ściganiu różnego rodzaju przestępstw, które łączy pojęcie patostreamingu. – Wprowadzenie tego przestępstwa jako odrębnej kategorii pozwoli precyzyjniej przypisać konkretne zachowanie do odpowiedniej normy karnej, a więc do definicji patostreamingu – uważa.