Gwarancje i kaucje w kontraktach budowlanych – kluczowe klauzule dla firm

Z perspektywy uprawnionego najkorzystniejsze są gwarancje bezwarunkowe, nieodwołalne i płatne na pierwsze żądanie. W takim przypadku bank wypłaca środki po otrzymaniu formalnego wezwania, bez badania, czy druga strona faktycznie naruszyła umowę – pisze adwokat Michalina Woch na łamach Rzeczpospolitej.

Umowa o roboty budowlane określa stosunki pomiędzy inwestorem a wykonawcą. Zgodnie z przepisami kodeksu cywilnego przez umowę o roboty budowlane wykonawca zobowiązuje się do oddania przewidzianego w umowie obiektu, wykonanego zgodnie z projektem i z zasadami wiedzy technicznej, a inwestor zobowiązuje się do dokonania wymaganych przez właściwe przepisy czynności związanych z przygotowaniem robót, w szczególności do przekazania terenu budowy i dostarczenia projektu, oraz do odebrania obiektu i zapłaty umówionego wynagrodzenia.

Standardową praktyką w kontraktach budowlanych jest wprowadzanie zapisów gwarantujących rzetelną realizację inwestycji oraz sprawne eliminowanie wad fizycznych, które wyjdą na jaw po zakończeniu prac.

Przepisy prawa zapewniają szereg instytucji chroniących strony kontraktu przed naruszeniami drugiej strony.

Gwarancja zapłaty umówionego wynagrodzenia

W relacjach budowlanych często mówi się o zabezpieczeniach chroniących inwestora. Tymczasem kodeks cywilny wyposaża wykonawców w potężne narzędzie – roszczenie o udzielenie gwarancji zapłaty umówionego wynagrodzenia. Jest to prawo, którego nie można wyłączyć ani ograniczyć w drodze umowy. Z tego uprawnienia nie może jednak skorzystać wykonawca zawierający kontrakt ze Skarbem Państwa.

– Prewencja zamiast sankcji

Kluczową cechą gwarancji zapłaty jest jej charakter prewencyjny. Wykonawca może domagać się zabezpieczenia terminowej wypłaty wynagrodzenia w każdym czasie, nie czekając na ewentualne opóźnienia w płatnościach. Prawo to ma charakter bezwzględny – próba umownego wyłączenia lub ograniczenia uprawnienia wykonawcy do uzyskania gwarancji jest nieważna.

– Koszty pod nadzorem

Najistotniejsza dla każdej ze stron kontraktu pozostaje perspektywa finansowa. Dla niej zaś najważniejszy jest mechanizm dystrybucji kosztów. Ustawodawca przyjął zasadę, że udokumentowane wydatki związane z ustanowieniem zabezpieczenia (np. prowizje bankowe czy składki ubezpieczeniowe) obciążają obie strony w częściach równych. Jest to rozwiązanie, które ma zapobiegać nadużywaniu instytucji gwarancji i promować partnerskie podejście do kosztów ryzyka finansowego inwestycji.

Warto przy tym zaznaczyć, że przepisy te nie dają wykonawcy wolnej ręki do stosowania nacisków. Mechanizm gwarancji ma być realnym zabezpieczeniem finansowym, a nie narzędziem przymusu wobec inwestora, mającym na celu wymuszenie na nim decyzji korzystnych dla drugiej strony. Taki podział kosztów jasno pokazuje intencję ustawodawcy: gwarancja ma stabilizować kontrakt, a nie służyć jako oręż w sporach o inne punkty umowy.

– Swoboda inwestora i rygory formy

Choć to wykonawca inicjuje proces żądaniem gwarancji, inwestor zachowuje autonomię w zakresie wyboru konkretnego instrumentu. Zobowiązanie ma charakter przemienny – inwestor może zabezpieczyć zapłatę poprzez gwarancję bankową, ubezpieczeniową, akredytywę lub poręczenie banku. Strony mogą w samej umowie o roboty budowlane ograniczyć to spektrum do jednej, konkretnej formy (np. tylko gwarancji bankowej). Jeśli jednak umowa milczy na ten temat, to decyzja o tym, czy będzie to gwarancja, czy akredytywa, należy wyłącznie do inwestora. Należy również pamiętać, że w przypadku robót dodatkowych prawo do żądania zabezpieczenia powstaje dopiero po pisemnej akceptacji ich zakresu przez inwestora. Brak zachowania formy pisemnej przy uzgadnianiu prac pozakontraktowych może realnie pozbawić wykonawcę możliwości skutecznego ubiegania się o gwarancję zapłaty w tym zakresie.

Gwarancja bankowa i ubezpieczeniowa – ochrona wykonawcy

Są to bez wątpienia najpowszechniejsze formy ochrony wykonawcy, opierające się na autorytecie instytucji zaufania publicznego. Zgodnie z ustawą z 29 sierpnia 1997 r. – Prawo bankowe gwarancja jest narzędziem, w którym bank występuje w roli gwaranta bezpieczeństwa finansowego transakcji. Mechanizm ten uruchamia się w momencie, gdy beneficjent złoży formalne żądanie zapłaty i – co kluczowe – dołączy do niego dokumenty potwierdzające spełnienie warunków określonych w treści gwarancji. To na banku spoczywa wówczas obowiązek wypłaty środków, co może nastąpić bezpośrednio lub poprzez instytucję pośredniczącą.

Choć ustawa z 11 września 2015 r. o działalności ubezpieczeniowej i reasekuracyjnej wymienia gwarancję jako czynność ubezpieczeniową, nie definiuje jej tak precyzyjnie jak prawo bankowe. W praktyce nie ma to jednak większego znaczenia – obie konstrukcje są traktowane jako tożsame. Właśnie dlatego sądy, rozstrzygając spory dotyczące gwarancji ubezpieczeniowych, regularnie i bez oporów sięgają po dorobek orzeczniczy wypracowany na gruncie gwarancji bankowych.

– Z perspektywy inwestora: Ustanowienie gwarancji wymaga posiadania odpowiedniej zdolności kredytowej lub wolnego limitu gwarancyjnego w banku. Jest to o tyle istotne, że każda taka operacja realnie obciąża bilans zamawiającego i może ograniczać jego swobodę w finansowaniu innych projektów. Co więcej, w przypadku gwarancji o charakterze bezwarunkowym inwestor de facto traci kontrolę nad momentem wypłaty środków, co przy braku merytorycznych podstaw do żądania zapłaty staje się dla niego znacznym ryzykiem biznesowym.

– Z perspektywy wykonawcy: Instrument ten jest bardzo bezpieczny, szczególnie gdy ma on charakter abstrakcyjny (płatność na pierwsze żądanie, bez badania stosunku podstawowego). Pozwala to na uniknięcie paraliżujących procesów sądowych. W przypadku braku zapłaty wykonawca zwraca się bowiem bezpośrednio do gwaranta, który wypłaca środki po spełnieniu wymogów formalnych. Taka konstrukcja zapewnia wykonawcy natychmiastowy dostęp do kapitału, niezależnie od ewentualnych sporów dotyczących jakości robót czy kar umownych.

Praktyka rynkowa często skłania wykonawców do żądania gwarancji zapłaty o najbardziej restrykcyjnym charakterze – bezwarunkowych i płatnych na pierwsze żądanie. Warto jednak zachować czujność. Zgodnie z wyrokiem Sądu Najwyższego z 25 listopada 2022 r. (II CSKP 1127/22) takie żądanie, jeśli nie zostanie precyzyjnie zawężone do faktycznego wynagrodzenia umownego, może zostać uznane za nadużycie instrumentu zabezpieczającego. Ryzyko to staje się realne zwłaszcza wtedy, gdy relacje między stronami są poprawne, a sytuacja płatnicza inwestora nie daje podstaw do obaw. W takich przypadkach próba wymuszenia skrajnie szerokiego zabezpieczenia bywa oceniana jako działanie sprzeczne z ustawowym celem art. 649¹ § 1 k.c.

Akredytywa bankowa – zabezpieczenie dokumentowe

Akredytywa bankowa to sformalizowane zabezpieczenie dokumentowe, które w branży budowlanej pełni rolę precyzyjnego mechanizmu „rezerwacji” kapitału pod konkretne etapy prac. W odróżnieniu od klasycznej gwarancji, która zazwyczaj stanowi „polisę na czarny scenariusz”, akredytywa częściej służy jako element bieżącego systemu rozliczeń. W tym modelu bank zobowiązuje się wypłacić środki po przedłożeniu ściśle określonych dokumentów, takich jak bezusterkowe protokoły odbioru.

– Z perspektywy inwestora: Rozwiązanie to wymaga pełnego zabezpieczenia środków na rachunku bankowym lub posiadania wysokiej zdolności kredytowej na otwarcie akredytywy. Choć dla inwestora jest to kosztowne i wiąże kapitał, to daje mu ono gwarancję, że wypłata nastąpi wyłącznie po przedstawieniu dokumentów potwierdzających wykonanie prac zgodnie z narzuconymi wymogami formalnymi.

– Z perspektywy wykonawcy: Jest to rozwiązanie idealne przy projektach o wysokim ryzyku. Wykonawca ma pewność, że bank nie podniesie zarzutów wynikających ze sporów na linii inwestor–wykonawca (np. dotyczących subiektywnej oceny jakości prac), jeśli dokumentacja odbiorowa jest kompletna i w pełni zgodna z warunkami akredytywy. Pozwala to na uniknięcie paraliżujących procesów sądowych i zapewnia płynność finansową po poprawnym zakończeniu danego etapu inwestycji.

Poręczenie bankowe – rozwiązanie rzadko stosowane

Poręczenie bankowe to rozwiązanie oparte na modelu akcesoryjnym, które mimo swojej dostępności na gruncie prawnym w profesjonalnym obrocie budowlanym pojawia się stosunkowo rzadko. Wynika to z jego specyficznej konstrukcji: w przeciwieństwie do samodzielnej gwarancji poręczenie jest nierozerwalnie powiązane z długiem głównym. W praktyce oznacza to, że bank występuje w roli współdłużnika solidarnego inwestora, a zakres jego odpowiedzialności każdorazowo „podąża” za losem zobowiązania podstawowego.

– Z perspektywy wykonawcy: Jest to instrument obiektywnie najsłabszy i obarczony największym ryzykiem procesowym. Bank, działając jako poręczyciel, zachowuje prawo do podnoszenia wszelkich zarzutów, które przysługują samemu inwestorowi – od kwestionowania jakości robót, przez błędy w dokumentacji, aż po zarzuty potrącenia kar umownych. W efekcie droga do odzyskania środków z poręczenia bywa tak samo kręta i czasochłonna jak bezpośrednie dochodzenie roszczeń od kontrahenta przed sądem.

– Z perspektywy inwestora: Choć poręczenie może wydawać się atrakcyjne ze względu na potencjalnie niższe koszty wystawienia, stawia ono zamawiającego w specyficznym świetle. Z jednej strony inwestor zachowuje „bezpiecznik” w postaci możliwości blokowania wypłaty przez bank za pomocą zarzutów merytorycznych, ale z drugiej oferuje partnerowi zabezpieczenie, które w świecie dużych inwestycji jest często postrzegane jako deklaracja o niskiej wartości realnej.

Instrumenty te byłyby jednak niepełne bez instytucji pełniącej rolę swoistej tarczy przed arbitralnością zamawiającego. Równie istotnym mechanizmem obronnym jest zakaz „odwetu” ze strony inwestora, uregulowany w art. 649² § 2 k.c. Przepis ten sprawia, że inwestor nie może skutecznie wykonać prawa do odstąpienia od umowy tylko dlatego, że wykonawca wystąpił z żądaniem zabezpieczenia swojego wynagrodzenia. Ma to zapobiegać sytuacjom, w których wykonawca, obawiając się nagłego zerwania współpracy, rezygnowałby z przysługujących mu ustawowo praw. Warto jednak pamiętać, że w ewentualnym sporze ciężar udowodnienia, iż to właśnie żądanie gwarancji było prawdziwym motywem działania inwestora, spoczywa na wykonawcy. Ocena tych intencji musi być zobiektywizowana i uwzględniać całokształt okoliczności, w tym przede wszystkim sekwencję czasową zdarzeń.

Prawdziwa siła tych przepisów materializuje się w momencie, gdy inwestor ignoruje wezwanie. Jeżeli wykonawca nie uzyska żądanej gwarancji w wyznaczonym terminie – który zgodnie z ustawą nie może być krótszy niż 45 dni – to nabywa on prawo do odstąpienia od umowy z winy inwestora. Takie odstąpienie wywołuje skutki na przyszłość (ex nunc), co oznacza, że wykonawca nie musi zwracać już spełnionych świadczeń, a zachowuje prawo do naprawienia szkody. Brak gwarancji ustawowo uznaje się za przeszkodę w wykonaniu robót z przyczyn dotyczących zamawiającego, co ma kluczowe znaczenie dla rozliczeń finansowych.

W konsekwencji wykonawca może domagać się wypłaty wynagrodzenia mimo niewykonania robót, jeśli tylko wykaże swoją gotowość do ich realizacji. Inwestor zachowuje jedynie prawo do pomniejszenia tej kwoty o to, co wykonawca faktycznie zaoszczędził z powodu przerwania prac. Co ciekawe, w doktrynie pojawia się coraz silniejszy pogląd, że ten mechanizm żądania wynagrodzenia za gotowość (art. 6494 § 3 k.c.) może chronić wykonawcę także przy innych przeszkodach leżących po stronie inwestora, np. przy braku niezbędnych decyzji czy dokumentacji. Należy jednak przestrzec przed pośpiechem formalnym: oświadczenie o odstąpieniu złożone przed upływem pełnych 45 dni od wezwania jest pozbawione skutków prawnych. Dla zachowania tego terminu liczy się moment faktycznego udzielenia gwarancji wykonawcy, a nie jedynie data złożenia przez inwestora zlecenia w banku.

Jak są chronione interesy inwestora

Choć uwaga opinii publicznej i ustawodawcy często skupia się na ochronie wynagrodzenia wykonawcy, to jednak profesjonalny obrót budowlany wypracował równie silne mechanizmy chroniące drugą stronę procesu.

Warto wyraźnie zaznaczyć, że o ile gwarancja zapłaty jest ustawowym przywilejem wykonawcy, o tyle instrumenty chroniące zamawiającego przed ryzykiem niewykonania kontraktu nie wynikają z przepisów kodeksu cywilnego. Ich źródłem jest zasada swobody umów (art. 353¹ k.c.) oraz ukształtowana przez lata praktyka rynkowa, która pozwala inwestorom mitygować ryzyka na każdym etapie inwestycji.

Powszechny model ochrony inwestora opiera się na trzech rodzajach gwarancji, dopasowanych do kluczowych etapów inwestycji.

Gwarancja zwrotu zaliczki

Służy ona zabezpieczeniu roszczeń o zwrot środków przekazanych wykonawcy na poczet rozpoczęcia robót. Jeśli wykonawca nie przystąpi do prac lub nie rozliczy otrzymanej wpłaty zgodnie z umową, to inwestor może odzyskać wyłożony kapitał bezpośrednio od gwaranta (banku lub ubezpieczyciela). Kwota tej gwarancji zazwyczaj precyzyjnie odpowiada wartości przekazanej zaliczki i wygasa wraz z jej pełnym rozliczeniem w kolejnych fakturach.

Gwarancja należytego (dobrego) wykonania

To kluczowy instrument chroniący inwestora na etapie samej budowy. Zabezpiecza on rzetelne wykonanie nie tylko samych robót, ale i wszystkich pozostałych obowiązków kontraktowych (np. utrzymania terminowości). Standard rynkowy przewiduje tu kwotę odpowiadającą 5–10 proc. całkowitego wynagrodzenia. Okres jej obowiązywania kończy się zazwyczaj wraz z podpisaniem bezusterkowego protokołu odbioru końcowego.

Gwarancja usunięcia wad i usterek

Zabezpiecza interes inwestora po zakończeniu budowy, w okresie rękojmi lub gwarancji jakości. Podobnie jak przy należytym wykonaniu jej wartość opiewa zazwyczaj na 5–10 proc. wynagrodzenia. W zaawansowanych kontraktach coraz częściej stosuje się tzw. schodkowanie, czyli stopniowe redukowanie kwoty gwarancji wraz z upływem czasu lub różnicowanie terminów jej wygasania dla poszczególnych elementów obiektu (np. dachu, instalacji czy zieleni).

Kaucja gwarancyjna – zabezpieczenie wierzytelności z tytułu rękojmi lub gwarancji

Kaucja gwarancyjna jest sposobem zabezpieczenia wierzytelności z tytułu rękojmi za wady wykonanego obiektu lub z tytułu gwarancji jakości obiektu. W praktyce oznacza to, że inwestor zatrzymuje część umówionego wynagrodzenia do czasu upływu ustalonego przez strony terminu. Jeżeli przed jego upływem ujawnią się wady i nie zostaną one usunięte przez wykonawcę, to inwestor pokrywa koszty ich usunięcia z kaucji gwarancyjnej. Jeżeli zaś w tym okresie rękojmi wady nie zostaną ujawnione, to kaucja podlega zwrotowi.

Choć „kaucja gwarancyjna” jest terminem powszechnie używanym na placach budowy, to w kodeksie cywilnym próżno szukać jej definicji. W praktyce orzeczniczej przyjmuje się, że jest to tzw. umowa nienazwana, konstruowana na podstawie zasady swobody umów (art. 3531 k.c.). Kluczowe dla stron kontraktu jest jednak to, jak sądy interpretują jej relację względem samej umowy o roboty budowlane.

Dominujący pogląd (m.in. wyrok SN z 17 lipca 2009 r., IV CSK 83/09) wskazuje na autonomię tego zabezpieczenia. Według tej koncepcji mamy do czynienia z odrębną merytorycznie „umową kaucji”, która jedynie funkcjonalnie towarzyszy głównemu zobowiązaniu. Takie podejście jest uzasadnione celem zabezpieczenia – kaucja ma przecież „żyć” i regulować relacje stron często długo po tym, jak same roboty budowlane zostaną zakończone i rozliczone.

Warto jednak odnotować pewne rozbieżności w orzecznictwie. Przykładowo, w wyroku z 12 stycznia 2006 r. (II CK 336/05) Sąd Najwyższy dopatrywał się źródła roszczenia o zwrot środków bezpośrednio w umowie o roboty budowlane. Z perspektywy praktycznej bezpieczniej jest jednak przyjąć tezę o odrębności kaucji. Pozwala to na precyzyjne ukształtowanie zasad jej zwrotu lub przepadku, niezależnie od losów samego wynagrodzenia za prace.

Niewątpliwie jest to instytucja bardzo korzystna dla inwestora, podczas gdy dla wykonawcy jest to jeden z najmniej korzystnych środków zabezpieczenia należytego wykonania umowy. W przeciwieństwie do gwarancji bankowej kaucja gwarancyjna uderza bezpośrednio w bieżącą płynność finansową przedsiębiorstwa.

Choć kaucja gotówkowa wydaje się najprostszą formą zabezpieczenia, to w praktyce biznesowej często staje się dla wykonawcy ciężarem nieproporcjonalnym do skali kontraktu. Analizując treść umowy, warto patrzeć na nią nie tylko przez pryzmat paragrafów, ale przede wszystkim przez pryzmat ryzyk operacyjnych.

– Ryzyko kredytowania inwestora:

Zatrzymanie kaucji z wynagrodzenia to w rzeczywistości udzielenie inwestorowi nieoprocentowanego kredytu. W dobie wysokiej inflacji i zmiennych stóp procentowych kwota zamrożona na pięć lat w okresie rękojmi traci realną wartość nabywczą. Dla firmy budowlanej oznacza to realny koszt utraconych korzyści – te same środki mogłyby pracować na innym kontrakcie lub redukować koszty finansowania zewnętrznego.

– Ekspozycja na niewypłacalność kontrahenta

To najpoważniejsze zagrożenie, o którym często zapomina się w fazie „miodowego miesiąca” przy podpisywaniu kontraktu. Kaucja wpłacona na rachunek inwestora (lub przez niego zatrzymana) przestaje być środkiem wykonawcy i staje się częścią majątku zamawiającego. W czarnym scenariuszu – upadłości inwestora – wykonawca rzadko odzyskuje te środki w całości. Trafia on do odległej kategorii wierzycieli, a kaucja, zamiast chronić jakość robót, zasila masę upadłościową na potrzeby innych zobowiązań.

– Iluzoryczna kontrola nad środkami

W przypadku gwarancji bankowej między inwestorem a pieniędzmi stoi instytucja finansowa, która weryfikuje formalną poprawność żądania wypłaty. Przy kaucji gotówkowej ten „bufor” znika. Inwestor jest sędzią we własnej sprawie – może dokonać potrącenia z kaucji na poczet rzekomych napraw usterek bez konieczności udowadniania ich zasadności przed podmiotem trzecim. To wykonawca zostaje zmuszony do wytoczenia powództwa o zwrot środków, co oznacza wieloletni proces i wysokie koszty zastępstwa procesowego.

– Kumulacja zabezpieczeń (Overcollateralization)

Praktycznym błędem jest dopuszczenie do sytuacji, w której kaucja gotówkowa współistnieje z innymi formami zabezpieczenia. Brak precyzyjnych zapisów o tzw. klauzulach zamiennych sprawia, że wykonawca „mrozi” kapitał w kaucji, a jednocześnie blokuje limity kredytowe pod gwarancje ubezpieczeniowe. Takie podwójne obciążenie może stać się bezpośrednią przyczyną utraty płynności finansowej przy dużych projektach.

Należy także pamiętać, że niefortunne sformułowanie klauzuli o kaucji może rodzić spory z fiskusem co do momentu powstania obowiązku w VAT. Dlatego w umowach warto wyraźnie rozróżnić, czy kaucja jest realną wpłatą gotówkową, czy jedynie czasowym zatrzymaniem części należnego wynagrodzenia.

Zabezpieczenia w praktyce – krótki poradnik i wzory klauzul

Sama znajomość przepisów kodeksu cywilnego to dopiero połowa sukcesu. W procesie inwestycyjnym kluczowe jest sprawne przełożenie ustawowych uprawnień na konkretne zapisy umowne, które będą chronić interesy firmy w sytuacjach spornych.

Przedstawiamy zestawienie sprawdzonych klauzul umownych, podzielone na perspektywę inwestora i wykonawcy. Zestawienie to pełni rolę praktycznego drogowskazu – pozwala inwestorom skutecznie zabezpieczyć jakość robót, a wykonawcom zagwarantować terminowość wypłat i ochronę płynności finansowej. Trzeba jednak pamiętać, aby przed podpisaniem umowy zawsze zweryfikować treść samego dokumentu gwarancji (tzw. wzór gwarancji), który wystawi bank. Nawet najlepsza klauzula w kontrakcie nie pomoże, jeśli treść samej gwarancji będzie zawierać kruczki prawne utrudniające wypłatę środków.

PAKIET DLA WYKONAWCY: Ochrona płatności i gotówki

1. Żądanie gwarancji zapłaty (ustawowe prawo z art. 6491 k.c.)

„Wykonawca ma prawo w każdym czasie żądać od inwestora udzielenia gwarancji zapłaty za roboty budowlane do wysokości ewentualnego roszczenia z tytułu wynagrodzenia wynikającego z umowy oraz robót dodatkowych zaakceptowanych przez inwestora na piśmie pod rygorem nieważności. Inwestor udzieli gwarancji w formie nieodwołalnej i bezwarunkowej gwarancji bankowej lub ubezpieczeniowej płatnej na pierwsze żądanie, w terminie 45 dni od dnia otrzymania wezwania”.

2. Zamiana kaucji na gwarancję (uwolnienie „zamrożonego” kapitału)

„Wykonawca jest uprawniony w każdym  czasie do zastąpienia kwot zatrzymanych przez Inwestora na poczet kaucji gwarancyjnej (zabezpieczenia należytego wykonania oraz usunięcia wad i usterek) bezwarunkową i nieodwołalną gwarancją bankową lub ubezpieczeniową. Inwestor zobowiązuje się zwrócić wykonawcy zatrzymane kwoty gotówkowe w terminie 7 dni od dnia otrzymania i zaakceptowania oryginału dokumentu gwarancji”.

3. Podział kosztów gwarancji zapłaty (zgodnie z art. 6491 k.c.)

„Udokumentowane koszty ustanowienia gwarancji zapłaty obciążają strony w częściach równych. Inwestor ma prawo do zwrotu 50 proc. poniesionych kosztów (prowizji bankowej/ubezpieczeniowej) na podstawie noty obciążeniowej, do której załączone zostanie potwierdzenie poniesienia wydatku przez inwestora”.

PAKIET DLA INWESTORA: Ochrona jakości i wykonania inwestycji

1. Gwarancja należytego wykonania i usunięcia wad

„Wykonawca w terminie 7 dni od podpisania umowy dostarczy inwestorowi bezwarunkową, nieodwołalną i płatną na pierwsze żądanie gwarancję bankową lub ubezpieczeniową należytego wykonania umowy na kwotę stanowiącą 10 proc. wynagrodzenia brutto. Po odbiorze końcowym kwota gwarancji zostanie zredukowana do wysokości 5 proc. wynagrodzenia brutto i będzie służyć zabezpieczeniu roszczeń z tytułu rękojmi i gwarancji jakości przez okres [X] miesięcy”.

2. Kaucja gwarancyjna (zabezpieczenie gotówkowe)

„Inwestor jest uprawniony do zatrzymania z każdej faktury części wynagrodzenia brutto Wykonawcy w wysokości [ * ] proc. tytułem kaucji gwarancyjnej na zabezpieczenie roszczeń z tytułu należytego wykonania robót oraz usunięcia wad i usterek. Kaucja gotówkowa nie podlega oprocentowaniu i zostanie zwrócona w terminie 15 dni po bezusterkowym odbiorze końcowym (w części dotyczącej wykonania) oraz 15 dni po upływie okresu rękojmi (w części dotyczącej wad)”.

3. Gwarancja zwrotu zaliczki

„Warunkiem wypłaty zaliczki jest dostarczenie przez wykonawcę bezwarunkowej i płatnej na pierwsze żądanie gwarancji bankowej lub ubezpieczeniowej zwrotu zaliczki opiewającej na pełną kwotę brutto przyznanej zaliczki. Gwarancja będzie wygasać proporcjonalnie wraz z rozliczaniem zaliczki w kolejnych fakturach częściowych”.

Komentarz

Michalina Woch – adwokat w Gardocki i Partnerzy Adwokaci i Radcowie Prawni

Zarówno gwarancje bankowe, jak i kaucje gotówkowe mają jeden wspólny cel: stabilizację procesu inwestycyjnego. Kluczem do bezpiecznego kontraktu jest jednak zrozumienie, że bezpieczeństwo jednej strony nie może oznaczać paraliżu finansowego drugiej.

Dla inwestora optymalnym modelem pozostaje katalog gwarancji bankowych, które dają mu pewność wypłaty „na pierwsze żądanie” bez angażowania się w spory o zasadność usterki. Z kolei dla wykonawcy fundamentem bezpieczeństwa jest świadomość istnienia ustawowej gwarancji zapłaty. Choć w codziennej praktyce bywa ona traktowana jako narzędzie „atomowe”, jej obecność w kodeksie cywilnym skutecznie dyscyplinuje inwestorów do terminowego regulowania zobowiązań.

W dobie dynamicznych zmian rynkowych sukces inwestycji budowlanej zależy nie od surowości zapisów, ale od umiejętnego doboru narzędzi. Zastępowanie kaucji gotówkowych gwarancjami ubezpieczeniowymi czy partnerski podział kosztów zabezpieczeń płatności to kierunki, które pozwalają budować relacje oparte na zaufaniu, a nie jedynie na lęku przed ryzykiem.

Teczka papierowa czy e-teczka – co wybrać w nowoczesnej kancelarii?

W dzisiejszych czasach, gdy technologia rozwija się w zawrotnym tempie, branża prawnicza nie może pozostać w tyle. Wyzwania związane z efektywnością pracy, zarządzaniem dokumentacją oraz ochroną danych osobowych skłaniają do poszukiwania innowacyjnych rozwiązań. Jednym z najważniejszych wyborów, przed którym stają kancelarie prawne, jest decyzja o tym, czy korzystać z tradycyjnej teczki papierowej, czy może przenieść całą dokumentację do e-teczki. Obie opcje mają swoje zalety i wady, ale to, która z nich jest bardziej odpowiednia, zależy od potrzeb konkretnej kancelarii.

Teczka papierowa – tradycja w nowoczesnym świecie

Teczka papierowa, mimo że kojarzy się z tradycją, wciąż jest szeroko wykorzystywana w wielu kancelariach prawnych. Przez lata była podstawowym narzędziem pracy prawników, umożliwiającym przechowywanie i organizowanie dokumentów, a także ich szybkie przeglądanie. Do jej zalet można zaliczyć:

  • Bezpośredni dostęp do dokumentów – teczka papierowa daje natychmiastowy dostęp do dokumentów, bez potrzeby uruchamiania urządzeń czy logowania się do systemów komputerowych. To rozwiązanie, które sprawdza się w pracy kancelarii, gdzie dokumenty często są przeglądane na miejscu, podczas spotkań z klientami czy negocjacji.
  • Przechowywanie oryginałów – w wielu przypadkach konieczne jest przechowywanie oryginalnych dokumentów. Teczki papierowe pozwalają na łatwe archiwizowanie dokumentów, które muszą być przechowywane w formie fizycznej.
  • Prostota – wciąż wiele osób czuje większy komfort pracy z fizycznymi dokumentami niż z plikami cyfrowymi. Teczki papierowe nie wymagają specjalistycznego oprogramowania ani umiejętności technicznych.

Jednakże, pomimo tych zalet, teczki papierowe niosą ze sobą pewne wyzwania:

  • Brak miejsca – w miarę jak kancelaria rośnie, potrzeba miejsca na przechowywanie dokumentów staje się coraz większa. Fizyczne archiwum wkrótce może przestać wystarczać.
  • Bezpieczeństwo – przechowywanie papierowych dokumentów wiąże się z ryzykiem ich zgubienia, zniszczenia czy kradzieży. Dodatkowo, brak odpowiednich procedur ochrony może prowadzić do naruszenia poufności danych.

E-teczka – przyszłość zarządzania dokumentami

E-teczka to cyfrowa alternatywa dla tradycyjnej teczki papierowej, która umożliwia przechowywanie, organizowanie i udostępnianie dokumentów w formie elektronicznej. Wśród jej największych zalet warto wymienić:

  • Oszczędność miejsca – dokumenty przechowywane w formie elektronicznej nie wymagają fizycznej przestrzeni. Dzięki chmurowym systemom archiwizacji, kancelarie mogą przechowywać setki, a nawet tysiące akt w formie cyfrowej, bez potrzeby zajmowania cennego miejsca.
  • Zwiększona efektywność – praca z dokumentami elektronicznymi jest szybka i wygodna. Dzięki odpowiednim narzędziom prawnicy mogą w prosty sposób wyszukiwać, edytować i udostępniać pliki, co znacząco zwiększa efektywność pracy kancelarii.
  • Bezpieczeństwo – e-teczki zapewniają wyższy poziom bezpieczeństwa, dzięki szyfrowaniu danych, systemom tworzenia kopii zapasowych oraz kontroli dostępu. Możliwość ustawienia odpowiednich uprawnień do plików oraz audytowanie działań na dokumentach sprawia, że dane są lepiej chronione przed dostępem osób niepowołanych.
  • Dostępność – dokumenty przechowywane w e-teczkach mogą być dostępne z dowolnego miejsca i o dowolnej porze. To idealne rozwiązanie dla kancelarii, które współpracują z klientami międzynarodowymi lub potrzebują elastyczności w zakresie pracy zdalnej.

Co wybrać?

Wybór między teczką papierową a e-teczką zależy przede wszystkim od specyfiki danej kancelarii oraz jej potrzeb. Oto kilka kwestii, które warto wziąć pod uwagę:

  1. Rodzaj działalności – jeśli kancelaria specjalizuje się w obszarze, w którym wymagana jest archiwizacja oryginałów dokumentów (np. sprawy dotyczące nieruchomości), tradycyjna teczka papierowa może być koniecznością. W innych przypadkach e-teczka będzie wystarczająca.
  2. Skala działalności – mała kancelaria może spokojnie funkcjonować w oparciu o teczki papierowe, natomiast duże firmy prawnicze, obsługujące tysiące spraw, z pewnością skorzystają z cyfrowych narzędzi.
  3. Budżet i inwestycje w technologie – przejście na systemy elektroniczne wiąże się z pewnymi kosztami początkowymi, w tym zakupem odpowiednich narzędzi do zarządzania dokumentami oraz przeszkoleniem pracowników. Jednak w dłuższym czasie inwestycja ta może okazać się bardziej opłacalna.

Podsumowanie

Wybór pomiędzy teczką papierową a e-teczką zależy od wielu czynników, takich jak rodzaj działalności kancelarii, jej skala oraz potrzeba dostosowania się do dynamicznych zmian technologicznych. E-teczki zyskują coraz większą popularność dzięki swojej wygodzie, oszczędnościom oraz wyższemu poziomowi bezpieczeństwa. Z kolei teczki papierowe wciąż mają swoje miejsce, szczególnie w sytuacjach, gdzie konieczne jest przechowywanie oryginalnych dokumentów w formie fizycznej. Jedno jest pewne – kancelarie, które zdecydują się na digitalizację swoich procesów, zyskają przewagę konkurencyjną, poprawiając swoją efektywność i dostosowując się do wymagań współczesnego rynku.

Umowa o roboty budowlane w zamówieniach publicznych – ryzyka i obowiązki wykonawcy

Do umowy o roboty budowlane zawieranej przez jednostki sektora finansów publicznych, po przeprowadzeniu postępowania o udzielenie zamówienia, mają zastosowanie przepisy ustawy – Prawo zamówień publicznych. Umowa taka wymaga od wykonawcy podwyższonej staranności zawodowej, obejmującej weryfikację dokumentacji i aktywne współdziałanie z zamawiającym – pisze Michalina Woch, adwokat w Gardocki i Partnerzy Adwokaci i Radcowie Prawni.

Przepisy prawa zamówień publicznych zawierają autonomiczną definicję pojęcia robót budowlanych, która została sformułowana w art. 7 pkt 21 ustawy – Prawo zamówień publicznych (dalej: p.z.p.), zgodnie z którą przez pojęcie robót budowlanych należy rozumieć:

wykonanie albo zaprojektowanie i wykonanie robót budowlanych, określonych w załączniku II do dyrektywy 2014/24/UE, w załączniku I do dyrektywy 2014/25/UE oraz objętych działem 45 załącznika I do rozporządzenia (WE) nr 2195/2002 Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 5 listopada 2002 r. w sprawie Wspólnego Słownika Zamówień (CPV) (Dz. Urz. WE L 340 z 16.12.2002, str. 1, z późn. zm.), zwanego dalej „Wspólnym Słownikiem Zamówień”, lub obiektu budowlanego, a także realizację obiektu budowlanego za pomocą dowolnych środków, zgodnie z wymaganiami określonymi przez zamawiającego.

Jest to definicja odmienna od tej określonej w art. 3 pkt 7 ustawy – Prawo budowlane. Przepisy prawa budowlanego przewidują, że pod pojęciem robót budowlanych należy rozumieć budowę, a także prace polegające na przebudowie, montażu, remoncie lub rozbiórce obiektu budowlanego. Zgodnie zaś z art. 647 kodeksu cywilnego (k.c.), przez umowę o roboty budowlane wykonawca zobowiązuje się do oddania przewidzianego w umowie obiektu, wykonanego zgodnie z projektem i z zasadami wiedzy technicznej, a inwestor zobowiązuje się do dokonania wymaganych przez właściwe przepisy czynności związanych z przygotowaniem robót, w szczególności do przekazania terenu budowy i dostarczenia projektu, oraz do odebrania obiektu i zapłaty umówionego wynagrodzenia.

Odmienność powyższych regulacji wynika z charakteru zamówienia publicznego, bowiem najistotniejsze z punktu widzenia p.z.p. jest określenie zakresu zamówienia, którego przedmiotem mają być roboty budowlane w zamówieniach publicznych, a nie stricte aspekty techniczne przedmiotu umowy. Wypowiedział się o tym również Sąd Najwyższy, który w wyroku z 16 września 2009 r. (sygn. II CSK 104/09) stwierdził, że: „wspomniane przepisy nie są ze sobą sprzeczne, zaś określenie robót budowlanych w prawie zamówień publicznych obejmuje więcej stanów faktycznych i związanych z tym konsekwencji prawnych, niż art. 647 k.c. dlatego, że odwołuje się do pojęć właściwych dla ustawy – Prawo budowlane”. Intencja wyroku, pomimo zmiany przepisów prawa zamówień publicznych, nadal zachowuje aktualność; przepisy prawa zamówień publicznych nie są sprzeczne z przepisami kodeksu cywilnego i obejmują więcej stanów faktycznych. Tak właśnie konstruowana jest każda umowa o roboty budowlane w zamówieniach publicznych.

Obowiązki wykonawcy umowy o roboty budowlane zawartej na gruncie przepisów p.z.p.

Jeśli chodzi o obowiązki wykonawcy, prawo budowlane kształtuje je w następujący sposób: zamawiający i wykonawca są zobowiązani współdziałać przy wykonaniu umowy w sprawie zamówienia publicznego, w celu należytej realizacji zamówienia. Z uwagi na charakter umowy zawartej na gruncie prawa zamówień publicznych, a także fakt, że często są to inwestycje wieloletnie, współdziałanie stron umowy jest niezwykle istotne dla jej prawidłowej realizacji.

Wyspecjalizowani wykonawcy robót budowlanych na gruncie p.z.p. mogą samodzielnie wykonać zadanie jako generalny wykonawca, jak również skorzystać z usług innych podmiotów, będących podwykonawcami. Po otrzymaniu dokumentacji projektowej wykonawca ma obowiązek sprawdzenia kompletności dostarczonych dokumentów, zatwierdzenia ich przez właściwe organy oraz wskazania wad lub błędów, które da się wykryć przy zachowaniu należytej staranności. W przypadku odnalezienia jakichkolwiek nieprawidłowości ma on obowiązek niezwłocznie poinformować o tym inwestora. Przy tym wykonawca nie ma obowiązku badania poprawności przyjętych w projekcie założeń i obliczeń.

W trakcie realizacji umowy, wykonawca ma obowiązek realizować określony sposób wykonywania robót budowlanych, władać terenem budowy w interesie zamawiającego i podejmować czynności związane z prowadzeniem robót, zapewnieniem ich prawidłowej realizacji, przy zachowaniu odpowiednich zasad bezpieczeństwa i porządku. Działaniom podejmowanym przez wykonawcę przyświeca przedmiot zawartej umowy – wykonania obiektu i oddania go zamawiającemu wraz z przekazanym uprzednio terenem. Na gruncie zawartej umowy na obowiązki wykonawcy robót budowlanych mogą składać się również szczególne świadczenia, takie jak konieczność wykonania niektórych czynności przygotowawczych, zabezpieczenia należytego wykonania umowy, udzielania gwarancji i innych świadczeń, w szczególności tych niepieniężnych.

Ryzyka wykonawcy

W pierwszej kolejności należy wskazać, że ryzykiem wykonawcy są błędy, niejasności dokumentacji projektowej sporządzonej przez zamawiającego. Należy pamiętać, by nie utożsamiać wykonawcy, który ma jedynie „zbudować” przedmiot umowy z projektantem, który ma za zadanie opracować dokumentację projektową, chyba że mamy do czynienia z formułą „zaprojektuj i wybuduj”. Kolejnym ryzykiem, z jakim może zmierzyć się wykonawca, jest opóźnienie zamawiającego z przekazaniem terenu pod budowę, czy też zwłoka z przekazaniem dokumentacji projektowej. W takiej sytuacji wykonawca może mieć problem, aby zachować terminowy sposób wykonywania robót budowlanych i zrealizować umowę zgodnie z harmonogramem prac.

Kolejnym ryzykiem wykonawcy jest możliwość utożsamienia przez zamawiającego terminu wykonania robót z terminem podpisania bezusterkowego końcowego protokołu odbioru robót. Zgodnie z ugruntowanym orzecznictwem odbiór robót budowlanych, które spełniają cechy zamówienia określone w umowie, stanowi obowiązek zamawiającego. Na ten obowiązek nie ma wpływu ewentualne posiadanie przez te roboty nieistotnych wad, usterek i niedoróbek. Zgodnie z wyrokiem Sądu Najwyższego z 7 marca 2013 r. (sygn. II CSK 476/12) odmowa odbioru robót znajdowałaby uzasadnienie jedynie w przypadku, gdy przedmiot umowy będzie mógł być kwalifikowany jako wykonany niezgodnie z projektem i zasadami wiedzy technicznej lub wady będą na tyle istotne, że obiekt nie będzie się nadawał do użytkowania.

Najdalej idącym ryzykiem wykonawcy na gruncie umowy o roboty budowlane zawartej w trybie zamówień publicznych jest możliwość odstąpienia od umowy przez zamawiającego. Ustawa  p.z.p. przewiduje konkretne przesłanki, które zezwalają zamawiającemu na odstąpienie od zawartej umowy. Art. 456 p.z.p. przyznaje zamawiającemu prawo do odstąpienia od umowy lub jej części z przyczyn zaistniałych przed lub po jej zawarciu. Głównym celem jest ochrona interesu publicznego. Uprawnienie to działa niezależnie od przepisów kodeksu cywilnego i pełni funkcje ochronne.

Przesłanki odstąpienia są następujące:

  • Istotna zmiana okoliczności i interes publiczny (art. 456 ust. 1 pkt 1 p.z.p.): Dalsze wykonanie umowy nie leży w interesie publicznym lub zagraża podstawowemu bezpieczeństwu państwa w wyniku nieprzewidywalnej istotnej zmiany okoliczności. Odstąpienie następuje ze skutkiem na przyszłość (ex nunc). Zamawiający ma na to 30 dni od powzięcia wiadomości o zmianie.
  • Naruszenie zasad konkurencyjności (art. 456 ust. 1 pkt 2 p.z.p.): Bezprawna zmiana umowy (lit. a) – skutek wsteczny (ex tunc); istnienie obligatoryjnych podstaw wykluczenia wykonawcy (lit. b) w momencie zawarcia umowy – skutek wsteczny (ex tunc); udzielenie zamówienia z naruszeniem prawa UE (lit. c).
  • W razie odstąpienia na podstawie art. 456 ust. 1 p.z.p., wykonawca może żądać wyłącznie wynagrodzenia należnego z tytułu wykonania części umowy. Ponadto, należy zwrócić uwagę na art. 465 ust. 7 p.z.p., zgodnie z którym konieczność wielokrotnego dokonywania przez zamawiającego bezpośredniej zapłaty podwykonawcy lub dalszemu podwykonawcy, lub dokonania takich bezpośrednich zapłat na sumę większą niż 5 proc. wartości umowy, może stanowić samodzielną podstawę do odstąpienia od umowy przez zamawiającego.

Podsumowanie

Umowa o roboty budowlane w zamówieniach publicznych wymaga od wykonawcy podwyższonej staranności zawodowej, obejmującej weryfikację dokumentacji i aktywne współdziałanie z zamawiającym. Głównym ryzykiem dla wykonawcy jest jednostronne prawo zamawiającego do odstąpienia (art. 456 p.z.p.) w celu ochrony interesu publicznego. W przypadku odstąpienia, wykonawca może żądać wyłącznie wynagrodzenia za zrealizowaną część robót, co znacząco ogranicza jego roszczenia odszkodowawcze.

Wyrok TSUE: kredyt hipoteczny oparty o WIBOR

W dniu 12 lutego 2026 r. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wydał wyrok w sprawie C-471/24 dotyczącej kredytu hipotecznego opartego na WIBOR (spór konsumenta z PKO BP S.A.). Z perspektywy sektora bankowego to jedno z ważniejszych rozstrzygnięć w sporach wokół wskaźników referencyjnych ostatnich lat – porządkujące granice między kontrolą abuzywności a systemową regulacją rynku finansowego.

Najistotniejszy wniosek z wyroku jest taki, że wymóg przejrzystości nie oznacza obowiązku szczegółowego wyjaśniania przez bank metodologii wskaźnika referencyjnego. Jeżeli kredytodawca wypełnił obowiązki informacyjne wynikające z dyrektywy hipotecznej 2014/17, nie ma on obowiązku tłumaczyć konstrukcji WIBOR, algorytmów czy struktury danych wejściowych. Według Trybunału transparentność stopy procentowej nie oznacza obowiązku edukowania klienta w zakresie mechaniki benchmarku.

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wyraźnie rozdzielił dwie sfery: relację kontraktową bank–konsument oraz regulacyjny reżim funkcjonowania wskaźników referencyjnych wynikający z rozporządzenia 2016/1011 (BMR). Jeśli wskaźnik działa w rygorze rozporządzenia, pod nadzorem i w oparciu o przewidziane tam mechanizmy kontroli, to jego model nie może być podważany w ramach oceny abuzywności konkretnej klauzuli kredytowej.

W praktyce przełomowe jest również stanowisko Trybunału dotyczące samej budowy wskaźnika – TSUE wprost wskazał, że jeżeli w momencie zawarcia umowy był on zgodny z rozporządzeniem, to jego konstrukcyjne cechy nie mogą być automatycznie traktowane jako źródło abuzywności i nie można poprzez spór o pojedynczą umowę „rozmontowywać” modelu wskaźnika, który funkcjonuje w ramach szczegółowo uregulowanego i nadzorowanego systemu unijnego.

TSUE podkreślił, że rozporządzenie 2016/1011 tworzy kompleksowy system, a ocena rzetelności wskaźnika należy do sfery regulacyjnej, a nie do cywilnej kontroli relacji kontraktowej. Dla banków to kluczowe potwierdzenie, że stosowanie regulowanego i nadzorowanego benchmarku nie jest samo w sobie wadliwe ani sprzeczne z zasadami współżycia społecznego oraz wymogiem dobrej wiary.

Trybunał potwierdził, że klauzula „WIBOR + marża” nie jest automatycznie wyłączona spod kontroli na gruncie dyrektywy 93/13 i co do zasady może podlegać ocenie sądu krajowego. Wyrok nie zamyka całkowicie drogi do badania konkretnego przypadku – sąd krajowy nadal ocenia całość relacji i sposób realizacji obowiązków informacyjnych.

Jednak fundamentalny argument oparty na braku spełnienia obowiązku informacyjnego w odniesieniu do metodologii wskaźnika WIBOR oraz samego sposobu jego przeliczenia został wyraźnie osłabiony. To istotny sygnał dla sektora, szczególnie w kontekście narastającej liczby sporów dotyczących wskaźnika WIBOR.

Technologia wspiera, ale to wiedza ekspercka zabezpiecza biznes leasingowy

Postępująca digitalizacja branży leasingowej zmienia sposób zarządzania procesami, danymi i ryzykiem. Automatyzacja zwiększa efektywność operacyjną, ale nie zastępuje wiedzy, doświadczenia i odpowiedzialności ekspertów prawnych, którzy rozumieją specyfikę leasingu oraz realne zagrożenia związane z ochroną aktywów. W świecie, w którym technologia jest powszechnie dostępna, to właśnie wiedza ekspercka staje się kluczowym elementem bezpieczeństwa biznesu.

Top eksperci prawni, znający realia leasingu, budują dziś trwałą przewagę konkurencyjną spółek leasingowych, dbając o bezpieczeństwo aktywów i utrzymanie niskich kosztów ryzyka. Technologia przyspiesza procesy – ale to człowiek podejmuje decyzje, które chronią biznes.

Skala rynku leasingowego a odpowiedzialność za decyzje

Branża leasingowa odgrywa kluczową rolę w finansowaniu rozwoju przedsiębiorstw, napędzając polską gospodarkę. W 2025 roku leasing sfinansował aktywa o wartości 119,5 miliarda złotych, które zostały oddane polskim przedsiębiorcom w podziale: 56,4 % pojazdy lekkie, 16.5 % pojazdy ciężarowe, 22,3 % maszyny i urządzenia, 0,7 % nieruchomości i 4,1 % pozostałych ruchomości, przy czym głównymi odbiorcami leasingu w 2025r. były mikro i małe firmy aż w 70,9 %. – wynika z danych Związku Polskiego Leasingu (ZPL).

Mówimy więc o aktywach o ogromnej wartości, które realnie stanowią zabezpieczenie interesów spółek leasingowych.

Przy takiej skali finansowania ochrona aktywów oraz właściwe zarządzanie ryzykiem prawnym przestają być kwestią operacyjną – stają się zagadnieniem strategicznym. Jedna nietrafna decyzja na poziomie treści umowy, czy procesowa, opóźniona reakcja czy błędnie dobrana ścieżka prawna może skutkować istotnymi stratami finansowymi, utratą aktywów lub długotrwałym sporem, którego koszty znacząco przewyższą pierwotne oszczędności.

Technologia a wiedza ekspercka: komplementarne role

Współczesne zarządzanie ryzykiem prawnym w leasingu opiera się na ścisłej współpracy technologii i wiedzy eksperckiej, jednak ich role nie są równoważne. Technologia zwiększa szybkość działania, dostęp do danych i efektywność operacyjną, natomiast wartość merytoryczną, odpowiedzialność i zdolność podejmowania decyzji o wysokiej wadze biznesowej wnosi ekspert prawny.

Automatyzacja pozwala szybciej identyfikować ryzykowne zdarzenia, porządkować informacje i dane, wspierać proces decyzyjny, ale nie zastępuje oceny prawnej, doświadczenia ani odpowiedzialności za skutki biznesowe decyzji. To ekspert prawny decyduje o konstrukcji treści umowy w oparciu o którą aktywo jest oddawane do korzystania, o wyborze najlepszej ścieżki postępowania w sytuacjach kryzysowych, zabezpieczeniu aktywów, uruchomieniu właściwych procedur cywilnych lub karnych.

Eksperta prawnego technologia nie zastąpi, ponieważ to nie system operacyjny tworzy wartość ochrony biznesu – on jedynie umożliwia jej szybsze i skuteczniejsze dostarczenie.

Momenty krytyczne, w których technologia nie wystarcza

Największe ryzyko w leasingu materializuje się nie w prostych procesach operacyjnych, lecz w momentach krytycznych tj.: gdy umowę leasingu trzeba wypowiedzieć z winy kontrahenta i dochodzi do zagrożenia utraty aktywa, gdy konieczne jest szybkie zabezpieczenie majątku, gdy sprawa wymaga wszczęcia właściwego postępowania cywilnego lub karnego, gdy niezbędna jest współpraca z syndykiem, zarządcą, komornikiem, prokuraturą lub organami ścigania.

Technologia nie przesłucha świadka, nie stawi się na kluczowym posiedzeniu w sądzie, nie przekona policji czy prokuratora do decyzji w sprawie zabezpieczenia majątku wartego miliony złotych i nie oceni, który krok procesowy w danym momencie minimalizuje ryzyko biznesowe. To rola eksperta prawnego, który rozumie zarówno prawo, jak i realia leasingu.

Dlaczego doświadczenie branżowe ma kluczowe znaczenie

Największą wartość w branży leasingowej tworzą eksperci, którzy pracują z leasingiem na co dzień i znają jego specyfikę: cel biznesowy umów, znaczenie aktywów jako zabezpieczenia, typowe schematy ryzyka oraz realia współpracy z klientami.

Doświadczenie branżowe pozwala trafnie ocenić ryzyko na wczesnym etapie, dobrać właściwe narzędzia prawne do konkretnej sytuacji, działać szybko i adekwatnie w momentach krytycznych, chronić aktywa w sposób realnie minimalizujący straty.

Inwestowanie w ekspertów jako strategiczna decyzja

Korzystanie z top ekspertów prawnym nie jest kosztem – to strategiczna inwestycja, która przygotowuje spółkę na trudniejsze momenty. Inwestowanie w specjalistów, którzy rozumieją prawo i branżę leasingową, oznacza, że w momentach krytycznych decyzje są podejmowane szybko, skutecznie i w pełni świadomie.

Automatyzacja i narzędzia technologiczne przyspieszają pracę ekspertów i dostarczają dane, ale nie tworzą samej wartości – to ekspert ją interpretując i decydując daje realny efekt biznesowy.

Wnioski strategiczne dla spółki leasingowej

1. Technologia wspiera, ale nie zastępuje ekspertów – automatyzacja przyspiesza procesy, ale strategiczne decyzje wymagają doświadczenia.

2. Wiedza ekspercka wzrasta wraz z dostępnością technologii – im bardziej zautomatyzowane są procesy, tym większą przewagę daje doświadczenie w ocenie ryzyka i decyzjach prawnych.

3. Doświadczenie branżowe jest kluczowe – eksperci, którzy pracują na co dzień w leasingu, znają wyzwania branży i typowe scenariusze ryzyka.

4. W zarządzaniu ryzykiem prawnym kluczowa jest współpraca technologii i eksperta – rozdzielenie ich ról osłabia ochronę biznesu.

5. Inwestowanie w ekspertów to strategiczna decyzja – przygotowanie firmy na trudniejsze momenty minimalizuje straty i chroni aktywa o wysokiej wartości.

6. Top eksperci budują przewagę konkurencyjną – dzięki nim spółka leasingowa utrzymuje niskie koszty ryzyka, stabilność biznesową i bezpieczeństwo aktywów.

Podsumowanie

Digitalizacja i automatyzacja procesów w leasingu zwiększają efektywność, ale realna przewaga konkurencyjna spółki wynika z doświadczenia ekspertów prawnych i znajomości branży. To oni chronią aktywa, minimalizują koszty ryzyka i podejmują decyzje strategiczne w momentach krytycznych. Technologia wspiera i przyspiesza procesy, ale bez wiedzy ekspertów, którzy rozumieją leasing i jego wyzwania, bezpieczeństwo biznesu nie może być zagwarantowane.

W świecie, w którym technologia jest powszechnie dostępna, przewagę konkurencyjną budują nie systemy, lecz eksperci, którzy potrafią wykorzystać technologię do skutecznej ochrony aktywów i podejmowania strategicznych decyzji.

Zmiany stawek za urzędówki to plasterek, a nie systemowa kuracja

Po wielu apelach do ministra sprawiedliwości prawnicy w końcu doczekali się odmrożenia stawek urzędówek. Ich nowa wysokość jednak nie zadowala. Chcieliby też, by objęła wszystkie sprawy, a nie tylko wybrane.

Od 1 stycznia 2026 r. obowiązują wyższe stawki minimalne za pracę adwokatów i radców prawnych. Dotyczą one zarówno spraw prowadzonych z urzędu, jak i tych z wyboru. To pierwsza taka podwyżka od 2015 r. Zmiany mają dostosować stawki do obecnych realiów ekonomicznych i zachęcić prawników do podejmowania spraw z urzędu.

Prawnicy cieszą się, że doczekali się odmrożenia stawek. Ich zdaniem podwyżka jest jednak zbyt niska, a system pomocy z urzędu wymaga zmian systemowych, o co od dawna zabiegają Naczelna Rada Adwokacka oraz Krajowa Rada Radców Prawnych.

Nie ma też co liczyć na to, że wzrośnie zainteresowanie prawników prowadzeniem spraw, za które płaci państwo.

Prawnicy proponują, żeby Ministerstwo Sprawiedliwości wydało wytyczne dotyczące zasądzania wielokrotności kosztów zastępstwa. To kolejny problem.

– Zasądzając zwrot kosztów zastępstwa procesowego, sądy z reguły zasądzają stawkę minimalną z rozporządzenia, bardzo niechętnie ją podwyższając. Utrzymanie stawek w rozporządzeniu na obecnym poziomie, bez uwzględnienia treści umowy pełnomocnika z klientem powoduje więc, że strona wygrywająca de facto nie uzyskuje zwrotu poniesionych przez siebie kosztów obsługi prawnej sprawy w pełnej wysokości – twierdzi Łukasz Grzegorczyk, adwokat w Gardocki i Partnerzy Adwokaci i Radcowie Prawni w rozmowie z Dziennikiem Gazeta Prawna.

Prawnik przypomina, że stawki wskazane w rozporządzeniu przyznawane są za całość postępowania w danej instancji, niezależnie od czasu trwania takiego postępowania czy też stopnia skomplikowania sprawy. Również w przypadku tej kategorii spraw sądy, dbając o dobro Skarbu Państwa, niechętnie przyznają wynagrodzenie w wyższej wysokości niż stawka minimalna.

– Zapewnienie prawa pomocy najuboższym obywatelom jest konstytucyjnym obowiązkiem państwa, a od lat cały system działa jedynie dzięki poczuciu odpowiedzialności i obowiązkowości adwokatów i radców prawnych podejmujących się tej kategorii spraw ze świadomością, że nie tylko nie uzyskają z tego tytułu godziwego wynagrodzenia, ale chociażby rekompensaty za czas poświęcony na prowadzenie sprawy. Retoryczne jest bowiem pytanie, czy stawka 240 zł stanowi taką rekompensatę – mówi Łukasz Grzegorczyk.

Według niego cały system pomocy prawnej z urzędu wymaga więc szerokiej dyskusji i zmiany, kosmetyczna zmiana części stawek tak naprawdę zmienia niewiele. Nowelizacja w żaden sposób nie rozwiązuje więc sygnalizowanego w komunikacie MS problemu ani też innych problemów zgłaszanych przez środowisko prawnicze.

Nowelizacja ustawy o KRS wchodzi w życie

Nie trzeba już publikować wpisów w Monitorze Sądowym i Gospodarczym, a sądy i urzędy mogą pobierać dokumenty elektronicznie z Krajowego Rejestru Sądowego.

Od soboty obowiązuje nowelizacja ustawy o KRS oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. z 2025 r., poz. 1556). To efekt rosnącego znaczenia usług elektronicznych. Prawnicy ostrzegają jednak, że cyfryzacja niesie ryzyko dla bezpieczeństwa danych.

Bez ogłoszeń w monitorze sądowym

Nowela usuwa obowiązek publikowania wpisów z KRS w Monitorze Sądowym i Gospodarczym. Wprowadza też zasadę, że dzień dokonania wpisu w rejestrze jest jednocześnie dniem, od którego liczą się jego skutki. Zmianę chwalą prawnicy, z którymi rozmawiał DGP.

– Publikacja niektórych ogłoszeń, zwłaszcza informacji o złożeniu sprawozdań finansowych, była pewnym archaizmem. Zniesienie tego obowiązku obniży koszty funkcjonowania państwa i zmniejszy liczbę uciążliwych formalności administracyjnych. W dobie powszechnego dostępu do danych z KRS publikacja niektórych wpisów była w zasadzie zbędna – mówi Rafał Roszkowski, adwokat w GKR Legal.

Podobnie uważa Krzysztof Łyszyk, radca prawny i partner w LWW Łyszyk Wesołowski i Wspólnicy sp.k. Jego zdaniem korzyści odniosą nie tylko finanse państwa, ale też sami przedsiębiorcy.

– Automatyczna publikacja każdej zmiany w KRS wiązała się z obowiązkiem wniesienia opłaty w wysokości 100 zł. Dzięki noweli koszty ponoszone przez przedsiębiorców przy rejestracji zmian, np. przy zmianach w zarządzie, będą niższe – dodaje prawnik.

Gorsza ochrona danych

Duże kontrowersje budzi natomiast zmiana, która pozwala podmiotom publicznym (m.in. urzędom, sądom) czy innym instytucjom realizującym zadania publiczne korzystać z danych z KRS przez sieć (API). Dzięki temu nie będą już musiały za każdym razem prosić o tradycyjny odpis czy zaświadczenie.

Aby skorzystać z takiego dostępu, urząd czy sąd musi wystąpić do Ministerstwa Sprawiedliwości o zgodę. Wniosek ma zawierać oświadczenie, że instytucja korzysta z systemów pozwalających sprawdzić, kto i jakie dane pobiera oraz kiedy, a także że wprowadzono odpowiednie zabezpieczenia techniczne i organizacyjne chroniące pobierane informacje. Wnioskodawca musi też zapewnić, że będzie korzystał z danych wyłącznie zgodnie z ustawą o KRS i że właściwie je zabezpieczy (art. 4 ust. 4g ustawy o KRS).

Ministerstwo Sprawiedliwości będzie sprawdzać, czy dany podmiot spełnia wymagania techniczne i czy potrzebuje dostępu do danych KRS w ramach swoich zadań. To ma zapobiegać niekontrolowanemu lub nieuzasadnionemu korzystaniu z informacji. MS może też odmówić takiego dostępu. Nowe przepisy przewidują też kary dla tych, którzy próbują pobierać dane z KRS przez sieć bez odpowiedniego uprawnienia. Grozi za to grzywna, ograniczenie wolności albo dwa lata więzienia.

Zdaniem ekspertów zabezpieczenia nie są wystarczające.

– Z jednej strony obowiązki te, zwłaszcza dotyczące wdrożenia odpowiednich zabezpieczeń, wynikają bezpośrednio z RODO i każdy administrator danych odpowiada za ich realizację. Z drugiej strony nasuwa się pytanie, po co ustawodawca wymaga składania takich oświadczeń? Czy chodzi o weryfikację stanu faktycznego po stronie wnioskodawcy? Jeśli tak, to nie powinno to mieć formy oświadczenia, bo samo w sobie niczego nie sprawdza – jedynie potwierdza, że ktoś je złożył – komentuje Paweł Litwiński, adwokat i partner w Barta Litwiński Kancelaria Radców Prawnych i Adwokatów.

Tymczasem np. w ustawie o ewidencji ludności (t.j. Dz.U. z 2025 r., poz. 274 ze zm.)dane z rejestru PESEL i rejestru mieszkańców udostępnia się za pomocą urządzeń teletransmisji danych podmiotom, które spełnią łącznie określone warunki.

– Różnica polega na tym, że w przypadku bazy PESEL nie wymaga się składania oświadczeń, lecz faktycznego spełnienia określonych warunków. Co najważniejsze, dostęp do danych za pomocą urządzeń teletransmisji jest odmawiany, jeśli te warunki nie zostaną spełnione – wyjaśnia mec. Paweł Litwiński.

Zdaniem prawnika, w przypadku KRS standardy ochrony danych dla podmiotów publicznych są niższe niż w przypadku innych rejestrów, np. PESEL. – Jasne, KRS jest jawny, a PESEL nie, ale to nie znaczy, że dane w KRS nie wymagają ochrony. Dane osobowe pozostają danymi osobowymi – podkreśla.

Rejestracja w KRS tylko online

Od momentu wejścia w życie nowelizacji gminy nie muszą już udostępniać w swoich urzędach papierowych formularzy wniosków do KRS o rejestrację spółek jawnych oraz udzielać informacji o wysokości opłat, sposobie ich uiszczania oraz o właściwości miejscowej sądów rejestrowych. Wymóg składania wniosków dotyczących spółek jawnych przez internet w systemie teleinformatycznym obowiązuje zaś od 1 lipca 2021 r.

Nowelizacja wprowadziła także pełną digitalizację postępowań dla podmiotów ujawnianych w rejestrze stowarzyszeń. Dotychczas możliwe było składanie wniosków również w formie papierowej, co nierzadko prowadziło do komplikacji, zwłaszcza braków formalnych skutkujących zwrotem wniosku. Ujednolicenie formy i przeniesienie całej procedury do systemu teleinformatycznego powinno znacząco poprawić jakość składanych dokumentów i zmniejszyć liczbę błędów. Ta zmiana wejdzie w życie jednak dopiero 1 kwietnia 2027 r.

– Pozytywnie oceniam pełną elektronizację akt w rejestrze stowarzyszeń i fundacji oraz uporządkowanie zasad dostępu do danych przez API. To oznacza jednoznaczny kierunek: odchodzimy od papieru i rozproszonych procedur, zmierzając do spójnego, cyfrowego obiegu dokumentów. Dla profesjonalnych pełnomocników to realna oszczędność czasu i zmniejszenie ryzyka błędów wynikających z formalizmów technicznych. Sprawi to także, że instytucje publiczne przestaną pytać przedsiębiorców o informacje, które i tak mają w systemie – komentuje Marcin Malinowski, adwokat w Gardocki i Partnerzy Adwokaci i Radcowie Prawni.

Cyfryzacja rodzi też problemy

Wśród prawników pojawiają się obawy, że coraz większe uzależnienie od systemów teleinformatycznych może się skończyć problemami.

– Użytkownicy portalu rejestrów sądowych wiedzą z własnego doświadczenia, że awarie i przerwy w działaniu zdarzają się kilka razy w roku i potrafią ciągnąć się całymi dniami. Pozostaje więc liczyć, że pełna cyfryzacja nie przeciąży rządowych systemów do tego stopnia, że dostęp do usług publicznych jeszcze się pogorszy – komentuje mec. Łyszyk.

Jak tłumaczy, teoretycznie nowelizacja ustawy o KRS ma przynieść sporo korzyści i administracji, i przedsiębiorcom. Likwiduje kilka przestarzałych elementów systemu, co samo w sobie jest pozytywne. Nie można jednak ignorować ryzyka, zwłaszcza jeśli chodzi o przejrzystość działania rejestru i ochronę danych osobowych. W praktyce to nie ustawa na papierze, ale jakość technicznego wdrożenia i organizacji zdecyduje o tym, czy obywatele faktycznie zyskają większe zaufanie do rejestru.

Etap legislacyjny

Ustawa weszła w życie

Kradzież tożsamości pojazdu – przestępstwo XXI wieku

Kradzież tożsamości pojazdu to jedna z najbardziej wyrafinowanych form przestępczości samochodowej. Nie polega na fizycznym zaborze auta, lecz na podszyciu się pod jego dane identyfikacyjne. W tym celu przestępcy kradną dokumenty, fotografują numer VIN lub przejmują dane z ogłoszeń. Na ich podstawie tworzą „klona”, który trafia na rynek – piszą adwokat Kinga Tabor-Kłopotowska oraz Paweł Koryciński z Gardocki i Partnerzy Adwokaci i Radcowie Prawni na portalu prawo.pl.

Sprawcy wyszukują „wzorowe” pojazdy: ten sam model, ten sam rok, podobny kolor. Pozyskują identyfikatory (VIN, numer silnika, tabliczkę znamionową) czasem z ogłoszeń, czasem z kradzieży dokumentów lub z demontażu aut. Następnie możliwy jest jeden z dwóch scenariuszy: albo przerabiają fizycznie kradziony samochód przebijają w nim VIN, montują tabliczkę i podrobione dokumenty, albo sporządzają komplet fałszywych dokumentów do istniejącego samochodu o zbliżonych parametrach. W taki sposób powstaje „klon”, który wygląda wiarygodnie w dokumentacji i można go sprzedać. Organy rejestracyjne i kupujący wykrywają problem dopiero przy próbie rejestracji, ubezpieczenia albo po zgłoszeniu przez rzeczywistego właściciela.

Co na to prawo karne

Kradzież tożsamości pojazdu ma złożoną postać: łączy fałszerstwo znaków i dokumentów z oszustwem oraz z ewentualnym paserstwem przy sprzedaży. Prawo karne reaguje na każdy z tych elementów osobnym przepisem, a organy ścigania kwalifikują czyny zgodnie z realnym przebiegiem zdarzeń: od przerobienia znaków identyfikacyjnych po wprowadzanie do obrotu pojazdu z podrobionymi dokumentami. Sankcje mogą być dotkliwe, a w przypadku działania w zorganizowanej grupie jeszcze surowsze.

Rzeczywiste instrumenty ochrony kupującego i właściciela w prawie cywilnym

W typowym klonowaniu oryginalny właściciel nie utracił fizycznie swojego auta – zamiast tego ktoś wykorzystał jego dane do oznakowania innego pojazdu. Z tego powodu przepis dotyczący nabycia ruchomości od osoby nieuprawnionej (przewidziany w art. 169 kodeksu cywilnego) zazwyczaj nie znajdzie zastosowania. W praktyce problem rozwiązuje się poprzez instytucje takie jak: rękojmia za wadę prawną, bezskuteczność czynności prawnych, zwrot świadczeń nienależnych oraz uchylenie oświadczenia woli z powodu błędu lub podstępu.

Na pierwszy plan wyłania się konstrukcja rękojmi za wadę prawną. Kiedy sprzedawca nie może przenieść pełni własności albo rzecz jest obciążona prawami osób trzecich, mówimy o wadzie prawnej. To właśnie wobec „klona” nabywca ma roszczenia: może żądać usunięcia wady, obniżenia ceny lub odstąpić od umowy i żądać zwrotu środków. W praktyce przy „sklonowanym” pojeździe usunięcie wady jest często niemożliwe, ponieważ nie da się „naprawić” faktu, że VIN został przypisany do innego auta. W związku z tym typowym rozwiązaniem jest odstąpienie od umowy i żądanie zwrotu zapłaconej kwoty.

W jaki sposób kupujący może uchylić się od skutków umowy

Najczęściej kupujący dowiaduje się o oszustwie dopiero po pewnym czasie. Jeśli zawarł umowę w przekonaniu, że nabywa pojazd o określonej tożsamości, a to przekonanie było mylne, w grę wchodzi instytucja błędu jako wady oświadczenia woli (art. 84 k.c.). Natomiast jeśli błąd został wywołany przez sprzedającego w sposób podstępny, czyli gdy sprzedawca świadomie wprowadził kupującego w błąd (fałszywe dokumenty, zatajenie istotnych faktów), art. 86 k.c. daje kupującemu szerszą ochronę (uchylenie się od skutków czynności także gdy błąd nie był istotny). Podstęp sprzedającego to okoliczność, która pozwala na skuteczne uchylenie się od skutków oświadczenia woli i domaganie się naprawienia szkody.

Nieważność czynności prawnej

Równolegle instytucja nieważności bezwzględnej (art. 58 k.c.) ma zastosowanie tam, gdzie czynność prawna jest sprzeczna z ustawą lub ma na celu obejście prawa. Gdy transakcja jest elementem przestępczego procederu (np. sprzedaż „klona” z dokumentami świadomie sfałszowanymi, celowe ukrywanie pochodzenia auta), sądy mogą uznać taką czynność za nieważną z mocy prawa. W piśmiennictwie i orzecznictwie spotykamy analizy, które wiążą praktyczne skutki takich rozstrzygnięć z odpowiedzialnością karną sprawców i z koniecznością zwrotu świadczeń.

Co może zrobić poszkodowany właściciel „oryginału”

Właściciel auta, którego dane zostały wykorzystane, ma kilka ścieżek działania.
Po pierwsze natychmiastowe zgłoszenie na policję (zawiadomienie o podejrzeniu fałszerstwa, oszustwa), co uruchamia śledztwo i może doprowadzić do wykrycia sieci przestępczej.
Po drugie poinformowanie wydziału komunikacji i ubezpieczyciela, co może skutkować, iż urzędy wprowadzą adnotacje lub zablokują podejrzane rejestracje.
Po trzecie zebranie dowodów (zdjęcia tabliczki znamionowej, dokumenty zakupu, zdjęcia z dawnych okresów), które ułatwią wykazanie, że to my jesteśmy właścicielem „oryginału”.
W skrajnych przypadkach właściciel może wytoczyć powództwo windykacyjne o wydanie rzeczy, jeżeli „klon” jest fizycznie w rękach osoby trzeciej, lub współdziałać z prokuraturą przy dochodzeniu karnym. Wyroki i praktyczne przykłady wskazują, że szybka reakcja właściciela znacznie zwiększa szanse na wykrycie sprawców i ochronę praw.

Co powinien zrobić poszkodowany nabywca „klona”

Kupujący, który odkryje, że nabyty pojazd ma podrobiony VIN lub wadę prawną, może działać dwutorowo: natychmiast wezwać sprzedawcę do usunięcia wady (żądać zwrotu ceny/odstąpienia od umowy) oraz złożyć zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa, jeżeli istnieją podstawy, by sądzić, że miał do czynienia z przestępczą organizacją. Sądy cywilne rozpatrują roszczenia z rękojmi za wadę prawną (odnośnie zwrotu ceny), ewentualne roszczenia deliktowe (odszkodowanie z powodu działania w złej wierze sprzedawcy) i (zwrot świadczeń nienależnych). Ważnym aspektem jest fakt, iż kupujący musi dowieść, że dołożył należytej staranności przy sprawdzeniu pojazdu (np. weryfikacja VIN w CEPiK, żądanie dokumentów). Brak takiej staranności może ograniczyć ochronę przez instytuty dobrej wiary. Orzecznictwo rozróżnia sytuacje kupujących profesjonalnych (komisy, przedsiębiorcy) i prywatnych wymogi staranności są zdecydowanie wyższe wobec profesjonalistów.

Kiedy można się zorientować, że „ktoś ukradł” dane auta

Zazwyczaj sygnały pojawiają się falami: urząd odmawia rejestracji auta z powodu sprzeczność w danych, pojawiają się wezwania do wyjaśnień z tytułu mandatów lub szkód zgłoszonych do ubezpieczyciela, właściciel znajduje w sieci ogłoszenie z identycznymi danymi jak jego auto. Czasami problem wychodzi na jaw dopiero, gdy nabywca „klona” zgłasza szkodę lub przeprowadza przegląd techniczny wtedy system CEPiK ujawni niespójności. Dlatego zalecany jest monitoring danych pojazdu i natychmiastowe zgłoszenie każdej podejrzanej rejestracji czy ogłoszenia.

Konsekwencje dla stron

Dla sprawcy konsekwencją jest odpowiedzialność karna za fałszerstwo znaków i dokumentów, oszustwo, ewentualnie paserstwo; grzywny, kary pozbawienia wolności i odpowiedzialność majątkowa.

Dla kupującego-ofiary jest to utrata auta (jeżeli zostanie wydane właścicielowi oryginału), konieczność prowadzenia procesu cywilnego o zwrot pieniędzy, koszty sądowe i reputacyjne.

Dla właściciela oryginału – konieczność dowodzenia swego prawa (fotografie, historia serwisowa) i potencjalne długi związane z nadużyciami popełnionymi „pod jego” numer. Szybkie zgłoszenie i współpraca z organami znacznie ogranicza ryzyko.

Ochrona przed kradzieżą tożsamości pojazdu

Nie należy zamieszczać zdjęcia VIN i całego dowodu rejestracyjnego do ogłoszenia na portalu aukcyjnym. Nie warto zostawiać dowodu rejestracyjnego w warsztacie bez potwierdzenia odbioru. Przed zakupem sprawdzenie VIN w CEPiK i wykonanie prostej kontroli zgodności fizycznej oznaczeń na pojeździe, zminimalizują ryzyko zakupu „klona”. W przypadku cienia podejrzenia, warto zgłosić sprawę policji i do wydziału komunikacji właściwego urzędu. Będzie miało to znaczenie przy późniejszym dochodzeniu roszczeń.

Kradzież tożsamości pojazdu jest przestępstwem hybrydowym: technicznym i prawnym. Rozwiązanie problemu wymaga jednoczesnego użycia instrumentów karnych (ściganie sprawców), jak i cywilnych (rękojmia, odszkodowanie, uchylenie oświadczenia woli) oraz administracyjnych (działania wydziału komunikacji, adnotacje w rejestrach).

Dla poszkodowanego kluczowe jest szybkie działanie zgłoszenie, zebranie dowodów i współpraca z biegłymi, ponieważ to daje realną szansę na odzyskanie środków lub zabezpieczenie własności.

 

Za patostreaming do więzienia?

Zmiany w kodeksie karnym miałyby pomóc w ściganiu patostreamingu, ale eksperci ostrzegają, że mogą też uderzyć w zwykłych internautów, ograniczyć wolność słowa, a także spowodować dublowanie norm.

Patostreaming to prawdziwa plaga naszych czasów. Niestety, wciąż brakuje skutecznych przepisów, które pozwalałyby szybko reagować na tego typu treści, usuwać je z internetu i surowo karać sprawców. Od dawna apelują o to m.in. rzecznik praw obywatelskich oraz rzecznik praw dziecka.

Raport Państwowego Instytutu Badawczego NASK podkreśla, że patostreamy są szkodliwe dla młodych odbiorców, którzy często nieświadomie wchodzą z nimi w kontakt. Zjawisko to wprowadza wzorce destrukcyjnych zachowań, sprzyjające normalizacji przemocy i nihilizmu moralnego. Aż 56,6 proc. dorosłych i 76,6 proc. młodzieży w Polsce zna zjawisko patostreamingu, a 29,4 proc. dorosłych i 48,4 proc. nastolatków natrafia na te treści regularnie.

Jedną z pierwszych, choć mocno niedoskonałych prób rozwiązania tego problemu jest projekt nowelizacji kodeksu karnego autorstwa posłów PiS. 9 października odbyło się pierwsze czytanie tego projektu. Poparły go wszystkie grupy parlamentarne. Zarówno posłowie, jak i prawnicy wytykają jednak projektowi liczne błędy. Ostrzegają, że zamiast skutecznie zwalczać patostreaming, może on wywrzeć efekt mrożący wobec tych, którzy próbują z nim walczyć.

Pięć lat więzienia za przemocowy film

Projekt noweli kodeksu karnego przewiduje karę więzienia od trzech miesięcy do pięciu lat za publikowanie w internecie filmów lub nagrań dźwiękowych pokazujących popełnianie przestępstw takich jak: przemoc, znęcanie się nad zwierzętami czy naruszanie nietykalności cielesnej (art. 255b k.k). Taka sama kara ma dotyczyć osób, które udostępniają w sieci treści udające prawdziwe nagrania przestępstw, choć w rzeczywistości są one upozorowane.

Surowsza kara – od sześciu miesięcy do ośmiu lat – ma grozić wtedy, gdy ktoś robi to dla pieniędzy, np. zarabia na wyświetleniach lub darowiznach podczas transmisji.

Osoby, które pokazują takie nagrania w celu obrony ważnego interesu społecznego (np. ujawnienia przemocy lub nieprawidłowości), nie będą podlegały karze.

Odpowiedzialność osób trzecich

Jednym z problemów jest to, że projekt zbyt szeroko zakreśla granice odpowiedzialności karnej osób trzecich, które nie uczestniczą bezpośrednio w tworzeniu patostreamu.

– Może to prowadzić do nadmiernej penalizacji, co zwiększa ryzyko, że osoby przypadkowo powiązane z transmisją będą podlegały ściganiu. Co może również wywołać efekt mrożący wobec działalności dziennikarskiej, edukacyjnej czy artystycznej. Obawa przed odpowiedzialnością karną może zniechęcać do podejmowania tematów społecznie istotnych. Klauzula niekaralności, odwołująca się do interesu publicznego, jest zbyt ogólna, by stanowiła realną ochronę. Dlatego należy rozważyć wyłączenie odpowiedzialności karnej w przypadkach, gdy prezentowane treści stanowią działalność dziennikarską, artystyczną, edukacyjną, sportową lub naukową – ostrzegała podczas pierwszego czytania posłanka Katarzyna Ueberhan z klubu Lewicy.

W uzasadnieniu projektu brakuje twardych danych wskazujących, że organy ścigania mają realne problemy z przeciwdziałaniem patostreamingowi

– Zastanawiam się, co powiedziałby Szekspir, gdyby się dowiedział, że będziemy tutaj dywagować nad tym, iż jeżeli w teatrze ktoś wystawia „Hamleta”, to wszystko jest w porządku, ale jeśli ktoś inny zechce w domu nawiązać do tego, co robił Hamlet na deskach teatru, to można to zinterpretować inaczej i będziemy mieli z tym problem – wtórował jej poseł Łukasz Osmalak z Polski 2050.

Z kolei posłanka Koalicji Obywatelskiej Magdalena Małgorzata Kołodziejczak poddała pod rozwagę, czy przepisy dotyczące patostreamingu powinny znaleźć się w kodeksie karnym. Zapytała również, czy nie należałoby w pierwszej kolejności przeanalizować innych gałęzi prawa, m.in. prawa administracyjnego. – Czy właściciel bądź administrator platformy, na której umieszczane są gorszące treści i filmy, nie powinien ponosić daleko idących konsekwencji administracyjnych, np. bardzo wysokich kar finansowych? – pytała posłanka.

Karać patostreamerów, a nie internautów

To, że projekt jest niedopracowany i może uderzyć w zwykłych internautów, podkreśla również część prokuratorów.

– Proponowana zmiana nastawiona jest na karanie nie tyle wytwórców patostreamingu, ile osób oglądających te treści w internecie. Tymczasem patologię należy zwalczać u źródła, a nie rozciągać konsekwencje działania patostreamerów na setki internautów, którzy z różnych powodów i w odmiennych okolicznościach mogą mieć styczność z „patomateriałami” – tłumaczy dr Paweł Opitek, prokurator, dyrektor Biura Prawnego Związku Zawodowego Prokuratorów i Pracowników Prokuratur.

Według niego posłowie idą na skróty i gdyby tego rodzaju przepisy weszły w życie, organy ścigania skupiłyby się na przypadkowych użytkownikach sieci zamiast źródle zła. – Tym bardziej że proponowany kształt nowego art. 255b k.k. ma nieostry charakter. Takie znamiona, jak „rozpowszechniać”, „w celu obrony interesu publicznego lub zasługującego na uwzględnienie interesu prywatnego” czy „pozorowane popełnienie czynu zabronionego” są bardzo pojemne i niedookreślone. Ich wykładnia byłaby zbyt uznaniowa, a nawet cenzurowałaby wolność komunikowania się i dostępu do informacji – uważa prokurator.

– Jak najszybciej należy wprowadzić do polskiego systemu prawnokarnego przepis, który będzie penalizował tego typu zachowania. W przeciwnym razie patostreaming będzie się rozwijał, wyrządzając nieodwracalne szkody, zwłaszcza dzieciom, które powinniśmy jak najskuteczniej chronić – twierdzi dr Piotr Kosmaty, prokurator Prokuratury Regionalnej w Krakowie. Według niego projekt należy potraktować jako solidny fundament do dalszych prac nad ostatecznym kształtem proponowanego art. 255b k.k. A zaproponowane sankcje za zachowania patostreamerskie są adekwatne do ich społecznej szkodliwości i nie są wyrazem populizmu penalnego.

– Nie podzielam opinii, że należy złagodzić zagrożenie, także poprzez wprowadzenie grzywny lub kary ograniczenia wolności. Pamiętać bowiem należy, że patostreaming to niezwykle poważne zagrożenie dla najmłodszych, którzy za jego pośrednictwem oswajają się z przemocą, krzywdzeniem i poniżaniem innych ludzi, a nawet zabijaniem zwierząt. Ten niekorzystny stan może poważnie wpłynąć na ich dalsze życie, które będzie obarczone ryzykiem występowania lęków, trudnych emocji i innych problemów natury psychologicznej – komentuje prokurator Piotr Kosmaty.

Penalizacja to ostateczność

Prawnicy specjalizujący się w prawie karnym wytykają projektowi, że idzie zdecydowanie za daleko. Ich zdaniem kryminalizacja zjawiska patostreamingu powinna być ostatecznością, a surowe kary nie zawsze są najlepszym rozwiązaniem.

– Prawo karne, jako najsurowsza i najgłębiej ingerująca w sferę wolności forma odpowiedzialności, powinno być uruchamiane wyłącznie jako ostateczność. W tej sytuacji na wnioskodawcach projektu spoczywa ciężar udowodnienia potrzeby kryminalizacji danego czynu. W konsekwencji należy oczekiwać od nich pełnego i rzeczowego uzasadnienia decyzji o wprowadzeniu takiej regulacji – twierdzi adwokat Łukasz Moczydłowski z kancelarii prawnej Prokurent.

Jak wyjaśnia, brakuje w uzasadnieniu projektu rzetelnego uzasadnienia decyzji o kryminalizacji zjawiska patostreamingu. Samo stwierdzenie, że należy kryminalizować za „materiały, które mogą wywołać negatywne emocje u odbiorcy lub które promują niebezpieczne zachowania”, jest zbyt słabym argumentem, by sięgać po sankcje prawa karnego. – W życiu społecznym występuje bowiem wiele zjawisk i zachowań wywołujących negatywne emocje lub promujących zachowania niebezpieczne (np. sporty ekstremalne), a jednak powszechnie przyjmuje się, że nie ma potrzeby ich penalizowania – kwituje Łukasz Moczydłowski.

Jak wyjaśnia, w uzasadnieniu projektu nie ma danych potwierdzających informację, że skala patostreamingu w Polsce jest tak duża, że „nie występuje nigdzie w Europie”. Brakuje też twardych danych wskazujących, że organy ścigania mają realne problemy z przeciwdziałaniem temu zjawisku. Co prawda przywołano kilka głośnych przypadków działalności patostreamerów, jednak – jak wynika z tego samego uzasadnienia – spotkały się one ze skuteczną reakcją prawną. Podważa to twierdzenie wnioskodawców o konieczności wprowadzenia dodatkowych przepisów, ponieważ organy ścigania rzekomo mają problemy z ich egzekwowaniem.

Dublowanie norm

– W proponowanym kształcie art. 255b może powodować podwójną karalność czynu za przestępstwo pospolite i patostreaming, co jest niedopuszczalne w konstrukcji przestępstwa – wskazuje dr Paweł Opitek. Sami wnioskodawcy przyznają, że proponowana regulacja w dużej mierze pokrywa się ze znamionami wielu już obowiązujących przepisów kodeksu karnego. Tym samym zmiany te prowadziłyby do dublowania istniejących regulacji. – W mojej ocenie brak jest podstaw do wprowadzania w tym zakresie nowych przepisów. Zamiast tego należałoby poprawić skuteczność działania organów ścigania – ocenia mec. Moczydłowski.

Z kolei Michał Buna, adwokat w kancelarii Gardocki i Partnerzy Adwokaci i Radcowie Prawni, nie widzi przeciwwskazań do wprowadzenia dodatkowej regulacji. Jak podkreśla w rozmowie z Dziennikiem Gazeta Prawna, wynika ona przede wszystkim z trudności w ściganiu różnego rodzaju przestępstw, które łączy pojęcie patostreamingu. – Wprowadzenie tego przestępstwa jako odrębnej kategorii pozwoli precyzyjniej przypisać konkretne zachowanie do odpowiedniej normy karnej, a więc do definicji patostreamingu – uważa.

Ustawa o kredycie konsumenckim z perspektywy banków

Ustawa o kredycie konsumenckim wprowadza istotne wyzwania dla banków, które muszą dostosować procesy kredytowe, marketingowe i ubezpieczeniowe do nowych wymogów. Z jednej strony zmiany zwiększają ochronę konsumentów i przejrzystość rynku, z drugiej jednak skutkują większymi kosztami operacyjnymi, koniecznością zatrudnienia dodatkowego personelu, wydłużeniem procesów decyzyjnych oraz zwiększeniem ryzyka prawnego – piszą Piotr Glonek i Kinga Zarzecka na portalu infor.pl.

Konsumenci z większą ochroną

Nowa ustawa o kredycie konsumenckim, wdrażana w wyniku implementacji dyrektyw UE 2023/2225 (znana również jako dyrektywa CCD II) i UE 2023/2673 znacząco zmienia regulacje rynku kredytowego, a z perspektywy banków wprowadza szereg nowych wyzwań operacyjnych i prawnych. Jedną z największych nowości jest, niejako wymuszone najnowszymi dyrektywami, uchylenie dotychczasowego limitu kwotowego kredytu, który wcześniej warunkował zakres stosowania przepisów ochronnych, podczas gdy zgodnie z wcześniejszą regulacją ochrona prawna obejmowała wyłącznie kredyty konsumenckie o wartości nieprzekraczającej 255 550 zł. Po wprowadzeniu nowych przepisów, przepisy ochronne będą miały zastosowanie do wszystkich kredytów i pożyczek zaciąganych przez konsumentów, niezależnie od ich wysokości – co znacznie rozszerza zakres ochrony konsumentów, a dla banków oznacza konieczność dostosowania procedur oceny ryzyka, zwiększenie obciążeń administracyjnych oraz potencjalne ograniczenie elastyczności w oferowaniu produktów kredytowych.

Rozszerzenie definicji kredytu konsumenckiego obejmuje również m.in. kredyty odnawialne, leasing z możliwością wykupu oraz kredyty w rachunkach oszczędnościowo-rozliczeniowych, co zwiększa zakres produktów podlegających regulacjom. Z perspektywy banków oznacza to konieczność weryfikacji produktów i procedur operacyjnych, a także dostosowania dokumentacji – dopasowanie oferty do nowych wymogów obejmuje aktualizację umów, materiałów informacyjnych i systemów oceny ryzyka, a banki muszą także opracować procedury szkoleń pracowników, aby prawidłowo stosować przepisy do wszystkich nowych kategorii produktów.

Trzy poziomy sankcji

Kolejnym ciekawym novum jest to, że w projekcie ustawy o kredycie konsumenckim z 7 lipca 2025 r. przewidziano trzy poziomy sankcji wobec kredytodawców, opisane w art. 66, co zastępuje dotychczasową jednolitą Sankcję Kredytu Darmowego określoną aktualnie w art. 45 ustawy, i w praktyce daje większą elastyczność w zarządzaniu przypadkami naruszeń. Najsurowsza sankcja (art. 66 ust. 1) – jednocześnie dotycząca najrzadszych sytuacji – odnosi się do przypadków działania poza stosunkiem prawnym, takich jak udzielenie kredytu bez wniosku, wyraźnej zgody konsumenta lub przy tzw. „milczeniu klienta”, i skutkuje pełnym zwolnieniem konsumenta z zwrotu kredytu konsumenckiego, odsetek, innych kosztów kredytu należnych kredytodawcy oraz wszelkich innych kosztów.

Drugi poziom sankcji (art. 66 ust. 3) obejmuje naruszenia obowiązków informacyjnych i proceduralnych, w tym błędne określenie RRSO, nieprawidłowe wyliczenie zdolności kredytowej, brak ponownej oceny przy podwyższeniu kwoty kredytu, nieprzekazanie umowy w formie papierowej lub trwałej oraz brak kluczowych informacji w umowie, takich jak termin spłaty, procedura zmiany oprocentowania, struktura rat czy całkowity koszt kredytu; w takich przypadkach konsument jest zwolniony z odsetek i innych kosztów po złożeniu pisemnego oświadczenia.

Trzeci, najłagodniejszy poziom sankcji (art. 66 ust. 4-5) dotyczy mniej istotnych uchybień, na przykład braku informacji w umowie o rodzaju kredytu czy o okresie obowiązywania umowy o kredyt, bądź o wymaganym zabezpieczeniu spłaty lub opłatach notarialnych; konsument spłaca wówczas kapitał wraz z połową odsetek, a bank traci prawo do dochodzenia innych kosztów kredytu. W razie sporu w tej materii sąd może określić wysokość odsetek i kosztów w mechanizmie „miarkowania”, co pozwala sędziom na ustalanie odpowiedzialności kredytodawcy w zależności od okoliczności sprawy. Dla banków oznacza to większą nieprzewidywalność skutków prawnych naruszeń, co może skutkować wydłużeniem postępowań sądowych i zwiększeniem kosztów prawnych. System ten wymaga od banków prowadzenia szczegółowej dokumentacji i przygotowania strategii obronnych w przypadku sporów. Banki muszą przewidzieć różne scenariusze interpretacyjne sądów, aby uniknąć niekorzystnych decyzji w sprawach dotyczących zróżnicowanych sankcji.

Z perspektywy banków taki system sankcji wprowadza znaczną złożoność prawną i operacyjną, ponieważ każdy poziom wymaga dokładnej dokumentacji oraz może generować ryzyko sporów sądowych, co wymaga starannego dostosowania procedur oceny ryzyka, procesów kredytowych i systemów nadzoru nad umowami konsumenckimi – banki będą musiały opracować dokładne mechanizmy dokumentowania działań kredytowych, aby w razie sporu móc wykazać prawidłowość postępowania, co generuje dodatkowe czynności i potencjalne koszty, jednak w długofalowej perspektywie ułatwi udowodnienie dochowania wymaganych procedur.

Nowe wymogi dla kampanii reklamowych

Obowiązek zapewnienia możliwości oceny wniosku o kredyt konsumencki przez człowieka (w przypadku zautomatyzowanego przetwarzania danych przy ocenie zdolności kredytowej) w przypadku odmowy przyznania kredytu, przewidziany w art. 38 ust. 2 projektu, ogranicza wykorzystanie automatycznych systemów oceny zdolności kredytowej, co wpływa na czas i koszty procedury. Regulacja chroni konsumenta przed decyzjami algorytmicznymi, ale banki będą musiały zatrudnić dodatkowy personel i wdrożyć procedury manualnej weryfikacji wniosków na większą skalę. Zakaz wykorzystywania danych z mediów społecznościowych (art. 30 ust. 3 i ust. 5) stanowi interesującą nowość w regulacjach i eliminuje jedno z narzędzi umożliwiających dodatkową analizę ryzyka. Biorąc pod uwagę te zmiany, banki będą musiały opracować procedury odwoławcze i kontrolne, aby w pełni respektować prawa konsumenta do ponownej weryfikacji wniosku. W praktyce wprowadzenie tych zmian zwiększa koszty operacyjne i wymaga dodatkowego nadzoru nad procesami kredytowymi.

Nowe przepisy nakładają obowiązek pełnej przejrzystości informacji dla konsumenta, określone chociażby w rozdziale 2 projektu, obejmujące m.in. stopę oprocentowania, całkowitą kwotę kredytu, całkowitą kwotę do zapłaty i skutki niewykonania zobowiązań. Choć zwiększa to ochronę konsumentów, banki będą musiały wprowadzić systemy pozwalające na szybkie przygotowanie i udostępnienie szczegółowych formularzy informacyjnych. Reklamy nie mogą wprowadzać konsumenta w błąd ani sugerować, że kredyt zwiększa zasoby finansowe, co nakłada konkretne restrykcje dotychczasowe praktyki marketingowe i wymaga dodatkowej weryfikacji materiałów promocyjnych. Ciekawy zapis wprowadzony zostaje w art. 8, wymagając, by reklama dotycząca kredytu konsumenckiego zawierała jasne i wyraźne ostrzeżenie, wskazujące że z kredytem wiążą się określone koszty, z użyciem sformułowania „Uwaga! Pożyczanie pieniędzy kosztuje” lub innego równoważnego sformułowania.

Z perspektywy banków, zapewnienie zgodności wszystkich kampanii reklamowych z nowymi, bardziej restrykcyjnymi wymogami będzie wymagało dodatkowych nakładów administracyjnych i prawnych, a przede wszystkim – czasowych. Wprowadzenie jednolitych zasad komunikacji zwiększa transparentność, ale ogranicza elastyczność w ofertach marketingowych. Banki będą musiały również zaktualizować procedury szkoleniowe dla pracowników obsługi klienta, aby zapewnić pełną zgodność z ustawą.

Co z tzw. pakietem usług?

Nowe przepisy w zakresie sprzedaży łączonej z jednej strony wprost pozwalają na sprzedaż „pakietu usług”, to z drugiej obligują banki do jednoznacznego informowania konsumentów, że kredyt jest dostępny również bez dodatkowych produktów lub usług finansowych – banki w celu usprawnienia przekazu danych mogą więc wprowadzić systemy umożliwiające automatyczne generowanie odpowiednich informacji, co w praktyce oznacza konieczność dostosowania procesów sprzedażowych do standardów zgodności i ograniczenia ryzyka naruszeń przepisów.

W zakresie ubezpieczeń kredytowych, zgodnie z art. 15 projektu, banki muszą dopuścić możliwość wyboru polisy spoza oferty instytucji finansowej, przy zachowaniu minimalnych parametrów ubezpieczenia. Trzydniowy okres oczekiwania na zawarcie polisy po otrzymaniu informacji w tym temacie stanowi ukłon wobec konsumentów, dając im czas na rzetelne zapoznanie się z przedstawionymi wytycznymi i danymi; jednocześnie nowowprowadzone kryteria dotyczące polis wymagają dodatkowych procedur kontrolnych i dokumentacyjnych. Dla banków oznacza to konieczność dostosowania systemów ubezpieczeniowych i sprzedaży produktów powiązanych z kredytem, aby zachować zgodność z ustawą i uniknąć ryzyka naruszeń. Konieczne jest także opracowanie procedur weryfikacji zgodności polisy z wymogami ustawowymi.

Nowe regulacje dotyczące pełnej oceny zdolności kredytowej ograniczają stosowanie uproszczonych procedur i wymagają pełnej analizy przy kredytach powyżej minimalnego wynagrodzenia. Banki muszą uwzględniać szereg czynników finansowych, ograniczyć automatyzację decyzji i przeprowadzić dodatkowe analizy ryzyka. Konsekwencją może być – poza konieczną aktualizacją sposobu oceny zdolności kredytowej – początkowe wydłużenie procesu przyznawania kredytu oraz zwiększenie kosztów operacyjnych, szczególnie przy wnioskach o wyższe kwoty lub przy nietypowych profilach klientów.

Podsumowanie

Podsumowując, ustawa o kredycie konsumenckim wprowadza istotne wyzwania dla banków, które muszą dostosować procesy kredytowe, marketingowe i ubezpieczeniowe do nowych wymogów. Z jednej strony zmiany zwiększają ochronę konsumentów i przejrzystość rynku, z drugiej jednak skutkują większymi kosztami operacyjnymi, koniecznością zatrudnienia dodatkowego personelu, wydłużeniem procesów decyzyjnych oraz zwiększeniem ryzyka prawnego. Banki muszą wdrożyć ścisłe procedury nadzoru i starannie planować strategie operacyjne, aby minimalizować ryzyko finansowe i regulacyjne wynikające z nowych przepisów – a przyszłe działania banków będą wymagały także monitorowania interpretacji sądowych i bieżącego dostosowywania procedur do ewoluujących standardów prawnych.