Szkolenie Gardocki i Partnerzy „Sytuacja wierzyciela w postępowaniach restrukturyzacyjnych i postępowaniu upadłościowym”

Specjaliści Gardocki i Partnerzy Adwokaci i Radcowie Prawni: radca prawny, doradca restrukturyzacyjny Piotr Glonek, adwokat, doradca restrukturyzacyjny Piotr Korzeniowski i aplikantka adwokacka Aleksandra Borawska poprowadzili dwudniowe szkolenie „Sytuacja wierzyciela w postępowaniach restrukturyzacyjnych i postępowaniu upadłościowym”.

W programie znalazły się następujące tematy:

✅ Trendy, statystyki, zmiany legislacyjne w dziedzinie postępowań restrukturyzacyjnych i upadłościowych
✅ Rodzaje postępowań restrukturyzacyjnych, ich przebieg, charakterystyka, różnice
✅ Prawo restrukturyzacyjne a układ
✅ Prawo restrukturyzacyjne i prawo upadłościowe a umowa leasingu, umowa pożyczki, umowa najmu
✅ Wpływ ogłoszenia upadłości i otwarcia postępowań restrukturyzacyjnych na inne postępowania
✅ Wierzyciel w postępowaniu restrukturyzacyjnym, prawa i obowiązki wierzyciela
✅ Wierzyciel w postępowaniu upadłościowym, prawa i obowiązki wierzyciela, środki gwarantujące wierzycielowi realizację przysługujących mu praw
✅ Zakładanie konta w KRZ
✅ Głosowanie w KRZ
✅ Ofensywny wniosek o ogłoszenie upadłości/upadłość jako alternatywa dla dochodzenia należności w procesie cywilnym

Przepisy o kryptoaktywach – ochrona klienta, obowiązki dla firm

Od kilku miesięcy rynek kryptowalut reguluje unijne rozporządzenie MiCA, a na finiszu są już prace nad polską ustawą, która zapewni właściwe stosowanie tych przepisów. Pojawiają się głosy, że małe podmioty działające w branży krypto nie udźwigną ciężarów regulacyjnych. Z drugiej strony eksperci zwracają uwagę, że nowe regulacje zwiększają zaufanie do kryptowalut i chronią użytkowników rynku przed oszustwami.

– W tym roku z rynku może zniknąć nawet 90 proc. kantorów kryptowalutowych – oceniają w swojej analizie eksperci z Ari10, firmy dostarczającej usługi związanych z kryptowalutami i ich wymianą. Ich zdaniem kluczowym wyzwaniem dla przedsiębiorców są zaostrzone wymogi licencyjne.

Rozporządzenie MiCA i polska ustawa

Głównym aktem wpływającym na rynek jest rozporządzenie 2023/1114 ws. rynków kryptoaktywów (ang. Markets in Crypto-Assets, dalej: rozporządzenie MiCA).

– Rozporządzenie definiuje kryptoaktywa jako cyfrowe odzwierciedlenie wartości lub prawa dające się przenosić i przechowywać w formie elektronicznej z wykorzystaniem technologii rozproszonego rejestru lub podobnej technologii i reguluje m.in. emisję, sprzedaż oraz usługi pośrednictwa w obrocie, w tym usługi wymiany, doradztwa inwestycyjnego i powiernicze. Nakłada obowiązki licencyjne, prawno-organizacyjne, ostrożnościowe i informacyjne na profesjonalnych uczestników rynku, w tym emitentów i pośredników – tłumaczy na portalu prawo.pl Kinga Tabor–Kłopotowska, adwokat, partner w Gardocki i Partnerzy Adwokaci i Radcowie Prawni.

Rozporządzenie MiCA jest stosowane w Unii od 30 grudnia 2024 r. Jego praktyczne przełożenie na grunt krajowy zapewni ustawa o rynku kryptoaktywów, której projekt od ponad roku jest procedowany w Ministerstwie Finansów. Przewiduje m.in. wyznaczenie Komisji Nadzoru Finansowego jako krajowego organu regulującego rynek.

– Dostawcy po uzyskaniu zezwolenia będą uprawnieni do świadczenia na rzecz klientów usług w zakresie kryptoaktywów przewidzianych w przedmiotowym rozporządzeniu – czytamy w uzasadnieniu do polskiego projektu.

Licencję trzeba będzie w końcu uzyskać

Niepokój branży wynika m.in. z tego, że projekt ustawy nadal nie został przyjęty, tymczasem jednym z jego założeń jest wymóg uzyskania licencji – i to do 30 czerwca 2025 r. Podmioty z branży krypto siłą rzeczy nie mają jeszcze podstaw prawnych, aby ubiegać się o zezwolenie na działalność. Gdyby jednak ustawa weszła w życie po tej dacie, a termin nie został zmieniony, mogłoby się okazać, że licencji nie ma nikt.

– Mamy do czynienia z sytuacją, gdy przedsiębiorcy, kontynuujący działalność nie wiedzą czy okres przejściowy będzie trwał do dnia 1 lipca 2026 r., czy też skończy się rok wcześniej. Ponadto KNF, nie będąc do chwili uchwalenia ustawy organem odpowiedzialnym za rozpatrywanie wniosków o zezwolenie, w swoim komunikacie z dnia 2 stycznia 2025 r. „namawia” do składania takich wniosków do KNF – komentuje Marcin W. Cieśliński, adwokat z BCLA Bisiorek Cieśliński i Partnerzy.

Te obawy częściowo rozwiało już Ministerstwo Finansów, deklarując publicznie, że termin zostanie zmieniony.

– Według zapowiadanej nowej wersji projektu, termin będzie wynosił cztery miesiące i zacznie biec w dniu wejścia w życie ustawy – mówił Prawo.pl Kuba Szpringer, radca prawny, partner w Karwasiński Szpringer i Wspólnicy sp.j. Jak wyjaśniał, MF przewiduje, że w trakcie czteromiesięcznego okresu przejściowego podmiot świadczący usługi w zakresie kryptoaktywów będzie mógł je świadczyć na dotychczasowych zasadach, w oczekiwaniu na uzyskanie licencji. Więcej na ten temat w tekście: „Lex Cinkciarz”, czyli kolejna kontrowersja w projekcie o kryptoaktywach.

Eksperci z Ari10 potwierdzają, że również do nich dotarły głosy o przesunięciu okresu przejściowego. – Niemniej w końcu nadejdzie konieczność inwestycji w usprawnienie technologii w punktach wymiany kryptowalut. Dla mniejszych podmiotów oznaczać to będzie wzrost kosztów operacyjnych, które mogą być trudne do udźwignięcia, co już widać na rynku. W efekcie nawet 90 proc. z nich może zdecydować się na zakończenie działalności lub przeniesienie jej do innych krajów. Podobna sytuacja panuje na giełdach online – mówi cytowany w komunikacie Mateusz Skiba z Ari10.

Nie tylko MiCA, ale też TFR

Eksperci z Ari10 zwracają uwagę na jeszcze jeden szczegół: kantory kryptowalutowe muszą wdrożyć bardziej rygorystyczne niż dotychczas procedury KYC (Know Your Customer) i AML (Anti-Money Laundering), związane z unijnym rozporządzeniem Travel Rule (TFR). Stosuje się je od 30 grudnia 2024 r.

Jak wyjaśniają, to rozporządzenie w połączeniu z MiCA nakłada na stacjonarne i internetowe platformy wymiany kryptowalut obowiązek weryfikacji tożsamości klienta, niezależnie od formy transakcji, tj. przy użyciu gotówki, karty czy BLIK-a.

– Do najważniejszych spośród określonych w TFR obowiązków, do których będą musieli dostosować się dostawcy, należą te związane z opisywaniem stron transakcji, czyli nadawcy (inicjatora) oraz adresata (beneficjenta). Podobnie jak przy przelewach bankowych konieczne będzie tutaj przekazanie (wymiana między dostawcami) danych takich jak imię i nazwisko, adres czy numer dowodu osobistego klienta – pisał Artur Bilski (A. Bilski, 5.5. Przeciwdziałanie praniu pieniędzy w obszarze kryptoaktywów [w:] A. Bilski, R. Kiełbus, Kryptoaktywa i blockchain. Technologia, prawo, biznes, Warszawa 2024).

W jego ocenie przepisy te znacząco rzutują na kwestie związane z prywatnością transakcji kryptowalutowych, utrudniając użytkownikom pozostanie anonimowymi i dając w konsekwencji instytucjom publicznym pełny wgląd do transakcji dokonywanych przez obywateli UE.

– Wiążą się też z koniecznością stworzenia nowej infrastruktury informatycznej, która pozwoli na bezpieczne gromadzenie i przechowywanie danych wrażliwych użytkowników. Oprócz tego rozporządzenie określa kwestie, takie jak wymogi w zakresie wewnętrznych polityk, procedur czy mechanizmów kontroli – opisywał Artur Bilski.

Ari10 w swojej analizie zwraca uwagę, że rynek staje się coraz bardziej uregulowany począwszy od 2021 r., kiedy to wprowadzono obowiązek uzyskania wpisu do rejestru działalności w zakresie walut wirtualnych. Obniżono też limit transakcji okazjonalnych niewymagających weryfikacji tożsamości – z 15 tys. euro do 1 tys. euro. Kolejnym krokiem było wprowadzenie (w 2023 r) obowiązku przygotowywania raportów kwartalnych.

Mec. Cieśliński sięga jeszcze głębiej i wspomina komunikaty KNF wydawane od 2018 r., które przez lata nie budowały zaufania do kryptoaktywów.

– Nie można się pozbyć wrażenia, że państwu polskiemu, a właściwie jego organom, nie zależało i nadal nie zależy na rozwoju tego rynku, a kryptowaluty traktuje bardziej jako zagrożenie niż szansę na rozwój – uważa prawnik.

Piramidy finansowe i terroryzm

Jest jednak druga strona medalu. Jak zwraca uwagę Kinga Tabor–Kłopotowska, coraz częściej kryptowaluty są wykorzystywane do popełniania przestępstw. 

– Nielegalne działania mogą dotyczyć np. piramid finansowych, gdzie konsumenci są kuszeni obietnicą szybkiego i wysokiego zysku po zainwestowaniu w tokeny, crowdfunding, ale też poważnych przestępstw z udziałem infrastruktury krypto np. terroryzm, szpiegostwo, korupcja, pranie pieniędzy – tłumaczy prawniczka. – Co ciekawe, pierwsze zabezpieczenie majątkowe na bitcoinach w sprawie karnej w Polsce miało miejsce już w 2017 r. i jak pokazują statystyki policyjne, ich liczba rośnie – dodaje. 

Mec. Tabor–Kłopotowska przyznaje, że z użytkownicy i dostawcy usług kryptowalutowych muszą dostosować się do nowych wymagań i ponieść dodatkowe nakłady finansowe.

– Nowe regulacje unijne z całą pewnością nie wyeliminują charakterystycznych dla kryptaktywów ryzyk, ale na pewno będą je zmniejszać i co prawda z jednej strony oznaczają koniec anonimowości i swobody, które definiowały kryptowaluty, ale z drugiej zwiększają zaufanie do kryptowalut i chronią użytkowników rynku przed oszustwami – podsumowuje ekspertka.

Mec. Cieśliński zwraca jednak uwagę, że skutkiem wprowadzania regulacji może nie być „ucywilizowany” rozwój, ale znaczne ograniczenie konkurencji i dostępu do usług, co oczywiście skutkuje podrożeniem kosztów tych usług dla klientów. – Biorąc pod uwagę trendy światowe nie jest możliwe, aby rynek ten w Polsce został „zaduszony”, jak to miało w praktyce miejsce w przypadku usług crowdfundingu. Natomiast prawdopodobne jest, że pozostaną na nim wyłącznie największe kantory, które już mają ugruntowaną pozycję, a ewentualnie dołączą do nich podmioty, które w ramach świadczonych przez siebie podstawowych usług i tak muszą wypełniać podobne wymogi regulacyjne, jak choćby banki. Ostatecznie rodzi się pytanie czy pozwoli to na konkurowanie w tej branży polskim przedsiębiorcom, nie mówiąc już o oferowaniu jakichkolwiek innowacyjnych usług – mówi adwokat.

Jak zatrzymać lawinę nieprawdziwych komentarzy na temat firmy

Z powodu nieprzychylnych komentarzy na temat prowadzonej przez nas działalności nietrudno o utratę budowanej przez lata renomy. O ile każdy ma prawo do wyrażenia własnej opinii, w tym niezadowolenia ze świadczonych na jego rzecz usług, o tyle krytyka ta powinna być konstruktywna i wyrażona w sposób obiektywny, a przede wszystkim odpowiadać prawdzie i nie polegać na szerzeniu nieprawdziwych informacji – piszą Anna Maksymiuk i Maja Graczyk z kancelarii Gardocki i Partnerzy Adwokaci i Radcowie Prawni na portalu prawo.pl.

Rozpowszechnianie krzywdzących, niezgodnych z prawdą informacji przez naszych kontrahentów na temat świadczonych przez nas usług może wpłynąć nie tylko na utratę zaufania do naszej osoby czy pracowników naszej firmy, ale spowodować całkowitą degradację wypracowanej pozycji na rynku oraz utratę źródła zarobkowania. Niniejsza publikacja ma na celu wyjaśnienie, jak skutecznie zatrzymać lawinę nieprzychylnych i nieprawdziwych informacji publikowanych w sieci (w szczególności na Instagramie i Facebooku) na temat prowadzonego przez nas biznesu.

Ochrona dóbr osobistych

Zgodnie z art. 23 kodeksu cywilnego (dalej: k.c.) dobra osobiste człowieka, a w szczególności zdrowie, wolność, cześć, swoboda sumienia, nazwisko lub pseudonim, wizerunek, tajemnica korespondencji, nietykalność mieszkania, twórczość naukowa, artystyczna, wynalazcza i racjonalizatorska, pozostają pod ochroną prawa cywilnego niezależnie od ochrony przewidzianej w innych przepisach.

Istotnym jest, że przepisy o ochronie dóbr osobistych przyznają ochronę prawną również osobie prowadzącej jednoosobową działalność gospodarczą, jeżeli naruszenia dotyczą bezpośrednio osoby fizycznej również w zakresie prowadzonej przez nią działalności gospodarczej. Wówczas ochronie podlega renoma oraz firma takiej działalności gospodarczej.

Dobre imię osoby fizycznej to, najogólniej rzecz ujmując, opinia, jaką o tej osobie mają inni. Naruszenie dobrego imienia polega na zniesławieniu, pomówieniu osoby wobec innych o takie postępowanie lub właściwości, które mogą poniżyć ją w opinii innych lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu lub rodzaju działalności (zob. m.in. wyr. SN: z 8.5.2014 r., V CSK 361/13, OSNC-ZD 2015, Nr C, poz. 38; z 16.11.2017 r., V CSK 81/17, OSNC-ZD 2018, Nr D, poz. 60). Przedmiotem ochrony jest więc wyobrażenie innych ludzi o wartości danej jednostki, jej dobra sława, reputacja. Zniesławienie może nastąpić poprzez zakomunikowanie innej osobie określonej wiadomości (zarzutu). Może mieć miejsce w obecności lub pod nieobecność pomawianego i musi być skierowane co najmniej do jednego odbiorcy, innego niż osoba pomawiana (wyr. SN z 8.5.2014 r., V CSK 361/13, OSNC-ZD 2015, Nr C, poz. 38).

Jak słusznie zauważył Sąd Najwyższy (wyrok z 26.4.2018 r., I CSK 418/17, OSNC-ZD 2019, Nr B, poz. 46), do naruszenia dobrego imienia może dojść tylko wówczas, gdy możliwe jest zidentyfikowanie adresata wypowiedzi. Czynnikiem identyfikującym może być nie tylko nazwisko, ale również takie dane, jak pseudonim, pesel, NIP, adres, nazwa firmy, powszechnie znane logo. Nie każdy jednak jest świadomy tego, w jaki sposób może skutecznie chronić nie tylko swoje dobre imię, ale również prowadzony biznes.

Sposób na hejt w internecie

Jedna z klientek zgłosiła się do nas z poważnym problemem, który dotyka wielu przedsiębiorców, a mianowicie z rozpowszechnianiem na dużą skalę nieprawdziwych informacji na temat świadczonych przez nią usług. Hejt, jakiego doświadczyła nasza klientka, wymagał od nas natychmiastowych i konkretnych działań, aby uchronić jej dobre imię oraz budowaną przez lata renomę prowadzonej przez nią działalności. Działalność ta stanowiła główne źródło utrzymania naszej klientki, a nieprzychylne komentarze publikowane na portalach społecznościowych i tłumnie udostępniane przez grono odbiorców osoby naruszającej, doprowadziły do gwałtownych spadków osiąganych przez naszą mocodawczynię dochodów, a nawet do zablokowania jej „wizytówki” na witrynie Google, co pozbawiło ją możliwości reklamowania oferowanych przez nią usług.

Warto dodać, że dotychczas działalność naszej mocodawczyni cieszyła się doskonałymi ocenami oraz dużym zaufaniem wśród osób regularnie korzystających z jej usług. Osoba naruszająca dobre imię naszej klientki kierowała do niej również obelżywą korespondencję sms, informując o zamiarze pogrążenia jej działalności.

Skutecznym sposobem na ochronę nie tylko dobrego imienia, ale również prowadzonego przez naszą klientkę biznesu okazało się wystąpienie z pozwem o ochronę dóbr osobistych, w ramach którego w trybie zabezpieczenia, na czas trwającego postępowania, wniosłyśmy o ustanowienie przez sąd zakazu publikowania przez pozwaną na jej profilach na portalach społecznościowych informacji na temat naszej mocodawczyni oraz prowadzonej przez nią działalności (ze wskazaniem, jakich konkretnie informacji dotyczyć ma ten zakaz) oraz poprzez zakazanie pozwanej kierowania do naszej klientki korespondencji w jakiejkolwiek postaci, w której stosowana jest mowa nienawiści oraz używane wyrażenia powszechnie uważane za obelżywe. Wniosek w pełni uwzględnił Sąd Okręgowy w Warszawie, udzielając zabezpieczenia.

Odpis postanowienia o zabezpieczeniu doręczony został pozwanej, która już na etapie postępowania sądowego zaprzestała naruszeń, powstrzymując się od dalszego rozpowszechniania nieprawdziwych informacji na temat naszej klientki i prowadzonej przez nią działalności, co w efekcie uchroniło jej firmę przed całkowitą degradacją i pozwoliło na dalsze świadczenie usług.

Jakie możliwości daje pozew

Warto wiedzieć, że w ramach postępowania o ochronę dóbr osobistych możemy wnieść m.in. o:

  • zobowiązanie osoby naruszającej dobra do usunięcia wszystkich wpisów na portalach społecznościowych zawierających publikacje na temat naszej działalności oraz do opublikowania na jej koszt w lokalnej prasie lub na lokalnym portalu internetowym ogłoszenia zawierającego przeprosiny wraz z podaniem ich treści,
  • zasądzenie na naszą rzecz zadośćuczynienia za krzywdę w związku z rozpowszechnianiem nieprawdziwych informacji na temat prowadzonej przez nas działalności gospodarczej na podstawie art. 448 k.c.,
  • zasądzenie na naszą rzecz odpowiedniej kwoty tytułem odszkodowania za wyrządzoną szkodę na podstawie art. 415 k.c. jeżeli dokonane naruszenia doprowadziły do szkody majątkowej.

Obowiązkowe badania – winna praktyka a nie teoria

Temat deregulacji nie cichnie – w ubiegłym tygodniu Sejm powołał stałą komisję zajmującą się tą problematyką, a w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów powstał zespół ds. koordynacji procesu deregulacji. Wiele wskazuje na to, że wkrótce rząd zajmie się powstającym od ponad roku projektem ustawy deregulacyjnej.

Najlepiej ocenianą propozycją jest zniesienie obowiązku badań okresowych dla osób z trwałą niepełnosprawnością. Autor tego pomysłu podaje przykłady osób z zespołem Downa lub po utracie kończyny, które muszą regularnie udowadniać, że ich stan się nie zmienił. – Wprowadzenie bezterminowych orzeczeń zmniejszy stres, ale też biurokrację, poprawiając komfort życia osób z niepełnosprawnościami – napisał autor propozycji.

Eksperci poproszeni o komentarz wskazują, że już według obecnych przepisów stopień niepełnosprawności osoby zainteresowanej można orzec na czas określony lub na stałe. Podstawą jest par. 3 rozporządzenia ministra gospodarki, pracy i polityki społecznej z 15 lipca 2003 r. w sprawie orzekania o niepełnosprawności i stopniu niepełnosprawności. Iwona Smolak, radca prawny, partner w Gardocki i Partnerzy Adwokaci i Radcowie Prawni, ocenia dla portalu prawo.pl, że problem nie leży w niedoskonałości przepisu, co w jego niewłaściwym stosowaniu.

– Praktyką zespołów orzekających o stopniu niepełnosprawności jest wydawanie orzeczeń na czas określony – nawet w sytuacjach, w których zgodnie z wiedzą medyczną oczywistym jest, że stan zdrowia danej osoby nie rokuje poprawy. Obecnie osoby z trwałym kalectwem np. w przypadku braku kończyn, czy też opiekunowie osób z trwałym niedorozwojem umysłowym cyklicznie zmuszane są stawać na komisję i wykazywać, że stan zdrowia ich lub ich podopiecznych nie doznał cudu i się nie poprawił – mówi mec. Smolak.

– W mojej ocenie ten postulat jest ważny i powinien być uwzględniony. Uważam jednak, iż w tym zakresie nie ma konieczności zmiany przepisów prawa, a lepszego ich egzekwowania – wtóruje jej Renata Bugiel, adwokat z kancelarii GKR Legal. W jej ocenie nie byłoby możliwe stworzenie zamkniętej listy schorzeń uzasadniających orzeczenie stopnia niepełnosprawności na stałe. – Skoro jednak pojawia się taki postulat, należałoby przyjrzeć się uważniej orzeczeniom wydawanym przez powiatowe i wojewódzkie zespoły orzecznicze – zwraca uwagę ekspertka.

– Z mojego doświadczenia wynika, że komisje orzekające prowadzą badania pobieżnie, bez zrozumienia istoty schorzenia oraz jego wpływu na funkcjonowanie pacjenta – mówi dr Anna Banaszewska, radca prawny (Kancelaria Radcy Prawnego dr Anna Banaszewska). – W konsekwencji, na podstawie krótkiej rozmowy z pacjentem, bez rzetelnego zapoznania z dokumentacją medyczną pacjenta „na kolanie i w pośpiechu” jest wydawane orzeczenie krzywdzące dla osoby z niepełnosprawnością.

Mimo to Anna Banaszewska z postulatem sformułowanym przez zespół Rafał Brzoski się nie zgadza. Jej zdaniem zniesienie okresowych ocen mogłoby prowadzić do petryfikacji wadliwych orzeczeń.

– Pamiętam przypadek dziewczynki z zespołem Vater, która ma niedosłuch w stopniu głębokim, wrodzoną kifozę lewostronną, przetokę przełykowo-tchawiczną zamkniętą po urodzeniu, wiotkość i przewężenie krtani, a ponadto afazję i egzystuje oraz chodzi wyłącznie dzięki licznym wszczepom. Proszę sobie wyobrazić, że komisja w treści orzeczenia wskazała, iż ta dziewczynka nie wymaga stałej ani nawet długotrwałej opieki lub pomocy innej osoby, bowiem w ocenie komisji dziewczynka nie ma ograniczonej możliwości samodzielnej egzystencji. W takim przypadku osobie z niepełnosprawnością pozostaje droga odwoławcza. Postępowania sądowe w Warszawie trwają po kilka lat (to konkretne: już cztery) – wskazuje dr Banaszewska. Zwraca też uwagę, że możliwe jest pogorszenie stanu zdrowia na skutek trwałej niepełnosprawności.

– Zmiany, które powinny objąć system orzekania o niepełnosprawności winny być związane z poprawą jakości orzekania i wprowadzeniem odpowiedzialności członków komisji za błędy wynikające z braku rzetelności w prowadzeniu postępowania – podsumowuje nasza rozmówczyni.